Tereny Valfden > Dział Wypraw

Czarcia Pieczara

<< < (17/30) > >>

Eric:
Syknął jeszcze pod nosem i rzucił na pożegnanie:
- Jeszcze tu kurwa wrócę! - kusiła go możliwość pozbawienia życia Kwina, który dopiero zbierał się z pozycji klęczącej. Nie miał jednakże na to czasu i bardzo nad tym ubolewał, ale musiał jak najszybciej zniknąć z tego miejsca. Siła uderzenia pioruna stworzyła w ścianę ogromną wyrwę... Skacząc pomiędzy kupkami gruzu kierował się do otworu, z którego padał ogromny strumień światła. Już po chwili wyleciał przez dziurę w majestatycznym locie i wylądował na ziemi, przewrotem amortyzując upadek.

* Akrobatyka

Hagnar Wildschwein:
//Diomedes: Udało Ci się. Jeszcze nie do końca się pozbierałeś, ale też nie do końca cały organizm wie co się stało. Miałeś trochę farta i nie masz poważnych obrażeń, trochę Cię mdli, jesteś poobijany, ale bez poważnych urazów. Widzisz na zewnątrz kilku ludzi Kwina, ale tłum gapiów zaczyna przybierać i ciężko Ci ocenić co się więcej dzieje przed samym domem. Na Tobie samym też powoli zaczyna się skupiać uwaga.
//Ergard i Zeyfar: co robicie?

Eric:
Kruk otrząsnął się i ocenił pobieżnie sytuację. Dom Kwina leżał w gruzach, fragmenty ścian walały się w tumanach pyłu, które przeszkadzały w oddychaniu. Obijmordy Marcela i on sam, stali już na nogach i wykrzykiwali pod jego adresem niecenzuralne słowa. Diomedes odpowiedział tylko wulgarnym gestem i rzucił się do ucieczki. Po krótkiej chwili wpadł między tłumy obywateli Efehidon przechadzających się po brudnych uliczkach.

Hagnar Wildschwein:
//Uciekłeś. Jesteś między uliczkami, ukryłeś się w jakimś pustym budynku.
Czekam na odpowiedź Ergarda i Zeyfara, bo dalej nie ruszymy bez nich.

Eric:
Diomedes usiadł na zimnym bruku wygodnie i pogrążył się w przemyśleniach. Kwin sprawiał na pierwszy rzut oka zwyczajnego szlachcica, z dużym dorobkiem i ogromną wręcz armią ludzi... Zaraz, skąd zwykły szlachcic wziąłby tyle ludzi? Poza tym to co zrobił Isteddowi i Zeyfarowi też jest podejrzane. No i chciał sobie na czysto wyrżnąć innych ludzi. Jakieś szemrane interesy prowadzi, to jest pewne. Może należałoby się zgłosić do straży? To wydaje się takie proste... No, ale cóż, czasami najbardziej opłacalnymi rozwiązaniami są te najprostsze, może i teraz tak będzie? - reflektował spokojnie. Odprężył się jeszcze na chwilę, przeciągnął i wstał. Strzepał kurz ze spodni i wyszedł z pustego budynku, w którym wcześniej się ukrył. Pościg pewnie już go zgubił, poza tym nie było wiele ludzi Kwina, którzy poznali by jego twarz. Jedynym mankamentem pozostają Zeyfar i Ergard... Kurwa, mogłem ich niepostrzeżenie ogłuszyć i zostawić gdzieś na dłuższy czas skrępowanych, coby nic nie spieprzyli. Jasna cholera. Wyszedł z ciemnej uliczki i wszedł na jakąś większą, bardziej zaludnioną i mniej brudną. Zaczepił jednego z przechodniów.
- Przepraszam pana, gdzie jest jakiś najbliższy posterunek straży? - powiedział z wymuszonym uśmiechem. Miał już dość aktorstwa, najchętniej poszedłby i udusił Kwina gołymi rękami. Taka zniewaga dla Bractwa nie może zostać puszczona płazem. Poza tym zrobił coś z jego przyjaciółmi. Dosięgnie Cię ręka sprawiedliwości skurwysynu. - pomyślał nadal wpatrując się ze sztucznym uśmiechem w przechodnia.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej