- Dobra, to ja migusiem tam sobie skoczę - powiedział i dopił piwo, jako że nie należało zostawiać tego, co dane było za darmo. Mogłoby to urazić karczmarza, a i Diomedes miał w tym interes. Wyszedł zaraz po tym z karczmy na zaludnione uliczki. Widok z przed karczmy był bardzo swojski. Tu dziewka uprawiająca swój zawód za zaułkiem, tam żebracy i pijaczyny, a gdzieniegdzie jeszcze inne zbiry i opryszki. Było ciepło. Tak odmiennie od temperatury w Valfden, która to teraz utrzymywała się na możliwie najmroźniejszych. Górne miasto wypatrzył już z daleka. Nie było to trudnym zadaniem, jako że zarówno obywatele po nim się przechadzający, jak i budynki tam postawione, znacznie różniły się od widoku zaraz po wyjściu karczmy. Młody Nivellen miał nadzieję, że jubiler pracuje także i w nocy, a jeśli nie, to i tak miał zamiar go obudzić. Szedł brukowym chodnikiem między ludźmi odzianymi w typowe dla tego wymiaru stroje, które wyglądały na dosyć bogate. W końcu zauważył coś, co wyglądać mogło na zakład jubilerski. Całkiem niewielki budynek, niemal całkowicie oszklony i ukazujący bogatą wystawę. Oczy Diomedesa od razu przyciągnęły przeróżne błyskotki: od sygnetów począwszy, na diademach i koronach skończywszy. Nivellen zapukał do drzwi.