Tereny Valfden > Dział Wypraw

ÂŹródło ÂŻycia

<< < (5/28) > >>

Anette Du'Monteau:
Do tej pory Zeyfar jedynie milczał i pozwolił Aragornowi mówić z bardem. Opowieść, która przedstawił w karczmie wydawała się na prawdę ciekawa. On również nigdy wcześniej jej nie słyszał.
-Wspaniała pieśń trubadurze. Lecz za następną ja chyba podziękuje. ÂŚpieszy nam się, a skoro pozostaje szukać tylko w księgach...Nie wiesz nic więcej na temat tej pieśni i jej historii bardzie?
-Aragornie, ruszajmy do tej biblioteki, teraz przynajmniej mamy jakieś pojęcie jak może zwać się to miejsce. - szepnął do towarzysza.

Hagmar:
Większe bajki okazywały się prawdą w mym życiu, no nic trubadurze. Dziękuję za twą skromną pomoc. Idziemy do kartografa. Odrzekł wstając, rzucił na stół 30 złotych monet. Wyszedł z karczmy. Elf szybkim krokiem ruszył do najbliższego kartografa, czas naglił a miał przeczucie że kluczem jest feniks a nie samo źródło.

Gordian Morii:
Bard tylko kiwnął głową i szybkim ruchem kieszonkowca zwinął pozostawione na stole monety ukrywając je gdzieś pod wytartym kubrakiem.
Nie czas było jednak na rozmyślania o Erwinie gdyż ponownie zawitaliście w pełnym niebezpieczeństw mieście i mimo tego, że zaczęło już świtać a strażnicy stali niedaleko nie można było zaniechać czujności, czego przykład mogliście potwierdzić dosłownie minutę po opuszczeniu karczmy gdzie przez te same drzwi zarośnięty niczym borsuk pijak wyleciał przez szczelnie zamknięte okno wprost w kałużę, w której ciężko było szukać deszczówki. W końcu w mieście nie padało od przeszło tygodnia.
Cieszyć się można było z tego, że w mieście nie śmierdziało tak jak w wielu innych metropoliach. Pomysłowość draconów sprawiła, że ulice pozostawały suche a rynsztoki służyły tylko za odprowadzanie nadmiaru wody deszczowej i tej powstałej z topniejącego śniegu.
Kłamstwem byłoby porównanie zapachu miasta do powiewu leśnego wiatru ale źle nie było.

Hagmar:
ÂŹle nie było, dobrze też nie acz...Aragorn bywał w gorszych miejscach jeśli o zapachy idzie jak np. sala treningowa w Kruczym Gnieździe co by daleko nie szukać, albo dzielnica biedoty gdzie, podobno, stał jego dom. Tak przynajmniej pisało w jakimś dokumencie.

Anette Du'Monteau:
Komandor z elfem ruszyli przed siebie szukając kartografa. Noc była już ciemna, a ludzi wciąż nie brakło na ulicach. To że, życie toczyło się tu nawet po zmroku nie dziwiło maurena, bo spotkał się z podobnym rodzajem egzystowania w Isghar. Po zdecydowanie gorącym dniu mieszkańcy jego rodzinnego miasta z ulgą wychodzili o zmroku, żeby zażyć trochę odpoczynku i relaksu po godzinach spędzonych w pracy na prażącym słońcu.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej