Diomedes ze zdumieniem obserwował, jak szeregi wroga kurczą się w zadziwiająco szybkim tempie. Na dodatek, bez jego większego wkładu w walkę. To było dla niego niedopuszczalne, dlatego stąpając po kładce przeskoczył na drugi pokład gdzie od razu dopadł do grupy zdezorientowanych przeciwników. W pierwszym uderzeniu zdał się na brutalną siłę, uderzył mocno, równolegle do ziemi na poziomie żeber. Przeciwnik z trudem sparował cios, ale impet uderzenia sprawił, że jego miecz wyrwał się mu z rąk. Diomedes, nie wybijając się z bojowego rytmu, przygotowując się do obrotu przełożył ciężar ciała na prawą nogę i zaskoczył przeciwnika potężnym kopniakiem z pół obrotu. Stopa młodzieńca trafiła marynarza prosto w twarz i posłała go w drugiego zawadiakę, powodując upadek obu. Diomedes podbiegł i zaatakował od góry, prosto na głowę bezbronnego przeciwnika. Jego towarzysz okazał się być niezwykle szlachetny, gdyż uniósł broń w paradzie ratującej życie jego kompanowi. Diomedes nie dawał przeciwnikom wstać i zasypywał ich gradem ciosów. Trzeba było przyznać, że jeden z marynarzy spisywał się znakomicie, w pozycji siedzącej udawało mu się chronić siebie i swego kompana przed poważnymi obrażeniami. Nie obyło się jednak bez mniejszych zadrapań, które odsączały krew z obu przeciwników i pozbawiały ich cennych sił. Opór powoli malał i Diomedesowi w końcu udało się przejść obronę marynarza i zabić jednego z przeciwników poprzez przebicie mieczem jego płuca. Młody Nivellen szybko wyciągnął miecz z truchła pomagając sobie nogą i odskoczył zręcznie przed szalenie dokładnym pchnięciem przeciwnika. Dał mu tym samym czas na podniesienie się do postawy bojowej. Widać jednak było, że jest on wyczerpany przez swą zdesperowaną obronę. Diomedes doskoczył do niego w jednej chwili i potraktował go kolanem w podbrzusze. Gdy przeciwnik zgiął się w pół, Diomedes rozciął jego tułów cięciem od dołu. Nagle jakiś impuls zmusił go do szybkiego spojrzenia na plecy. Szarżował na niego kolejny przeciwnik, widać było, że chęć przetrwania odebrała mu rozum. Nivellen odskoczył w bok i podłożył marynarzowi nogę. Ten wyłożył się jak długi, ale umknął cięciom Diomedesa szaleńczo turlając się po pokładzie. Gdy w końcu uderzył o burtę, Nivellen kopnął go mocno w podbrzusze i przebył mieczem na wylot. Szukając jeszcze jakiegoś łatwego celu, zobaczył kolejnego przeciwnika, który właśnie przeskakiwał na ich pokład. Diomedes sięgnął po różdżkę, błyskawicznie wycelował i z błyskiem w oku wymamrotał:
- Ihigi... - wtem zabzyczało powietrze i z koniuszka magicznego patyczka z pędem wyleciał piorun kulisty. Ugodził przeciwnika prosto w plecy, pozbawiając go tchu i paraliżując. Kolejny nieszczęśnik wpadł z pluskiem do wody opuszczając świat żywych.
11/39