Tereny Valfden > Dział Wypraw
Wieczna ciemność
Gunses:
Mrok nocy dla wampirów nie był przeszkodą, ale deszcz moczył i denerwował. Wampiry opadły lekko na dno jaru. Był lekko mokry, wyściełany liściem i patyczkami. Gunses podszedł do kraty, która zagradzała okrągły otwór wejścia do podziemi. Kłódka zaśniedziała i zardzewiała była otwarta. Cadacus zdjął ją i pociągnął za kratę, ta tępo i opornie otworzyła się lekko skrzypiąc. Okrągły tunel biegł w dół i był dość stromy. Gunses przechylił się, zaczerpnął w nozdrza powietrza i zamarł nasłuchując.
- Na jest może być woda, śmierdzi trochę zbutwiałym drewnem i jakimś zielskiem, ale chyba jest bezpiecznie - powiedział, po czym zdrapał się do tunelu, wyjął miecz z pochwy i skoncentrował się. Po czym zsunął się w głąb. Po przejechaniu 10 metrów po pochylni spadł pionowo w dół, w ostatnim momencie łapiąc równowagę. Po kostki upadł w wodę, musiał przytrzymać się ściany, bo wyślizgana podłoga zagrażała poślizgnięciu. Rozejrzał się...
Odszedł kawałek dalej by zrobić miejsce Ocianowi. Nie czekał jednak na niego, ruszył dalej stąpając wolno i ostrożnie, nie chcąc wydawać zbyt wielkich hałasów. Mógł wszakże zmienić się w nietoperza, ale wtedy straciłby ewentualny czas szybkiego ataku. Doszedł do pierwszych komnat, uszeregowanych dokładnie naprzeciwko siebie. Zajrzał do nich. Tak w prawym jak i w lewym pomieszczeniu nie było nic. Trochę drewna, przegniłe beczki, jakieś szmaty, koło od sieczkarni. Ruszył dalej
[Aura Inteligencji]
Mogul:
Mimo że nie było przyjemnie Ocian nie narzekał. Szedł dokładnie za Gunsesem i obserwował to co robi. Wszedł za nim do tunelu uprzednio wyciągając też swój miecz. Tak na wszelki wypadek. Gdy zjechał z pochylni wylądował na nogi lecz zmókł jeszcze bardziej. Wydawało się to niemożliwe bowiem na dworze padało i tak był cały mokry lecz teraz młody wampir czuł wodę dosłownie wszędzie. Przeklnął pod nosem na tyle cicho by usłyszeć to mógł tylko On i jego Ojciec i nikt więcej. Mimo że było ciemno wąpierz widział wyraźnie. Poszukał wzrokiem Cadacusa i ruszył za nim w miarę powoli i cicho, tak by nie wydawać hałasu. Szedł dalej za Mistrzem skupiony, trzymając w swojej lewej ręce miecz.
Gunses:
Ten dźwięk doszedł do nas nagle i narastał w naszą wędrówką. Buczenie było ciche ale równe. Bzyczały muchy. Zapach zaczął się nagle. Smród byłby lepszym określeniem. Zapach zgnilizny zastał w miejscu. Obaj zauważyliśmy przed nami w odległości jakiś dziesięciu metrów duży, ciemny kształt leżący w środku korytarza, w strumieniu czarnej wody. W korytarzu nie było dużo światłą. Nie było w ogóle światła. Delikatne refleksy wpadały przez wyrwy w murze w salach, które mijali. ÂŚwiatło gubiło się, rozpraszało, nikło. Korytarz pozostawał w mroku. My jednak widzieliśmy ten duży, niby beczka, czarny kształt leżący w kanale i krążące nad nim stada much.
Cadacus zatrzymał się, ustąpił miejsca Ocianowi by i on przyjrzał się temu
- Co o tym myślisz? - spytał szeptem sprawdzając Ociana - I co byś zrobił?
Mogul:
Ocian przyjrzał się kształtowi nad którym latały muchy. Dosyć okropny widok, który jednak nie poruszył wampira. Ten stał, przyglądając się znalezisku, zastanawiał się co odpowiedzieć Gunsesowi.
- Wydaje mi się że jednak pensjonariusze tego szpitala nie zwariowali. Nie bez powodu czegoś się boją. Sądzę że powinniśmy ostrożnie zbadać ciało. Może dowiemy się czegoś dzięki temu. Jednak musimy je tutaj zostawić. Gdy ktoś dowie się o tym trupie wzbudzi to panikę której nie chcemy. Trzeba się wypytać czy ktoś nie zaginął ostatnio.
Gunses:
- Obejrzymy więc truchło - rzekł Gunses. Podeszli powoli, uważając na portale do kolejnych komnat. Gunses powoli zajrzał w prawą komnatę, wskazał Synowi lewą. Obie były puste, a to gwarantowało bezpieczeństwo. Smród rozkładających się zwłok mdlił. Gunses stanął okrakiem w korytarzy wspierając się na brzegi wystające ponad wodą, która w tym odcinku była płynną zgnilizną. Gunses wyciągnął chustę spod kaftana szaty, założył ją na twarz i i związał z tyłu, częściowo chroniąc się przed odorem. Ukucnął nad ciałem. Truchło było do połowy wystające z wody, napuchnięte. Pod zgniłą skórą ruszały się larwy. Larwy robactwa, głównie much bieliły swe odwłoki na otwartych częściach ciała, w dużych, co ważne i głębokich ranach.
- Te rany prawdopodobnie przyniosły śmierć - rzekł Gunses wskazując na tętniące robactwem otwory. Całę ciało tworzył zdawać się mogło jeden mięsień. Tułów pozbawiony był odnóży. Gunses spojrzał na wodę. Dziękował budowniczym za progi po bokach, które znad niej wystawały. Lekko się odsunął w tył. Tam z wody wystawał zakrzywiony dziób. Był czysty. Gunses złapał go w palce swego szponu, podniósł wyłaniając z nad wody głowę, która pokuta była płytkami pancerza. Wzdłuż ciała leżały wystając kościane wyrostki, niby kije.
- Wiesz co to jest? - spytał podnosząc głowę i patrząc na Ociana
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej