Płynęliśmy cztery dni, przez ten czas trafiliśmy tylko na Cesarski galeon z którym wymieniliśmy się częścią zagrabionych przypraw w zamian za spory ładunek piwa i wzmacnianego niebieską rudą prochu. Wieczorem czwartego dnia majtek na bocianim gnieździe oznajmił że widać ląd, do doku Portu Yort wpłynęli o zmierzchu, to miejsce ciężko było nazwać miastem... w porcie cumowały wszystkie niemal typy okrętów, kilku nie znaliśmy. Gdy położono trap Aragorn nieco zarośnięty [tak urosła mu broda!] zszedł na ląd, jakiś inny elf podszedł do niego. Aragorn go rozpoznał, był to przywódca rebeliantów z El-shia albo jego bliźniak.
Kurwa to Ty... Harlan mi opowiadał o tobie. Co ktoś taki jak Ty robi w takiej dziurze. Teraz z bliska ÂŁowca zauważył drobną różnicę, ten tutaj miał drobną bliznę na policzku.
Powiedzmy że... bawię się w korsarza. Jak bunt... jak mam cie zwać w ogóle? Spytał tak by sprawić wrażenie że interesuje go los rebelii.
Jestem Yrwin. Zdobyliśmy część półwyspu, Imperium tylko raz kontratakowało. Z marnym skutkiem, bo to trzeba być idiotą by na pustynie wysyłać ciężką doborową piechotę... ale mniejsza, chcesz opchnąć tu łupy no nie? No to musicie się zarejstrować w tamtym budynku, i ten no... trochę o Was na opowiadałem...
Mhm, miło słyszeć o waszym sukcesie. No i o tych opowieściach też wiem... przegięte są. Poleć mi karczme i zamtuz jakiś.
Aaa, no to polecam "Pijanego Smoka" mają i wyśmienitą kuchnię z ośmiu stron świata i najlepszy zamtuz.
No powiedzmy że wierzę. Dzięki. Aragorn wrócił się na pokład.
Zabawimy tu trochę, idźcie do "Pijanego Smoka" wynająć pokoje, Zeyfar chodź ze mną bo mi urodzony handlarz potrzebny, musimy statek zarejestrować...