Tereny Valfden > Dział Wypraw

Czarcia Pieczara

<< < (16/30) > >>

Hagnar Wildschwein:
-Nie ma na to czasu, a nawet jeśli by był to nie ma na to czasu!- odrzekł Marcel Kwin stając się coraz bardziej podejrzliwym. I nawet jeśli jego myśli nie były skierowane ku twojemu domniemanemu zachowaniu świadomości to zastanawiał go fakt, że z tego co zostało ci w umyśle jest skurwysyńskie pożądanie złota i bogactwa. Szybko jednak odgonił od siebie te myśli i doszedł do wniosku, że Czarcia Pieczara różnie działa na ludzi i ich psychikę.
-No ruszaj już! Nie mamy czasu, a nawet jeślibyśmy mieli to... nie byłoby na to czasu!- Kwin wyraźnie zakończył rozmowę i machnął na swoich Obijmordów, coby wskazali Ci drzwi.

//Jak się z resztą wszyscy przekonaliście każda obrana droga (i odpowiednio odegrana) da Wam konsekwencje działań. Czy to w informacjach czy złocie czy obitej mordzie. Wspomnijcie charaktery swoich postaci, ich stany emocjonalne i motywacje. Działajcie według nich, a będzie jeszcze ciekawiej. Zadajcie sobie proste pytanie: co moja postać by wtedy zrobiła, o czym by myślała i czy na pewno zabiłby tego kotka...

Eric:
Diomedes westchnął i oparł się plecami o ścianę.
- Dobra panie... Koniec tego dobrego. Wiesz co jest napisane w pewnym kodeksie pewnego Kruczego Bractwa? ÂŻe pewne krzywdy mścić należałoby krwawo jeśli wiesz o czym mówię. - powiedział z groźnym akcentem i wskazał palcem na dwóch obijmordów stojących z tyłu. - A te Twoje pachołki, to ciężko nawet śmieszną przeszkodą nazwać - zakpił - Więc radzę Ci się zastanowić, póki jeszcze masz głowę na karku, bo ten stan rzeczy łatwo i szybko można zmienić. To samo tyczy się was, półgłówki. Siedzieć z zamkniętymi mordami albo - wskazał na kawałek drewienka przypięty do pasa, który już samym swym ciekawym wykonaniem sprawiał wrażenie magicznego - Włosy staną wam ostro dęba, jeśli rozumiecie o co chodzi. - wyszczerzył zęby, ukazując przerażająco zimne oblicze. Wyciągnął miecz i spojrzał kpiąco na Kwina, który teraz jakby nieco skurczył się na swoim fotelu.
- I pamiętajcie. Zanim ktokolwiek z was zdąży krzyknąć czy wykonać jakiś bardziej gwałtowny ruch - ten oto 'wspaniały' - prychnął - Marcel Kwin, który skurwysyńskim jest niewdzięcznikiem zostanie jednym, szybkim ruchem miecza pozbawiony głowy. - to mówiąc łypnął na owego Kwina zabójczym wzrokiem - Rozumiemy się?

Hagnar Wildschwein:
//Jesteś tego pewien?
//Podczas Twojej płomiennej przemowy Kwin aż powstał ze swojego fotela. Kiedy jeszcze myślał, że coś Ci się naprawdę pomieszało po Czarciej Pieczarze w głowie to w tym, że jednak wszystko u Ciebie gra utwierdziła go próba wyciągnięcia miecza. Nie, nie pomyliłem się: próba, zakończona pochwyceniem przez Obijmordów.
-Do karceru z nim...- rzucił odwracając się plecami do drzwi.
-I odszukać mi tamtych dwóch!-

//Diomedes - jeśli nie masz jakiś uber magicznych sztuczek to jesteś w tym samym więzieniu, w którym się obudziłeś rankiem tego samego dnia.
//Zeyfar i Ergard  około godziny 9:20 zaczęło Was dołować, że Diomedesa jeszcze nie ma. Jesteście na ulicy niedaleko domu Marcela Kwina i zauważyliście, że z jego domu wybiegło kilku Wojowników ÂŚlimaka (Obijmorda na usługach Marcela).

Eric:
Diomedes został pochwycony przez dwóch obijmordów. Trzymali go mocno, po obu stronach za ramię i biodro.
- Kurwa. - syknął, ale od razu się uspokoił. Wyprostował kolana i ruszył obiema rękami na próbę. Obijmordy trzymały je mocno, jednakże przy odrobinie szczęścia udałoby mu się wyswobodzić ze stalowego uścisku. Stawił mocno stopy na ziemi i przekręcił się lekko, przez co zmusił jednego z obijmordów do wykonania kroku naprzód. W tej krótkiej chwili, gdy pachołek Kwina wykonywał krok, uścisk zelżał i Diomedes miał szansę na oswobodzenie choćby tej jednej ręki. Zgiął więc rękę i potraktował obijmordę dosadnym kuksańcem z łokcia. Trafił w żebra. Dało mu to krótką chwilę na reakcję, szybko więc dorwał dłonią do pasa i wyciągnął różdżkę. Wycelował nią w powietrze i wykrzyknął
- Ihigi! - piorun kulisty uderzył prosto w ceglaną ścianę, niszcząc ją doszczętnie. W powietrze wzbiły się pozostałości ściany.

Hagnar Wildschwein:
//Zeyfar i Ergard nagle pałacem Króla ÂŚlimaka wstrząsnęło i zaczęły wszędzie sypać się cegły, gruz, a na ziemie opadły tumany pyłu.
//Diomedes - jak wspomniałem: masz sztuczki- zmieniamy troszkę bieg historii.
Piorun uderzył w przeciwległą ścianę druzgocąc cały gabinet, ba, budynek tak, że aż strwożyło was czy nie posypie się do fundamentów. Wyrwa w ścianie natomiast była natchnieniem dla nihilistów całego świata... Upadliście na ziemie tak porażeni, że z trudem było się pozbierać. Nim pył jednak na dobre opadł to daliście pierwsze oznaki życia zgodnymi jękami o kobietach lekkich obyczajów i o tym, że aktualnie pierdolicie wszystko. Jednakowoż nie do końca mało interesowała was sytuacja, a na pewno Diomedesa.
//Diomedes - stanąłeś na równych nogach, w miarę otrzeźwiony i spostrzegłeś, że po Twojej prawej stronie jest jeden przeciwnik, po lewej drugi, a w głębi "pomieszczenia" Marcel Kwin zbiera się z klęczek... Kusi, ale ucieczka z tego pomieszczenia bardziej.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej