Tereny Valfden > Dział Wypraw

Czara goryczy

<< < (7/29) > >>

Gunses:
- Mylisz się mój drogi - rzekł Gunses kiedy zjeżdżali w dół - Jest bardzo wiele osób, które uważałem za rozgarnięte i godne zaufania, a które mają czelność i chęć lżyć tak mnie jak i moją rodzinę. Jest to przejaw szczytowej formy egoizmu, zapatrzenia w siebie. Ale cóż, takie osoby przeminą, My nie przemijamy... - powiedział z nutą goryczy w głosie. Sprowadzili konie w dół. Kiedy Gunses znów znalazł się w siodle przemówił ponownie Pienik. Wampir wysłuchał go i odpowiedział
- Wielokrotnie mijaliśmy straże naszego Sabatu. Mogłeś czuć się obserwowany i dobrze, że to czułeś. To zwiększa Twoje szanse poprawnej przemiany. A teraz powiem Ci coś o ludziach. Ludzie żyją w przekonaniu, że są panami świata. I mają po części rację. Ich rasa zalała znany nam świat. Stworzyli wiele technologii, które zmieniły oblicze świata. Są odkrywcami i podróżnikami, wojownikami i mędrcami. Są również podli i źli, przepełnieni zawiścią. Są też słabi psychicznie. A to czego nie mogą pojąć uważają za wybryk natury. Nie są w stanie tego zaakceptować. Są wiec nietolerancyjni, źli, uparci, bezwzględni. Ich agresja względem wszystkiego co odbiega od ich sposobu postrzegania czegoś normalnego zmusza ich do działań destrukcyjnych. Stąd pogromy nieludzi, krwawe wyprawy przeciwko innowiercom. To co wykracza poza normy jest eliminowane ogniem i mieczem. Ale za tą zawziętością, za tym gniewem i za tą agresją stoi strach. Zwyczajny ludzki, wręcz dziecięcy strach. Wstydzą się tego, dlatego chcą go zagłuszyć przemocą. Ale to nigdy nie uda się do końca... - rzekł. Popatrzył na człowieka. Nie był pewny czy zrozumiał jego słowa. Wiedział, że zrozumie po przemianie.

stefan666:
Pienik wysłuchał ze skupieniem Gunsesa po czym w jego oczach pojawił się błysk:
-Mistrzu zgadzam się z Tobą we wszystkim, byłem napiętnowany i szykanowany za to, że byłem inny. Moi bracia nie starali się mnie rozumieć, nie pasowałem do ich światopoglądu, byłem po prostu dla nich świrem i wyrzutkiem, traktowali mnie jak psa. Ludzi mimo tego, że są destrukcyjni mają także dobre strony, sam jestem człowiekiem, a mimo to nikogo nie atakowałem i nie oskarżałem, tolerowałem odmienność innych. Niestety jedno nie daje mi spokoju... myśl, że któregoś dnia moje życie się zakończy, przepadnę w pustkę i nic ze mnie nie zostanie. To napędza mnie i moim braci do działania lekkomyślnego i destrukcyjnego, większość próbuje zostawić po sobie jakiś ślad, a ciężko jest zrobić coś pozytywnego co przejdzie do historii. ÂŁatwiej jest niszczyć i mordować, dlatego my ludzie zachowujemy się tak, a nie inaczej bierzemy z życie pełną garścią, ponieważ nasz czas na tym świecie jest ograniczony. Dlatego, też przyłączyłem się do Ciebie panie... jesteś moją jedyną szansą na zerwanie z mymi słabościami i przeszłością, i z tym przeklętym wyścigiem z czasem. Powiedział człowiek po czym wsiadł na konia i truchtem skierował się na koniec grupy, czekając na dalsze polecenia.

Vitnir:
Aerandir przeczekał do końca rozmowy Mistrza z człowiekiem, po czym zbliżył się, aby odpowiedzieć na wcześniej zadane pytanie:
- Na miejscu wszystko obrało nieoczekiwany obrót. Wieś była opanowana przez potwory w ludzkiej skórze, prawdziwych tyranów gnębiących swoje żony i córki. Swoimi czynami potwierdzili to zarówno chłopi jak i chłopki. W tym wszystkim znalazł się ten psisyn Alan, który zdaje się też przejął się losem kobiet. Wszystko byłoby wporządku, gdyby nie okazało się, że jest wilkołakiem. Opowiedział swoją historie, był gotowy na śmierć, nie opierał się... Wtedy chwycił nas ten głos, który każdemu wojownikowi prędzej czy później pojawi się w głowie: postępuj honorowo... nie zabijaj bezbronnych... Tak darowaliśmy mu życie, związaliśmy go i chcieliśmy przewieść do siedziby. Nim to zrobiliśmy postanowiliśmy odwiedzić jeszcze wioskę, po wizycie u jednego z chłopów, wilk zwiał w las. Daliśmy się omotać wilkołakowi, byłem głupi... przeczuwam jednak, że stanie noc, gdy dane mi będzie go ujrzeć jeszcze raz... nie zawaham się.

Rikka Malkain:
-Tak... Trzeba go było zabić gdy mieliśmy okazję.- dodał Garik, który przed chwilą wyjechał prawie na sam przód grupy. Chciał upewnić się, że ma rację. -Spójrzcie, drzewa nie rosną już tak gęsto, ich pnie są coraz chudsze, chyba zbliżały się do celu...-

Elrond Ñoldor:
- Bo nie wiedzieć czemu nagle zza chmurki wyłonił się księżyc i to na dodatek w pełni - warknął Nikolai w złości. - Mógł być naszą wtyką u innych wilkołaków. Albo czymś podobnym. Był inny, dlatego chciałem byś sam z nim pogadał i stwierdził czy potrzymamy go w loszku, czy upiększymy wrota jego czaszką.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej