Tereny Valfden > Dział Wypraw
Raport z północy
Dragosani:
- Jak dobrze, że my ludźmi nie jesteśmy! Nie będziemy mieli zahamowań moralnych. - rzucił od siebie, co w teorii było prawdą. Dracon rozłożył skrzydła i machnął nimi, by wznieść się w końskiego grzbietu. Nie wzniósł się jednak wysoko. Wyszkolonym, niemal instynktownym impulsem, pobrał moc i zwizualizował ją jako kule ognia. Aby nadać jej postać mogącą oddziaływać na ciała fizyczne wypowiedział inkantację.
- Ipush Grash, Osh Isarishash! - kula ognia pojawiła się w jego dłoni, wzmocniona działaniem czarnej skazy. Dracon błyskawicznie cisnął ją w wilkołaka, który zamierzał skoczyć i capnąć go. Nawet nie musiał celować, biorąc pod uwagę bliska odległość. Ognisty pocisk rozbił się na grzbiecie bestii. Płomienie natychmiast wgryzły się w jej, wrażliwe na ogień, ciało, dodatkowo podpalając sierść na obrzeżach swego działania. Wilkołak ryknął wściekle i zwalił się na ziemię. Rana była zbyt dotkliwa, by mógł walczyć. Cierpiał niemiłosierne katusze, wywołane przez spalenie części ciała. Flamel tymczasem wylądował na ziemi i nie zwracał na bestię szczególnej uwagi. Jej śmierć była kwestią kilku minut, może nawet sekund. Nie stanowiła zagrożenia. Mag natychmiast zaczął inkantować kolejne zaklęcie...
4/5
Devristus Morii:
Iziaash Gresh Arishesh kryształ kostura zaświecił na czerwona poświatą, dzięki czemu wiadomo było, że siłą czaru będzie podwojona. Po wypowiedzeniu inkantacji najbliższy wilkołak zawył i zatrzymał się. Padł na ziemię i zaczął lizać, a wręcz jeść śnieg. Zmiennokształtny wył przeraźliwie, co wzmagało poddenerwowanie i chęć zemsty w tejże watasze, a także dawało potwierdzenie, że zaklęcie zostało rzucone poprawnie. Rzucony czar sprawiał, że temperatura krwi i ciała drastycznie wzrosła powodując wrzenie tejże cieczy, a także denaturację białka. Ból był niewiarygodny dla tego stworzenia, gdyż ogień trawił go od środka, niszcząc jego tkanki, narządy. Nagle wilkołak buchnął ogniem, co oznaczało, że struktura skóry została przerwała i jest trawiona przez ten niszczycielski ogień. Oznaczało to też, że wilkołak nie przeżył ataku...
W tym samym czasie wilkołaki widząc śmierć swoich pobratymców, "wściekli się" co sprawiło, że siła ich ataku i zwinność zostały zwiększone, a zmysły bardziej wyostrzone. Ale był jeden mankament tegoż stanu, a mianowicie spryt używany w walce spadł, a kontrolę nad nimi przejmował instynkt drapieżcy. Kiedy Zeleris zabił wilkołaka, drugi w tym samym momencie wspiął się na drzewo i skoczył na Dracona. Co robisz?
Dragosani:
Zeleris, widząc skoczne niebezpieczeństwo, musiał przerwał rzucanie zaklęcia. Musiał działać szybko, aby uniknąć rozerwania przez wilkołaka. Użył więc sztuczki, która wydawała mu się najbardziej oczywista i... teleportował się. Nie daleko, ledwie kilka metrów od miejsca w którym stało. Chodziło jedynie o zejście z drogi, spadającemu potworowi. Następnie wycelował kryształem kostura w bestię i pobierając szybko moc wyszeptał skrócona inkantację
- IHIGI. - w ten sposób na krysztale uformował się piorun kulisty, którego moc zwiększona była zarówno krwią Dracona, jak i samym kosturem. Słowem nic, co nie było uodpornione na magię, nie miało prawa przetrwać trafienia czymś takim. W tym momencie wilkołak zorientował się, gdzie zniknął mag i odwrócił się w jego stronę. Skoczył... i dosłownie wleciał na ciśniętą kule czystej energii elektrycznej. W chwili uderzenie kula rozbłysła, zaś ciało stwora zostało spektakularnie spopielone. Pod nogi Flamela spadło zaś to, co zostało z wilkołaka.
2/5
Devristus Morii:
Różnic w natężeniu światła prawie nie ma, ale w różnicy temperatur i pogodzie jest, Nocą zawsze jest zimniej i wietrzenie powiedział Elf po czym parł się o ścianę i przymknął oczy. Jego ciało musiało odpocząć po trudach tego dnia, których nie oczekiwał. Dawno nie miał takich niespodzianek, ale cóż... może życie nie jest takie monotonne.
Dragosani:
- Naprawdę? Nie spodziewałem się tego. - rzucił Dracon, głosem pełnym ironii. Sam usiadł w kacie, po wcześniejszym uprzątnięciu, to jest kopnięciu, leżących tam gratów. Usiadł krzyżując nogi. Obwinął się ogonem, oraz opatulił skrzydłami. Zawsze to jakaś ochrona przed chłodem. Kostur, który wrzynałby mu się pod ogon, zdjął z pleców i położył z boku. Oczywiście w zasięgu ręki.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej