Aragorn wyciągnął z pochwy "Ostrze Rozpierduchy" i ostrożnie wszedł do kajuty, urządzonej z ogromnym przepychem. Kapitan i jakiś odstrojony człeczyna siedzieli przy zastawionym stole, próbowali pokazać że się nie boją, ale nogi im drżały dość mocno. Nikt nic nie mówił aż w końcu Aragorn spytał:
Który to kapitan. Od stołu wstał niski brodaty człek, przy pasie elegancko zdobiony kordelas, reszta ubioru też wskazywała na na kogoś bogatego i wysoko postawionego.
Ja, jestem Ludvig de Alfderberg. I ostrz...
Milcz skurwysynu. A może daruje Ci życie i reszcie załogi. Jestem Aragorn Tactcicus korsarz w służbie Konfederacji. Kapitanowi i drugiemu człowiekowi zrzedły miny na dźwięk nazwiska, ktoś bowiem rozpuścił ciekawą plotkę o ich misji w El-shia, wedle plotki Aragorn i garstka jego kompanów wyrżnęli połowę garnizonu bez większego wysiłku. Od tej pory zwany jest w Imperium jako "Rzeźnik z El-shia"... co osobiście mu odpowiada. Aragorn zamknął drzwi zostając sam na sam z panem de Alfderbergiem i jak się okazało bardzo ważnym dyplomatą, imienia nie zdradził bo podobno nie był Aragorn godny by je znać. Mistrz ÂŁowców otworzył drzwi, dwóm ludziom z załogi kazał przenieść ogłuszonego wcześniej dyplomatę na "Linę Andrieja".
No dobra ludzie, idziemy trzepać ładownie.