Tereny Valfden > Dział Wypraw
Czarcia Pieczara
Istedd:
Czekanie nużyło mu się i postanowił już wstać i ruszyć na zbadanie tego, co stało się z kompanem, który wyruszył po mikstury. Wstał i zerknął na Zeyfara, jakiegoś nieobecnego od... kilkunastu minut. Coś jednak przerwało mu powolny marsz w kierunku pałacu Króla ÂŚlimaków. A była to ogólna wrzawa i krzyki ze środka. Po chwili wielki wstrząs o mało nie przewracając Ergarda zatrząsł całym budynkiem. Moczymorda krzyknął coś do maurena, chwycił go za ramię i rzucił się w biegu do środka, na odsiecz królowi. Bobrowy rycerz miał zadanie chronić Króla, taka była stalowa i pierwsza zasada 42 Jagerbobrowegokommando! Chcąc, nie chcąc, trwający w żelaznym uścisku Istedda Zeyfar ciągnięty był przez niego. Wymachiwał obnażonym mieczem.
- Ratujcie króla ślimaka, wy chędożone pizdy z uszami! - wołał do uciekających wojowników ÂŚlimaka. Ratowanie się ucieczką nie przystało. Rozpędzony pijaczyna wiodący kompana jako na uprzęży był jako rydwan bojowy. Zatrzymanie go groziło kalectwem.
- Królu, idziemy w sukkus, na pomoc królowi! - ryczał przekonany, że zdoła zgrupować przy sobie pokaźną grupę wojów i w proch zmiażdżyć ewentualną armię grzyboli, którą obwiniał za atak na pałac.
Anette Du'Monteau:
Bezwolnie ruszyłem za towarzyszem bobrem, a właściwie byłem ciągnięty. Nie było to wygodne jednak czułem, że mój umysł tak szybko nie rozkazał by iść nogom. Trzymany w uścisku przez Istedda chwyciłem miecz i wstałem.
-Możesz już mnie postawić kurwa?! - krzyknąłem nieco zirytowany sytuacją. Dziękuje za pomoc dzielny bobrze ale reszty tych pierniczonych grzyboli chce wyrżnąć sam. Dla dobra ÂŚlimaczego Królestwa i naszego Pana! - zakrzyknąłem heroicznie.
Hagnar Wildschwein:
// Diomedes, około 12:10 -:
-Ato panieś zawędrował! Niech no i diabli to wszystko. Ale powiem, co mam nie mówić, bo wyglądasz pan na ta spieszącego się. Pójdziesz pan...- człowiek był równie zakręcony co myśli Diomedesa. Wskazał mu jednak drogę.
// Posterunek znajduje się dość daleko, zejdzie Cię z 30-40 minut marszem. Pościgu rzeczywiście nie widać.
//Zeyfar i Ergard około 12:00
Kiedy dobiegaliście do domu Kwina, tłum dziwnie rozstępował się przed Wami, spostrzegło Was kilku Wojowników ÂŚlimaka (ludzie Króla). Oni również poczęli się do Was zbliżać z mordami wskazującymi na głębokie niezadowolenie. Zrozumieliście, że raczej nie chcą Was wyściskać... Nie dobywali jednak broni.
Istedd:
Ergard, kiedy borowy wojak wydarł mu się do ucha puścił go nie tyle zmieszany i z wykrzywioną gębą, co zdziwiony nagłym ożywieniem towarzysza. Wnet jednak począł gadać jak najbardziej rozumnie i także Istedd wydał z siebie heroiczny okrzyk, co brzmiało jakoby łamanie bali na madejowym łożu. Czyli dość dziwnie. Co jednak zdziwiło go... Było to zachowanie Wojowników ÂŚlimaka. Adaven zaklął cicho, przewieszając dobyty wcześniej miecz przez plecy. Nie wiedział właściwie w jakim celu. Coś zaświtało w ciemności jego niepohamowanego w swej warcholności umysłu. Czyżby spiskowali? Oni mogli właśnie zaatakować króla i spowodować rozpierduchę, a teraz, uważając ich za idiotów kierowali się do nich. Równie dobrze mogli uznać ich za zdrajców, choć wiadomo było w całym świecie, że "lojalniejszych od bobrów nie znajdziecie". Zaklął cicho, szpetnie i po krasnoludzku.
- Co z królem? Mówcie, no! - pogonił ich. Wiedział, że gdyby sam dobył miecza mogłoby zrobić się nieciekawie. Pożałował tego, że bezmyślnie miecz odłożył. Znowu bluznął.
Hagnar Wildschwein:
//Ergard i Zeyfar
-Zaraz sami zobaczycie!- wrzasnął i dał znak, aby pozostali, a wraz z nim jest ich 8, wskazali wam mieczami drogę do środka.
//Nie wydaje Wam się to do końca normalne, bo wszak macie pewność o swojej niewinności, nie zwlekaliście też z zadaniem. Mimo zakłopotania czujecie się w miarę bezpieczni... Nawet Wojownicy ÂŚlimaka za plecami nie wydają się stresującą sprawą, jesteście wszak bohaterami.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej