Tereny Valfden > Dział Wypraw
Wieczna ciemność
Mogul:
Na twarzy Ociana pojawił się uśmiech. Sytuacja była zabawna a i wyjaśniła hałasy.
- Musimy już tutaj trochę siedzieć. Jesteśmy chyba teraz nad kuchnią i ktoś szykuje jedzenie. Może pora by już wrócić? Zdaje mi się, że nie ma sensu tutaj dalej siedzieć. Dowiedzieliśmy się paru ciekawych rzeczy więc nie wyjdziemy z niczym. To jak Ojcze?
Gunses:
- Masz rację - rzekł Gunses - Kapłanki pewnie dziwią się obecnością dwóch koni pod bramami - usłyszeliście chrobot. Jakoby coś przegrzebało w stercie gruzu i kamieni. A potem pisk, cichy ale dość specyficzny. Tak piszczą wszystkie istoty wyposażone w żuwaczki. Dźwięk dobiegał w czwartej, może piątej stali po prawej przed wami. Gunses poruszył palcami na rękojeści miecza, uchwycił je mocniej
- Chyba jeszcze tu zostaniemy - wyszeptał
Mogul:
Ocian wyostrzył zmysły maksymalnie by być przygotowany na każdą ewentualność. Mimo tego wiedział, że Gunses jest potężniejszy i jego zmysły są o wiele bardziej silniejsze. Młody wampir ruszył nieznacznie do przodu cały czas trzymając w dłoni miecz.
Gunses:
Gunses przypuszczał co mogą napotkać na swej drodze. Podziemne korytarze, duże żuwaczki. Nie mylił się. Z piątej komnaty po prawej wyszedł pająkowaty kształt. Wyglądał jak wielki karaluch. Na sześciu kończynach z uniesioną głową zaopatrzoną w wielki szczypce. Segmentowany tułów podrygiwał w skurczach, czułki przeczesywały powietrze wychwytując zapachy, dźwięki, drgania. Gunses wiedział, że walka jest nieunikniona. Są zbyt blisko, a zwierzę przed nimi ma niebywale czuły zmysł orientacji, a i oczy przystosowane do zupełnych ciemności. Przerośnięty karaluch zapiszczał, a pisk ten był jak chichot, jak drwiące wyśmianie, niczym śmiech. Za zwierzęciem, które miało może z trzy metry, zamajaczyły się kolejne karaluchowate sylwetki. Czwórka patrzyła na nas. Całe szczęście dla Gunsesa i Ociana mieścili się oni ramię w ramię w tunelu. Bestie natomiast musiały ustawiać się gęsiego...
- Wiesz co to jest, Synu? - spytał Gunses unosząc ostrze w powietrze
Mogul:
Ocian przyjął postawę bojową. Stanął tak, że w każdej chwili mógł wyprowadzić uderzenie. Przyjrzał się dokładnie stworom. Teraz wiedział dokładnie co to za stworzenie. Było ono w miarę silne. Walka była nieunikniona, a wampir czuł że nie będzie też prosta. Bestie były coraz bliżej, a młodzieniec stał w pełnej gotowości, czekał aż zbliżą się jeszcze bardziej. Gdy Gunses zadał mu pytanie on odpowiedział krótko:
- Ankheg. po czym przypomniał sobie jak silne są te stworzenia - Czy one przypadkiem nie plują kwasem?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej