Tereny Valfden > Dział Wypraw
ÂŹródło ÂŻycia
Gordian Morii:
-To nie znacie tej legendy panie?- zdziwił się bard słysząc twoje słowa
-Toż każde dziecko najmniejsze, zna historię o feniksie, który zapłakał na miejscu w którym legło ciało jego pana by potem w ogniu unicestwienia zatrzeć wszystkie ślady po tym wydarzeniu. Ale od początku... Pójdźmy na jaką gorzałkę i odrobiny strawy, bo przecie niezbyt przyjemnie tak gadać o suchym pysku.
Hagmar:
No cóż, mało bajek mi opowiadano. Chodźmy. Zaprowadzili barda do karczmy, zajęli stolik w kącie a Aragorn zamówił po antałku miodu i pieczeń z dzika. Zapłacił tym razem złotem, dając skromny napiwek. Chwilę później przyniesiono im zamówione jadło i napitek.
-Praw waść zatem. Rzekł upijając łyk z dzbana.
Gordian Morii:
Trubadur jak również zwykli tytułować Erwina, bo tak zwał się zaczepiony przez Aragorna bard podsunął sobie talerz i z nie małym zapałem zaczął zjadać pieczeń z dzika jaką podano.
-Ehh łykowata i za mało szafranu!- kręcił nosem lecz nie odsuwał talerza nawet na cal. Jadł przez dosyć długą chwilę by po zakończonym posiłku ulać nieco trunku do przyniesionego przez oberżystę kufla i pociągnął solidny łyk.
-Ooo tego mi było trzeba.- powiedział stawiając resztkę miodu na blacie i wycierając rękawem usta.
-A więc chcecie poznać tą bajkę...
Jeszcze był mrok gdy zdarzyło się to u podnóża Hatama,
Rycerz ...- zaczął śpiewaną opowieść przygrywając cicho na lutni...
Opowiadanie Erwina przenosiło was w dawne lata kiedy to rycerz Jan odnalazł młodego feniksa, którym się zaopiekował. Przeżyli ze sobą wiele pięknych chwil podczas których feniks dorastał i stawał się coraz wierniejszym towarzyszem i pomocą dla Jana. Razem tworzyli niepokonany zespół mogący stawić czoła każdemu przeciwieństwu, aż do felernego dnia gdy Jan uratował małą dziewczynkę spod kół rozpędzonego wozu ginąc samemu. Feniks nie mógł nic zrobić by uratować swojego pana i siadając na jego nieruchomej już piersi zapłakał śpiewając żałobną pieśń. Gdy skończył stanął w płomieniach pochłaniających ciało jego oraz jego pana. W miejscu w którym to się stało miało wytrysnąć źródło wody, która miała moc uzdrowienia wszystkich tych, którzy ją spożyli. ÂŹródło jednak wyschło i nikt nie pamięta już gdzie się znajdowało.
- Kończy się tu historia ta,
Kto nie słuchał ten jest kiep.
Przyjaźń to jest największy dar!
Dar silniejszy to niż śmierć... - zakończył swoją opowieść cały czas trącając struny swojej lutni. Gdy ostatnie akordu umilkły odstawił lutnię i wypił resztkę miodu.
-No i jak podobało się wam?
Hagmar:
Podobało, "Podnóże Hatama"... to góra jak mniemam. Umiałbyś wskazać to miejsce na mapie? Ewentualnie wskazać kogoś kto, hipotetycznie wie. Upił ponownie z dzbana, pieczeń rzeczywiście była łykowata, a opowieść trubadura czysto metaforyczna acz dająca do myślenia. Szukali pomocy dla przyjaciela i byli gotowi do poświęceń, problem w tym że Valfden to ogromna wyspa, gór też ma sporo...
Gordian Morii:
-Oj tego to pewnie w księgach szukać...- zamyślił się bard niby od niechcenia dolewając miodu do kufla.
-Tak jak w opowieści Hatama to wzgórze jakieś na którym ów wojak odnalazł tego całego feniksa, lecz jakby nie patrzeć i nie myśleć ta historia to raczej bajanie starszych ode mnie dla swoich małych dziadków, które zakłócają im spokojne lata odpoczynku swoim rozbrykaniem.- dodał po chwili.
-Zresztą co ja tam wiem, nigdy nie pałałem miłością do ksiąg ani nie ufałem szkiełku i oku, oddałem się sztuce. Sztuce wyższej, która jako ten dar spływa na prostych ludzi podświadomie pragnących sztuki i pieśni od biednego sługi uczuć jakim jestem. Może chcecie usłyszeć jedną?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej