Tereny Valfden > Dział Wypraw

Potworny świat

<< < (4/21) > >>

Elrond Ñoldor:
- I dobrze że mamy różdżki. Nikt z nas nie posiada srebrnej klingi... Moja odpowiedź była jak najbardziej szczera. Wilkołaki to potężne stworzenia. Będąc młodym i niedoświadczonym, miałbyś problem z zabiciem takowej bestii, nawet jakbyś miał srebrny miecz. A walczyć stalą? Próbowałem. Głupi był to pomysł - mówił. Na ramieniu spoczywała naładowana wierna kusza. Później wąwóz Ridefilla... Myślał.

Vitnir:
- Nie popełniaj błędu, który ja popełniłem i słuchaj co mówił Ci Nikolai. Jeżeli dojdzie między tobą a wilkołakiem do zwarcia, powinieneś być do tej walki jak najlepiej przygotowany, ale i tak to może zdać się na nic przy pełni księżyca. Wtedy trzeba odrzucić otwartą walkę i obrać za taktykę spryt. Odpowiedział młodemu wampirowi, później dodał jeszcze: Nie wyglądasz mi na kogoś kto ma nader wiosen za sobą, więc walkę pozostawiaj jako ostateczność, zwłaszcza gdy przeciwnik jest wilkołakiem. Aerandir jechał dalej, zerkając raz na lewo, raz w prawo. Wytężając wzrok wprzód wypatrywał końca jaru, lecz z tym końcem podróż może okazać się jeszcze niebezpieczniejsza.

Gunses:
Zaczął padać śnieg. Tęgo. Kurzawa przyszła nieoczekiwania, bez wiatru. ÂŚnieg padał równo, powoli wyścielał jar na biało. W pewnej chwili po waszych ciałach przebiegł dziwny dreszcz. Natrętny, nieprzyjemny, wwiercający się w ciało. Ktoś patrzył. Na prawym skraju jaru, kilka metrów nad wami, na półce skalnej gdzie wasz wzrok nie sięgał coś zachrobotało na kamieniach, słuchać było pękające gałązki. Zamarliście w bezruchu głaszcząc szyje koni aby nie chrapały. Cisza. ÂŚnieg padał. Dalej cisza. I już nic więcej się nie stało. Jar skończył się równo szybko, a przełęcz wywiodła was w iglasty bór. Drzewa, wysokości 50 metrów zapewniały ochronę przed śniegiem. Las był niezarośnięty, a pierwsze gałęzie zaczynały się dopiero kilka metrów nad ziemią, co dawało wam dalekowzroczną perspektywę. Wasz wzrok dostrzegł daleko pośród wielkich pni drzew podnóże góry i wąwóz prowadzący na drugą stronę...

Vitnir:
Jechali dalej przez las, aby dotrzeć do następnego celu jakim był wąwóz. Odgłos jaki słyszeli chodził wampirowi po głowie, zastanawiał się czy ktoś ich dostrzegł, czy ten ktoś lub coś nie postanowi wrócić. Może to był tylko ciekawski mieszkaniec wyspy... nie, nie mógłby zawrzeć bezruchu nie wydając żadnego szelestu. Nie mówił nic, tylko jechał w milczeniu, wsłuchując się w cisze tego miejsca, wracał jedynie do ostatniego momentu niepokoju. To mógł być wilkołak - stwierdził jedynie w myślach, mając nadzieje, że się myli.

Gunses:
Nie pośpieszaliście koni. Okolica wydawała się spokojna. Korony drzew stworzyły swoisty baldachim nad wami. Dach, który nie przepuszczał śniegu. Nie było tutaj zbyt dużo małych roślin, wszystko wyścielały brązowe igiełki. Przy pniach rosły grzyby.


Jechaliście powoli, ale czujni. Wasze zmysły wyczuły zapach krwi i śmierdzących bebechów kilkanaście metrów po lewo. Odór dochodził spod kupy gałęzi i listowia. Wąwóz był pół kilometra przed wami.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej