Tereny Valfden > Dział Wypraw
ÂŹródło ÂŻycia
Gordian Morii:
No i co? Posiedzieliście w piwnicy, przez resztę nocy. Wstał nowy piękny dzień. Słońce grzeje jakby się wściekło a na niebie nie ma ani jednej chmury zwiastującej deszcz czy dającej odrobinę cienia. Wyjście z domu bez bukłaku wody czy wina (które z racji temperatur bardzo szybko kwaśnieje) jest pomysłem bardzo głupim dodatkowo jeśli nosi się na plecach ciężki rynsztunek a pancerz nie ma zbyt dużo wspólnego z lnianymi koszulami. Wy jednak siedzicie w zatęchłej piwnicy i mimo, że smród jest niezbyt przyjemny dla nosa to temperatura tu panująca jest tak wyborna, że chciałoby się spędzić tutaj cały dzień.
Warto wspomnieć też o rzeszach ludzi, zaprzęgów, wozów, bydła i wszelkiego innego dziadostwa, które zapełniło ulice miasta.
Anette Du'Monteau:
-Nie ma chyba tu już nic więcej. Możemy się zbierać Aragornie. Przynajmniej odzyskałem swój miecz. - dodał i spojrzał triumfalnie na klingę ukrytą w pochwie.
-Złodzieja nie ma co szukać, zna kanały lepiej niż my zapewne, a my mamy swój własny cel. Po tych słowach opuścił piwniczkę i skierował się do wyjścia z zapyziałych, podziemnych pomieszczeń.
Hagmar:
Aragorn bez słowa ruszył za Zeyfarem.
Gordian Morii:
Uwaga! Teraz niespodzianka... Doszliście!!!!
Piszcie jak idziecie dalej ulicą czy coś, przecie tą drogę znacie.
Anette Du'Monteau:
Towarzysze zdziwieni nieco początkiem nowego dnia wywlekli się z wilgotnych piwniczek i po krótkim otrzepaniu się z wszelkiego brudu ruszyli naprzód. Dzień nie wiele zmienił w ruchu na ulicach. Teraz po prostu doszli jeszcze ludzie obawiający się wycieczek o zmroku. W niektórych dzielnicach te obawy nie były bezpodstawne. Zeyfar miał nawet okazję się o tym przekonać. Nie mniej z zapałem równym temu, gdy opuszczali teren Gildii Magów, kierowali się do biblioteki umiejscowionej na uniwersytecie. Droga mijała na zwykłych pogawędkach i przysłuchiwaniu się nowym ofertom ulicznych naciągaczy, hazardzistów i "czystych kupców".
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej