Tereny Valfden > Dział Wypraw
Wieczna ciemność
Gunses:
- Tylko w ostateczności... - zasyczał Gunses gdy nagle zaczęły szarżować na nas cztery Ankhegi
(staty w obrazku)
Tunel był zbyt wąski na dwie bestie na raz, wampiry miały przewagę. Gunses przywarł do ściany i zmienił taktykę. Opuścił miecz nisko przy lewej nodze i gdy tylko pierwszy z Ankhegów był w zasięgu uderzenia Gunses ciął z dołu wzdłuż korpusu bestii aż po czaszkę. Miecz nie napotkał oporu w pancerzu Ankhega, a siła wampira spotęgowana mocą bestii prowadziła miecz nieuchronnie i niemiłosiernie. Gunses liczył, w właśnie w tej chwili Ocian dokończy działa, wbijając miecz w rozchlastane cielsko i kierując go wprost w czaszkę. Liczyły się sekundy...
Mogul:
Gunses zaatakował pierwszy. Zadał poważne obrażenia pierwszemu stworowi lecz nie zabił go. Ocian wiedział że stworzenie po takim ataku jest bliskie śmierci i to on musi dobić potwora. Momentalnie doskoczył do stwora i od dołu wbił swój miecz w głowę Ankhega który zaskrzeczał w bólu. Chłopak wysunął miecz z cielska bestii podobnie jak jego mentor. Padła na ziemię i ustąpiła miejsca kolejnemu robactwu.
Gunses:
Tym udało się zmieścić razem. Lekko bokami, gniotąc swego poległego już kompana zaatakowały jednocześnie. Ten od strony Gunsesa nie pozwolił mu wyprowadzić ataku. Kleszcze zacisnęły się na lewej dłoni, zachrobotały i chcąc odciąć ten fragment ciała. Jednakże nic z tego. Niczym niewzruszony szpon opierał się sile kleszczy i żuwaczek Ankhaga. Bestia zaczęła więc gryźć szpon wchłaniając go w oślizgłą paszczę. Gunses na to czekał. Przelał chęć uśmiercenia poczwary w szpon. Ten rozjarzył się, a Gunses wyzwolił moc, która pokryła szpon tysiącami wyładowań. Prąd wstrząsnął ciałem wielkiego robala, z sykiem przepalał jego wnętrzności na węgiel. Wszystko działo się w przeciągu kilku sekund. Gunses szarpnął mieczem, wyciągnął go w górę i niczym gilotynę spuścił na czaszkę karalucha. Miecz wygryzł się w czaszkę wyswobadzając szpon z kleszczy. Bestia osunęła się nie ziemię. W czasie zmagań Gunsesa trzeci z Ankhegów atakował Ociana. Jego szczypce kłapnęły kilka centymetrów od twarzy młodego wampira...
Mogul:
Szczypce były zdecydowanie za blisko, jednak nie trafiły Ociana. Gdyby nimi dostał jego żywot najprawdopodobniej skończyłby się w tym momencie. Wampir odskoczył kawałek i ciął mieczem. Było to nieskuteczne ponieważ miecz odbił się od broni Ankhega. Stwór ponownie zaatakował, lecz wąpierz był teraz przygotowany na uderzenie więc cofnął się nieznacznie omijając atak. Gdy tak zrobił od razu przeszedł do ofensywy. Teraz ciął mieczem prostopadle do ziemi. celując między oczy paskudztwa. Bestia została w ten sposób zraniona, ale dalej żyła. Stwór znowu użył szczypiec, tym razem nieśmiertelny zrobił unik kucając. W tej pozycji pchnął mieczem prosto w czaszkę robactwa. Ocian wyciągnął miecz z głowy karalucha, a ten upadł martwy na ziemię.
Gunses:
Ostatni wyraźnie nie wzruszony śmiercią pobratymców dopadł do nas gdy tylko mógł przejść po cielskach martwych zwierząt. Gunses zamłynkował miecze, ciął na odlew z góry po skosie. Miecz zasyczał tnąc powietrze, z chrzęstem wpadł na bestię, jednakże ta wykorzystując są zręczność wygięciem tułowia odchyliła korpus w tył. Cios, który miał zabić odciął jedno ze szczypiec i prawe ramię. Bestia zapiszczała świdrująco spróbowała naprzeć na dwójkę Wampirów swym ciałem i ich przewrócić. ÂŻuwaczki i cały aparat gębowy Ankhrega pracował silnie wydzielając na zewnątrz duże ilości śluzu. Ewidentnie szykował on porcje kwasu...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej