Tereny Valfden > Dział Wypraw

Czarcia Pieczara

<< < (19/30) > >>

Eric:
- Dziękuję - rzucił na pożegnanie zakręconemu obywatelowi Efehidon. Droga wydawała się prosta, jednakowoż była bądź co bądź nieco długa. Pościgu widać nie było, to też Diomedes poczuł się bardziej swobodnie. Przepychając się w gąszczu ludzi ruszył w stronę wskazanego posterunku. Miał nadzieję, że sprawa zostanie uczciwie rozpatrzona. Wspominać o 'małym' uszkodzeniu jego mieszkanka? - [/i] pomyślał cynicznie.

Istedd:
Przekonany o własnego bohaterskiego pochodzenia w tej sprawie wypiął się jakoby pierś jego znaczyły nie tyle labry najpiękniejszych bobrzych niewiast, kilka naszyjników z zębów potworów tak strasznych, których imiona paraliżowały chamskie głowy knechtów, co zbroja wykuta z czystego złota, zdobiona pierdyliardem diamentów i innych pierdół. Przekonanie o tym, że Wojownicy ÂŚlimaka, chociażby przeciw niemu armię rzucili nie zdzierżyliby jego spojrzeniu samemu, a także to, że dla niego byli sojusznikami. Wiernymi sojusznikami, lojalnymi w stosunku do swego władcy jak bobry. Zignorował zagrożenie, które być może nadciągało zza jego pleców.
- Przepuście nas, dzielni Woje ÂŚlimaka! Nie możemy czekać, nasza misja jest ograniczona przez naszą powolność w sprawie grzybów, a musimy chronić króla, do kurwy nędzy, przepuśćcie nas do niego, czy coś się stało? - zapytał nieco zaniepokojony, a w duszy wręcz, rzecz można, zastrachany. Bał się o monarchę i całą misję.

Hagnar Wildschwein:
//Diomedes - jesteś w drodze, która mija Cię w spokoju. Tymczasem muszę dokończyć wątek Ergarda i Zeyfara, by puścić Cię dalej
//Ergard i Zeyfar - 12:05, mieszkanie króla. Król ÂŚlimak siedzi na fotelu trochę poturbowany.
-I co kurwa? Chcieliście mnie obrobić i załatwić?! Teraz ja...- mówił Król ÂŚlimak, aż z tłumu wyłonił się jeden z jego doradców.
-Szefie...- przerwał wywód Marcela
-Czego chcesz?!- zapytał rozdrażniony.
-Oni sami rzucili się do pomocy po wybuchu i...- mówił nabierając pewności siebie.
-I myślisz, że tylko tamten nie... nie jest mi wierny?- dokończył Kwin wpatrując się w Ergarda i Zeyfara podejrzliwym wzrokiem. Doradca Króla ÂŚlimaka przytaknął. Po chwili milczenia, kilku westchnieniach i kiedy atmosfera niepewności przerodziła się w napięcie przed decyzją Kwin powstał.
-Jaka jest kara za zdradę w waszym Jagerbóbrkommando?- zapytał niemal naturalnie.

Istedd:
Razem z maurenem ostał poprowadzony przed oblicze władcy. Pokłonił mu się sztywno, dość głęboko, jednak nie rabsko. Akcentował tym swoją prawowitą, warcholską zawsze obecną naturę przeczącą zasadom tradycyjnego chylenia czołem przed każdym. Jednak teraz, sytuacja tego wymagała, czuł dziwne spojrzenie króla. Do tego był wyraźnie poharatany. Chciał zadać mu pytanie, jednak obawiał się obrazy majestatu Wielkiego ÂŚlimaka. Trwał więc w skupieniu, nasłuchiwaniu i niepokoju odnośnie króla. Kiedy zmierzył ich wzrokiem pijaczyna nie przejął się, był święcie przekonany, że nie zrobił nic złego. W rzeczywistości tak przecie było! Spojrzał monarsze w oczy nieco zuchwale. Kiedy zrodziła się cisza i Istedd milczał jak reszta, nie tyle nie chcąc zabierać głosu, co po prostu silić się na słowa. Niestety jednak dziwne, a jakże zdanie wywołało u Adavena impuls zmuszający go do odpowiedzi.
- Kara jest zamachem na nasz honor, na same jagerbóbrowekommando. A każdy zamach karany jest śmiercią, panie. - odparł.

Hagnar Wildschwein:
//Ergard i Zeyfar
-Rozumiem...- odparł spokojniejszy już Król ÂŚlimak. Jego doradza spojrzał nań znacząco i jakby z tryumfem, bo wszak jego teza zdawała się potwierdzać.
-Wpadliście na jakiś trop?- zapytał, a wprawny rozmówca wyczułby w jego głosie pytanie, od którego zależały losy nie tylko rozmowy, ale i biednego zapytanego.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej