Tereny Valfden > Dział Wypraw
Czarcia Pieczara
Eric:
Diomedes zrobił krótkie rozeznanie sytuacji. Nie byłoby wcale tak źle, gdyby nie to, że Zeyfar i Ergard praktycznie stracili kontakt z rzeczywistością, co bardzo rzucało się w oczy. Mruknął coś niedosłyszalnie pod nosem i spojrzał na Kwina. Postanowił nic nie mówić, może ów jegomość był w przekonaniu, że i on - Diomedes mało kontaktuje? Coś mu podpowiadało, że lepiej teraz wysłuchać tego skurwysyna. Nie było kolorowo. Co teraz? No niech się kurwa w końcu odezwie ten Kwin. Widać, że coś knuje. - mówił do siebie w myślach. Był mocno poobijany, jednakże zachował trzeźwość umysłu. Spojrzał w oczy Kwinowi nic nie oznajmującym wzrokiem. Czekał. Czekał aż ten skurwysyn wyjaśni co się stało.
Hagnar Wildschwein:
-Wszyscy?- zapytał Marcel Kwin mężczyznę, który stał za Zeyfarem.
-Tak, osobiście podawałem...- odrzekł nie kryjąc obawy i jakby zdziwienia. Nie znaczy to oczywiście, że nie miałby teraz oporów w zabiciu jednego z was, a choćby i wszystkich.
-Dobrze! Przygotujcie ich ekwipunek i... nie przeszkadzajcie mi.- zakończył rozmowę z nimi Kwin. Ludzie wyszli, a odgłos ich kroków szybko ucichł za drzwiami.
//Zaczynamy mielenie.
-Ergard i Zeyfar: wierzycie w każde słowo Marcela Kwina, to co mówi staje się dla Was światem rzeczywistym.
-Diomedes: zaczynasz rozumieć, że gówno, w które wpadliście jest głębsze niżby wskazywały na to pozory. Tym bardziej, że Ergard i Zeyfar są tutaj jedynie ciałem.
-Cieszę się, że tak sławni bohaterowie, członkowie samej 42 Jagerbóbrkommando zjawili się w Królestwie ÂŚlimaków! Jestem król Marcel ÂŚlimak i pragnę was powitać w moim skromnym gabinecie.- zaczął życzliwie Marcel Kwin (dla Ergarda i Zeyfara już król).
-Mam nadzieję, że podróż nie minęła wam w trudzie, choć wyglądacie na zmęczonych...- dodał wciąż widząc ślady po sznurze i pałkach swoich goryli.
-Niestety nie będziecie mogli teraz wypocząć, bo czas nagli! Podłe zastępy skurwysynów Barszczu grabią nasze uprawy i porywają małe jeszcze muszelki hen za granicę Brzozowego Zagajnika (Efehidon). Potrzebujemy was, waszej siły i tego, że nie znają was tutaj. - stwierdził z przejęciem Marcel.
-Proszę tylko o jedną przysługę, misję, którą przyjdzie wam spełnić! Zabijcie ich wszystkich! Wszystkie chędożone grzybole, które wejdą na ścieżkę moją i waszą!- zachłysnął się patosem Marcel.
-Obsypię was złotem...- dodał po krótkim westchnieniu.
-Ergard i Zeyfar decyzja wydaje się prosta. Macie już swój świat i raczej nikt go nie zmieni. Wedle tego musicie pomóc królowi.
-Diomedes widzisz, że jest to głębokie gówno. Marcel chce się wyręczyć kilkoma straceńcami, którzy nie wiedzą co robią. Zastanów się teraz co robić dalej, bo patrząc na swoich kompanów dochodzisz do wniosku, że pójdą choćby na koniec świata, aby dopaść Wojowników Szalonego Buraka
Eric:
Kurwa, widzę, że ten też nieźle odjechany. A oni wierzą w każde jego słowo... Jest źle. Jest kurwa bardzo źle. - reflektował Diomedes. Nie miał pojęcia co teraz uczynić. Nie spodziewał się po Kwinie czegoś takiego. Jednak był pewien sęk w jego planie. Był nim on - Diomedes. Kruk postanowił przez pewien czas udawać, że i on uległ przedziwnej wizji świata Kwina. W końcu ów "Król" nie wiedział, że Diomedes zachował zdrowe zmysły i jest zupełnie świadom co się dzieje.
- Tak jest królu! - powiedział, specjalnie trudząc się z wymową niektórych głosek. Ukłonił się, słaniając się nieco na nogach i spojrzał ponownie wzrokiem pozbawionym jakichkolwiek emocji na Kwina.Wstał, podrapał się po głowie i spojrzał przez ramię na ścianę. Broń... Czy gdyby teraz rzucił się w akcie desperacji na Kwina i jego ekipę to udałoby mu się wygrzebać z tego gówna? Chyba nie... - pomyślał. Na razie wolał sprawiać pozory uległego i usłużnego patafiana. Nadal miał jajecznicę w kieszeniach. Teraz jakby o tym zapomniał, skupiony tylko i wyłącznie na trudnej sytuacji. Znów syknął niesłyszalnie pod nosem.
Hagnar Wildschwein:
//Diomedes
-To jest moja straż wojowniku! Nawet nie wiesz jak skrytobójcze działania podejmują podłe grzybole!- mówił do ciebie pełnym przejęcia tonem. Najwyraźniej dalej chciał budować twój światopogląd, nieświadomy rzecz jasna, że nic sobie z tego nie robisz.
-Oczywiście dostaniecie swą nagrodę, 300 sztuk złota dla każdego, a jeśli o chwale mówisz to pędź szybko ją zdobywać! Zaufany ślimak powiedział mi, że na skraju biedniejszej dzielnicy Królestwa ÂŚlimaków banda grzyboli została zauważona przy naszym bazarze.- zakończył przemowę Marcel
Eric:
- Chciałbym jednakże rzucić okiem na Twój wspaniały skarbiec! - powiedział z przejęciem, udając, że połyka każde jego słowo i bierze je sobie głęboko do serca. Głupi Kwin... - pomyślał - No niechże kurwa choć na chwilę pobędzie ze mną sam!
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej