Tereny Valfden > Dział Wypraw
Czara goryczy
Gunses:
- ÂŚwitać niebawem zacznie - rzekł Gunses wyczuwając wyraźne zmęczenie jakie sprawiał poranek - Nam również przyda się odrobina odpoczynku. Na szczęście właśnie dojechaliśmy - zjeżdżali właśnie w dół po lekkim spadzie, korony drzew na równi zasłaniały widok i dopiero po chwili okazało się co się pod nimi kryję. A było to miasteczko. Całkiem duże, rozłożone na wielkiej polanie, po dawnych wycinkach. Ulice był lekko brukowane, wykładane kamieniami. Domostwa były w większości murowane, kryte dachówkami. Prowadziły tutaj aż trzy drogi, dziwiliście się, że nigdy tędy nie przejeżdżaliście. Wyraźnie od wioski oddzielała się jedna część. Wyłączona poza polanę, pod ogromne dęby, okrągła. Był w niej większy ruch, tak ludzi jak i zwierząt. Masa koni, egzotycznych stworzeń. Wszędzie uwijali się ludzie, wolne Elfy i Krasnoludzcy sprzedawcy kląwszy na wszystkich bogów świata. Pod dębami również były chatki, jednakże były to drewniane składy i magazyny, a wszędzie dominowały stargany kupieckie, stoiska i kramy.
- To Metr - rzekł Gunses - miasto utrzymujące się głównie z handlu. Nie jest to największy rynek w naszym hrabstwie, ale nigdzie nie znajdziecie takich wyrobów. Na targi do Metr każdego roku przybywają setki osób. Bogatych osób. Kupcy wystawiają tu ekskluzywne towary, takie, które nie znalazły zbytu na większych targach, bo były zbyt drogie, chociaż z tego co mi wiadomo, ponad połowa kupców przywozi tylko tutaj swoje towary. Nigdzie indziej tego nie sprzedadzą. Dlatego po najlepsze wyroby przyjeżdża się od lat do tego miasteczka, do Metr, na Targ Pod Dębami tak wiosną jak i jesienią. Zajedźmy do karczmy i odpocznijmy. Brać wszystko na moje nazwisko. Co jak co, ale jestem hrabią tych ziem.
//Proszę o ładne opisy w kilku postach o odpoczynku, posiłku, przeczekaniu jako tako dnia :]
stefan666:
Pienik od razu postanowił udać się na poszukiwania karczmy. Mijał wąskie ulice otoczone murowanymi domami. Ponieważ niebawem miał nastać ranek, część odpowiedzialnych za to ludzi chodziła po mieście i gasiła lampy. Człowiek podszedł do jednego z nich i postanowił się zapytać o nocleg:
-Witaj człowieku, którędy do karczmy? Starszy człowiek spojrzał na Pienika i odparł: Muście iść panie dalej tą drogą koło targu, lecz teraz wszystko zamknięte więc i tak nic nie kupicie, dalej będzie dosyć nowa brukowana droga, tam stoi duży dwupiętrowy budynek. To karczma, nazywa się "Pod Strzechą" możecie tam zjeść i odpocząć, na pewno poznajcie, śmierdzi stamtąd chmielem na kilometr ha ha.
Pienik udał się drogą wskazaną mu przez mężczyznę, po drodze nie spotkał nic nadzwyczajnego po za paroma żebrakami. W końcu jego oczom ukazał się budynek karczmy, była dość stara, i sprawiała wrażenie jak by miała zaraz się rozlecieć, była to typowa speluna. Człowiek wszedł do środka, od razu uderzyło w niego ciepło z palenisk, W środku były schody na górne piętra, a na parterze bar, ciasno poustawiane stoliki i różne wiejskie ozdoby. Ludzie pili, grali w karty, większość była już pijana i albo zbierała się do domu, lub zasypiała na stole. Pienik podszedł do baru:-Witam chciał bym wynająć pokój na jedną noc, a w zasadzie tylko do południa, do tego proszę kurczaka i herbatę do pokoju, i nie chce nikogo oglądać. Choć by sam król walił do tych drzwi. Barman skierował Pienika do jego pokoju na górze po mniej więcej dziesięciu minutach podał mu jadło i wystawił rachunek na 18 sztuk złota:- Zapłaci Pan przy wyjściu miłego pobytu. Pokój był mały, miał jedno okno przy nim stolik i taboret, na środku stało łóżko wypchane słomom. Człowiek zjadł po czym położył się spać.
200-18=182
//Pokój dla Rumunów ;p
Gunses:
//W miasteczku, które żyje z handlu cholernie drogimi rzeczami, na które przejeżdżają cholernie bogate osoby łóżko wypchane słomą?
Elrond Ñoldor:
Niko bez słowa zaczął iść za Pieńkiem. Wiedział że człowiek jest zmęczony i będzie szukać karczmy. Tak też się stało. Wampir przestąpił próg budynku, podszedł do szynkwasu.
- Butelkę wina i wolny czysty pokój. Podróżowałem całą noc...
- I dobrze mostordzieju - wtrącił karczmarz - można się obudzić czasem po drugiej stronie z poderżniętym gardłem albo w brzuchu potwora. Skurwysyństwa się wszelakiego namnożyło w tych lasach, że ho hoo. A hrabia ma nas chyba w nosie. Nikt tego nie pleni. A powinno... - mówił karczmarz grzebiąc w szafkach i półkach. Znalazł jedno z cenniejszych trunków i podał Nieśmiertelnemu.
- Na nazwisko Gunsesa Cadacusa- uśmiechnął się Niko i udał się za karczmarką w kierunku pokoi. Cieszyło go że był Wampirem. Próba spania w nocy, równała się głupocie. W dzień było zawsze cicho i pusto.
- Pokój! - zaskrzeczała kobieta otwierając drzwi. Oczom Nikolaja ukazał się czyste zadbane pomieszczenie, z firankami, dywanem, obitymi fotelami, puchowym łożem, a nawet kominkiem. Na bogato... pomyślał. Cieszył się że w końcu trafił w miejsce pełne zamożnych. Bez mętnego piwska, zimnej wieprzowiny i słomianej pryczy.
Mogul:
Podobnie jak Nikolai, Ocian udał się za Pienikiem. Szedł jednak zdecydowanie wolniej, chciał zwrócić uwagę na więcej szczegółów miasta, które było zamożne. Domy były solidne, podobne do tych z dzielnicy obywateli, w której mieszkał. Gdy wszedł do karczmy, od razu udał się do oberżysty, by zamówić coś lekkiego do jedzienia. Powiedział spokojnym tonem:
- Udziec z dzika, pół litra czystej wódki, pół bochenka chleba i z sześć kiszonych ogórków.
- I pewnie też na koszt Cadacusa?
Czyli już dotarli tutaj. Jako, że nie ma ich tutaj pewnie w pokojach już są.
-Ano. Chłopak usiadł i poczekał na strawę. Gdy już ją dostał, wziął się za jedzenie
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej