Tereny Valfden > Dział Wypraw
Nocne zmory ziem larkoskich
Gordian Morii:
-A witejcie panie! Sadnijcie se z nami, nóg przecie szkoda.- rzekł lekko jeden ze starców.
- Nie bójcie się panie, nie ugryzie.- wskazał na leżącego u nogi psa. - Stary, głuchy i ślepy. Jak Wojciech.- rzekł wskazując głową na siedzącego obok staruszka.
-Jo Ci dom głuchego!- udał wzburzenie drugi. -Przeleziesz jeszcze po co stary pierdzielu, Oj przyleziesz. A baniok bimberku w sieni stoi... Oj przyleziesz..
Tak dalej by się przekomarzali gdyby nie fakt, że stałeś nad nimi.
-Co nas straszy po nocach pytacoe?- zamyślił się dziadek, który odezwał się wcześniej.
-Bo jo wiem? Godajo cosik, że niby łazi, wyje, jency pod łoknami ale jo tam nic nie słyszoł. Pewno to baby dziecka starachajom coby po kurhanach nie łaziły.
-Panienko nie stójcie tu tak, szkoda tego starego słuchać. Tam z tyłu za oborom staro grusza rośnie. Jakeście chociaż trochę sprytne to se wyleźcie i nazrywejcie gruszek. Letki. Wnet lecieć zacznom. - odezwał się do Metztli drugi z dziadków nie zwracając uwagi na opowiadania swego towarzysza.
Gordian tymczasem wszedł do karczmy by porozmawiać z sołtysem. A o czym rozmawiali i czego się Gordian dowiedział nie powiem bo to państwowa tajemnica jest!
Dragosani:
- Młody jestem, więc postoję. - odpowiedział Flamel na zaproszenie. - Mówicie, że wy nic nie słyszeliście... no cóż, trudno. Wskażecie nam osobę, która mogła coś słyszeć lub widzieć? - zapytał. Musiało być w tym coś więcej, niż zwykłe gadanie bab. Mag uśmiechnął się lekko, słysząc słowa drugiego dziada.
Gordian Morii:
-A jo wiem?- wzruszył ramionami starzec - Może Maciej by co pamiętał?- zwrócił się do siedzącego obok.
-Oj stary kiepie, tyś zapomniał już że Maciej nam pomarł zaraos po ostatnim jarmarku. Zaziębił się chłopina i we śnie umar. Pewno go już robaki kończom.- rzekł popadając w nagłą zadumę.
-A to pewnie już nikogo prócz sołtysa we wsi nie będzie, reszta z babami na pola poszła. Ino my we dwaj kaliki kulawe siedzimy i póki co zdrowiem sie cieszymy.- rzekł pierwszy.
Metztli:
Metztli uśmiechnęła się pogodnie - Chętnie skorzystam, gruszki to takie dobre owoce, słodkie - stwierdziła - Choć, pójdziemy na gruszki - powiedziała do Zelerisa i lekko pociągnęła go za rękaw, gdy już byli dalej powiedziała - Od nich nic się nie dowiemy, struszkowie pewnie nie do końca wiedzą co się w okół dzieje, Gordian rozmawia z sołtysem, to może pójdziemy na pole, z kobietami pogadamy? Kobiety to plociuchy, jak coś się dzieję to wszystko będą wiedzieć - stwierdziła
Dragosani:
- Oni mogli wiedzieć więcej, niż mówili. Wyglądali na bardziej bystrych, niż udawali. Ale nie mam ochoty się z nimi użerać. - odpowiedział Flamel. - Chodźmy na pole. Oczywiście najpierw trzeba będzie kogoś odciągnąć od pracy. Sugerowałbym właśnie kobietę. Hmm... najlepiej jakąś młodszą... nie patrz tak na mnie. Ty rozpoczniesz rozmowę. - uśmiechnął się. - Kobieta lepiej zrozumie kobietę. - dodał. Spojrzał na drzewo gruszy, które stało nieopodal. Te o którym prawił dziad. Widział tam wiele dojrzałych i apetycznych owoców. Uśmiechnął się do kobiety, po czym przywołał moc. Wysłał moc psioniczną, by zerwać dwa dorodne owoce. Trzymając je w psionicznym uścisku przyciągnął do siebie. Jeden podał Metztli.
- Smacznego. - rzekł i ugryzł swoją gruszkę.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej