Tereny Valfden > Dział Wypraw
Nocne zmory ziem larkoskich
Gordian Morii:
-Jeśli masz ochotę możesz z nimi porozmawiać. Szczerze mówiąc nie brałem pod uwagę przeprowadzania rozmów z nimi gdyż doświadczenie mówi, że chłopi magów się boją. Nie mniej jednak jeśli chcesz możesz pozwiedzać wioskę i popytać.
Dragosani:
- Nie ma sensu byśmy całą trójka przepytywali sołtysa, więc chyba tak zrobię. - odpowiedział mag. - Kto wie, może dowiem się czego o czym nie wie sołtys. Postaram się przy tym nie być zbyt przerażający... - dodał. - Tak więc za jakiś czas, gdy już popytam chłopów, zjawię się w oberży. - powiedział i odwrócił się, by ruszyć na poszukiwanie "ofiary".
Gordian Morii:
Było popołudnie wiec we wsi kręciło się niewiele osób. Zdecydowana większość zdolnych do pracy wyruszyła całymi rodzinami w pola by tam od rana do wieczora pracować przy zbieraniu żyta. Przy dosyć solidnie utrzymanej drewnianej chacie siedziało dwóch starców. Siwe przerzedzone mocno włosy osłaniały filcowe kapelusze lecz spod krzaczastych brwi wyzierały bystre jeszcze oczy. Obaj przyglądali się Tobie co jakiś czas rzucając w swoją stronę jakąś dygresję, która zapewne godziła w Ciebie lub Twoją godność co wywnioskować można było po tajemniczych uśmieszkach i cichym chichocie. Obok nogi jednego ze starców leżał znudzony pies. Patrzył gdzieś w dal zupełnie nie zwracając uwagi na Ciebie ani nawet na leżące mu przed nosem obgryzione z mięsa kości jakiegoś niewielkiego ptaka.
Gordian natomiast szedł w kierunku oberży w której miał nadzieję zastać sołtysa
Metztli:
Metztli po krótkim zastanowieniu postanowiła iść z... Zelerisem, cóż Goriadian jest spokojnym i opanowanym elfem, a Zeleris dość wybuchowym więc uznała że pójdzie i w razie czego spróbuje opanować towarzysza - Hej, Zeleris poczekaj, pójdę z tobą - stwierdziła, po za tym uznała że może również z kimś pogadać. Np z dziećmi, które mimio że często wyolbrzymiają to czasem potrafią zauważyć więcej niż dorośli.
Dragosani:
Flamel ruszył w stronę staruchów, lecz słysząc głos Metztli zatrzymał się i spojrzał za siebie.
- Dobrze, skoro tego właśnie pragniesz... - odpowiedział i poczekał na nowicjuszkę. Gdy dołączyła spojrzał na dwóch starców.
- Najpierw spróbujemy z nimi, chociaż wątpię by byli zbyt rozmowni. Uśmiechaj się ładnie, to może twój urok rozwiąże im języki. - powiedział z lekkim uśmieszkiem i ponownie ruszył w ich stronę. Gdy tam dotarł zwrócił się do wieśniaków.
- Słyszeliśmy wieść, że macie pewne... niezwykłe problemy. Coś podobno prześladuje waszą wioskę nocami. Dostaliśmy polecenie, by rozwiązać tą sprawę. Opowiedzcie o tym wszystko co wiecie. - Flamel może i starałby się przyjaźniej i mniej oficjalnie podejść do sprawy. Lecz te uśmieszki dziadów nieco go zdenerwowały.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej