//Coś admini neta w akademiku mają gorsze dni ;f
Rozmieszone i aktywowane Monolity i Kryształ Krwi, który Gunses ustawił w punkcie źródła aktywowały portal. Tym razem mechanizm nie musiał działać. Kolumny były już upuszczone, monolity umieszczone w nawach wytworzyły magiczne więzi między sobą, które biegły po wyznaczonym w kamiennej podłodze pentagramie. Magiczne płyty portalu zalśniły, znaki na nich rozjarzyły się tęczą braw, ziemia się zatrzęsła gdy wyzwolona moc wyrzuciła w górę światło, mgiełka spowiła płytę portalu. Portal był otwarty. Stanowił go słup Energii bijący w górę równy szerokości okręgu. Słup był przejrzysty, otoczony lekką powłoką, ścianą magiczną, po której co chwila przebiegały magiczne impulsy. Gunses ruszył przed siebie. Wziął swojego wierzchowca. Klacz, która towarzyszyła mu od kilku ostatnich wypraw. Wsiadł na nią, wjechał powoli w okrąg portalu, przywołał do siebie Kryształ i wyrażeniem woli, myśląc o tym, że
chce się przenieść, uniósł się on, klacz i Kryształ. Zmienili się w niebieska smugę energii i ulecieli do góry...
***
Okrutny pęd. Tak szybki, że nie możliwy do pojęcia. Uczucie przebywania w tunelu. Sugestia, że można z niego wypaść. Widok gwiazd i planek obok. Ich kontury zamazują się przez ten straszny pęd. Spadek w dół w tunelu i skręt w lewo… Brak świadomości. Dalszy pęd. Całe galaktyki, setki gwiazd, punktowe jasne punkciki i ten pęd, pęd, pęd… Tunel i pęd. Przerażające zimno i uczucie własnego nieistnienia. Pęd. Rozmazane gwiazdy, rozmazane planety. Wszystko rozmazane przez pęd. I chłód, przerażające zimno, zimno. Tunel, niekończący się tunel, lawirujący między światami. I pęd. ÂŚwiatło na końcu tunelu. ÂŚwiatło… ÂŚwiatło przeradza się w ciemność. Mróz ucieka, przemienia się w zimno, to w chłód. Ciało nabiera konturów. Ciemność. Ciemność… Jasność portalu i ciemność komnaty. I świadomość, że jest się gdzieś indziej….
Gunses rozejrzał się dookoła. Nikogo przy nim nie było. Nigdzie nie paliły się świece. W powietrzu czuł zapach kurzu i ten dziwny ale jak charakterystyczny zapach. Zapach przegniłego drewna, mętnej wody. Zapach moczarów.
‘Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam! Nadejdzie nowa Hen Ichera! Ona to jako pierwsza przekroczywszy progi sabatu Nietoperza na Numenorze po lat tysiącach, dokona rzeczy Wielkich! Nadchodzi czas zmian! Czas rozwiania Mgły i Mroku! Oto nadchodzą Czasy Proroctw, Czasy Gwieździstej Drogi! Nadchodzą potęgi zgromadzone w potomku Hen Ichear! W Przeklętym na Imieniu i na Duszy! Nadejdzie czas pokoju i potęgi! Albowiem Hen Ichear wróci do swych siedzib! ÂŚwiat odrodzi się wraz z nową Starszą Krwią!’~ Ithlinne Aegli‘Tam gdzie ni wzrok ludzki nie sięga, ni jego ucho, nie żaden zmysł. Wśród nocy czarnej, wśród mroków i mgieł istnieje dziedzictwo skalanej krwi. Przeklętej krwi!’~ Antuan von GertrudWrota Piątej ÂŚwiątyni zostały otwarte po dziesiątkach tysięcy lat.
Dziedzictwo Domu Gaii jest na wyciągnięcie ręki, a skrywa je tajemniczy Portal.
Sabat Wampirów rozsyła wici po dzielnych śmiałkach i wzywa ich do stanięcia ramię w ramię.
Noc szepcze o cudach, wiatr szemrze o śmierci.
Ziemia woła o krew! Czy znajdą się godni ugasić jej pragnienie?!
Z zaświatów przybywają zmarli aby odtańczyć szaleńcze tango śmierci. Sami bogowie ze swych pałaców zbliżyli się ku ziemi, ponieważ nadeszły Czasy Proroctw, Czasy Gwieździstej Drogi! Słońce chyli się ku zachodowi, kryjąc oblicze przed oczyma Przeklętego na Imieniu i na Duszy!
Sabat Nieśmiertelnych wzywa, a jego zawodzenie niesie wiatr.
Czy ktoś odpowie na tez zew? Na zew skalanej krwi?!
Nic się nie zmieniło - pomyślał Wampir. Chociaż minęło kilka lat. Nic się nie zmieniło. Nic... Jakoby nikt o nich nie wiedział. Jakoby nigdy tutaj nie byli... Gunses zmusił konia do wyjechania z okręgu portalu. Wampir rozejrzał się po komnacie. Nie była ona duża. Owszem, portal był analogiczny do tego w Piątej ÂŚwiątyni, ale nie był on ruchomy. Był portalem docelowym. Runy i napisy na nim, były takie same, jego rozmiar też. Portal skrywała świetlista mgła, która opromieniała komnatę. Była tu prostokątna komnata zwieńczona kopułą. Na ścianach wyryte były płaskorzeźby. Jednakże ściany pokrywały pajęczyny, a podłoga była usłana grubą warstwa kurzu. ÂŚciany częściowo spękały, a z pęknięć wystawy korzenie... Z pomieszczenia prowadziło tylko jedno wyjście. Rozejrzał się po dawno opuszczonym budynku. Postanowił poczekać na resztę...