Tereny Valfden > Dział Wypraw

Raport z północy

<< < (9/37) > >>

Devristus Morii:
Zobaczymy co da się zrobić. Ja użyję samozapłonu rzekł Elf No to rozpocznijmy, ale nie atakujmy. Zobaczmy kto pierwszy zaatakuje. A nóż widelec może cześć uda się wyprowadzić na zewnątrz

Dragosani:
- Tak myślałem, że użyjesz tego zaklęcia. - Zeleris pochwalił się umiejętnością przewidywania. Po ty bez kolejnych słów ruszył w stronę jaskini. Na razie nie wyciągał kostura, lecz przygotowywał się do szybkiej akcji destrukcyjnej, poprzez odpowiednie nastawianie się psychiczne.

Devristus Morii:
Ruszyliście. Gdy spojrzeliście w górę, wampira na straży nie było. Zeleris teleportował drużynę na skalną półkę. W tym samym czasie usłyszeliście szelest i Elf odskoczył. Z jaskini wyleciało 4 wampirów, w tym jeden uderzył w Zelerisa. Obydwaj towarzysze broni wiedzieli, że Zeleris zajmie się tu tymi na zewnątrz, a Devristus tymi wewnątrz.
Izash Anosh Xuash Iagroshar wypowiedział szybko Elf. ÂŚwiatło kryształu objęło maga, a jego ciało zaczęło płonąć. Transformacja w żywy ogień się rozpoczęła.

Dragosani:
Wampiry wypadły z jaskini, jakby ktoś skrzyknął ich na darmową krew niewinnych dziewic. Nie był więc czymś dziwnym fakt, że jeden z nich bezczelnie pchnął Dracona, celem zrzucenia go z półki skalnej. Każdy by się wkurzył, gdyby zamiast dziewic spotkał go dwumetrowy, skrzydlaty i czarny potwór, oraz mamroczący coś pod nosem elf. W porze mroku wampiry były silne, więc pchnięcie rzeczywiście zrzuciło Zelerisa ze skały. Tyle że... Dracon miał skrzydła. I był doświadczonym lotnikiem. Spadając rozpostarł je i odbił się nogami od zbyt bliskiej ściany skalnej. W międzyczasie przekoziołkował, aby być "brzuchem do dołu" i machnął potężnie skrzydłami. Ten manewr pozwolił mu nie roztrzaskać się o ziemię. Mag wzleciał w górę, szybko wznosząc się nad półkę skalną. Jakież zdziwienie spadło na stojące tam wampiry. To znaczy spadłoby, gdyby nie miały one diabelnie wyczulonych zmysłów i nie słyszały machnięć skrzydeł Flamela. Mag zawisł w powietrzu. Nie wyciągał kostura, bowiem zaklęcie którego chciał użyć samo w sobie było silne, a miało i tak zostać dodatkowo wzmocnione jego krwią. Zauważył, że transformacja Deva w ogień powiodła się i płonący elf wszedł właśnie do jaskini. Zatem pole ostrzału było czyste. Na twarzy Dracona pojawił się diaboliczny uśmiech. Szybko pobrał moc do potężnego zaklęcia. Uformował ją i wypowiedział skrócona inkantację, aby nie dać wampirom czasu na ucieczkę.
- IRIHA! - pod wezwaniem jego silnej woli z nieba zaczęły sypać się pioruny. Swoją wolą mag kierował je właśnie w wampiry na półce. Celów było czterech, zaś piorunów uderzyło około siedem. Były one wzmocnione czarną skazą. To co stało się na półce skalnej można określić mianem jednego rozbłysku czystej energii elektrycznej. Obszar był stosunkowo mały, zaś ilość energii duża. Nic nie mogło przetrwać takiego uderzenia. Huk był straszliwy, na pewno dobrze słyszalny przez wampiry wewnątrz jaskini. Siła uderzenia sprawiła, że pólka oderwała się od skały i spadła w dół, by roztrzaskać się na ziemi. Zanim spadłą Dracon dostrzegł zwęglona ciała wampirów.
- Ups... - skomentował ten efekt. Usłyszał nagle jeszcze jeden trzask. dochodził od wejścia do jaskini, które po prostu zawaliło się.
- UPS! - powtórzył głośniej mag. Miał nadzieję, że nie przesadził i nie zabił wszystkich wewnątrz. Pobrał moc, wyszeptał inkantacje Wiatru i ruszył do wnętrza groty, przemykając jako powietrze pomiędzy zwalonymi skałami.

Devristus Morii:
Elf kiedy znalazł się w jaskini, zaczął biec i od razu na rozstaju dróg napotkał swojego pierwszego przeciwnika. Wampir wpadł w szok, gdyż pewnie nie widział nigdy na oczy biegającego wielkiego płomienia o humanoidalnych kształtach. Nastała cisza i czas próby, który pierwszy zaatakuje. Mag nie miał zbytnio czasu, więc zaatakował pierwszy. Złapał Wampira za ramiona, która zaczęły płonąc. Przeciwnik próbował się wydostać, ale nie miał na czym oprzeć dłoni, które w kontakcie z ogniem spłonęły. Wampir jednak ostatnią siłą fizyczna próbował ugryźć elfa. Jednak jego czaszka spłonęła. Arcymag ruszył dalej, gdyż energia magiczna cały czas się marnowała. Tunel prowadzący do pieczary z dziećmi nie był taki długi, ani krótki. Był w sam raz, żeby znalazł się w nim kolejny dziki wampir. Tym razem przeciwnik wiedział z kim ma do czynienia, wiec zaczął się wycofywać, jednakże humanoidalny płomień rzucił się na niego. Kiedy przylgnął do chłodnego ciała wampira, ten wydarł się, gdyż jego ciało zaczęło płonąć. Aż stało się żywą pochodnią. W końcu Dev znalazł się z jaskini, gdzie stacjonowały dwa wampiry., które natychmiast zaatakowały. Widać było, że dopiero co stworzone, gdyż zero doświadczenia ani wypracowanego stylu walki. Jednakowoż walka z ognistym elfem była dla nich przegrana. Taki los wampira,że jest podatny na ogień. Gdy pierwsze ciosy padły, Elf nawet nie unikał ich, aby dać naukę przeklętym stworzeniom. Ich chłodne dłonie od razu spłonęły w takiej temperaturze. Następnie to mag przystąpił do działania. Dzięki szybkości żywiołu, dotknął szat wampirów w kilku miejscach, dzięki czemu szybko oba wampiry stanęły w płomieniach. Teraz tylko trzeba czekać na ich agonię, którą przyśpieszył sam mag chwytając wampiry za szyję...

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej