Tereny Valfden > Dział Wypraw

Czarcia Pieczara

<< < (12/30) > >>

Istedd:
Nawet nie zoczył momentu kiedy zasnął. Sprawy nie zdał sobie, że śpi słodko z głową w jajecznicy, albowiem snu odróżnić od rzeczywistości nie zdołał, porwany przez rozszalałą watahę krasnoludków. Do tego, wokoło jego głowy tańczyły kufle piwa, lejące strumieniami ambrozji, jaką były wypełnione na ziemię, która po chwili przemieniła się w istne rzeki piwa. Istedd wydał z siebie radosny okrzyk, co w rzeczywistości przypominało beknięcie osoby, z głową w nie tak płaskim talerzu z jajecznicą. Spał słodko i twardo, jak na schlanego pijaczynę w pełni przystało, bredząc coś w masie jajecznej i śliny. Poduszka, jaka w ten sposób się utworzyła była wielce... wygodna. Stopniowo we śnie niesiony falą piwa dotarł do wielkiej wyspy, w centrum której stało wielkie, szatańskie, czarne jak myśli Diomedesa jajko, które nie wiedzieć czemu i jakim sposobem skoczyło w stronę przerażonego tą sytuacją Ergardowi. Ten krzyknął raz jeszcze i począł uciekać od wielkiego jajka, co jedynie głośnymi chrapnięciami było dla ostałych i snem nie ogarniętych zebranych.

Hagnar Wildschwein:
//Zeyfarowi podobnież padł komputer więc może być nieobecny. Pozwolę sobie do następnego aktu pokierować jego poczynaniami, abyście Wy mogli grać.
//Koniec bankietu
Zeyfar położył się spać do owego pokoju. Nim na dobre zasnął wszyscy goście, którzy do tej pory gościli u Marcela zdążyli się ulotnić do bliżej nieznanych miejsc. Kilka tylko trupów zdobiło salę bankietową, którą poczęto sprzątać z rana. Nie było na niej jednak posągów bogów, których zwano Diomedes i Ergard...
//Psiarnia, około godziny 8 rano
-Ergard
Ogarnęła Cię ciemność i czujesz się spętani silnymi więzami. Straciłeś w pewnym sensie świadomość i poczucie swojej osoby (w tym pamięć). Nie widzisz nic i za bardzo nie myślisz o niczym. Masz drobne problemy z mową artykułowaną, a dopiero po chwili jęków i szamotań dowiadujesz się obecności kogoś jeszcze w tym pomieszczeniu. Ciężko Ci określić gdzie jesteście, z jakiego powodu i... przede wszystkim: kim jesteście. Masz jednak świadomość, że znasz się z tym kimś oraz, że kogoś jeszcze brakuje.
//Psiarnia około 8 rano
-Diomedes
Jesteś spętany w ciemnym miejscu. Główka boli, ostro się popiło. Wraca do Ciebie świadomość wraz z chłodem miejsca. Po chwili dociera do Ciebie, że ostro wpadłeś oraz to, że nie wpadłeś sam, bo niedaleko Ciebie ktoś się szamoce, nie masz pojęcia kto to jest, ale śmierdzi znajomo: tani alkohol.
//Pokój dla gości godzina 8 rano
-Zeyfar
Zmasakrowany bankietem leżysz w łóżku i... nie za bardzo wiesz dlaczego jesteś tak zmordowany. Nie myślisz o innych rzeczach jak o tym, że bardzo się boisz i odczuwasz pustkę. Ciężko Ci przypomnieć sobie gdzie jesteś, dlaczego i... kim jesteś. Jedyne czego jesteś pewien to to, że kogoś Ci brakuje.

/All: macie czas na post, odpisanie i zadanie ewentualnych pytań. Jeśli odpiszecie (Diomedes i Ergard) to pójdziemy dalej (chyba, że Zeyfar wróci).

Eric:
Diomedes szarpnął się kilka razy i uświadomił sobie, że ktokolwiek go wiązał, spisał się dobrze. Więzy wpijały się mocno w nadgarstki, boleśnie szczypiąc i miażdżąc skórę. Ciszę przerywały próby oswobodzenia się przez towarzysza niedoli. Do Diomedesa dochodził przykry smród taniego alkoholu. Nie była to w sumie żadna wskazówka odnośnie tożsamości owego jegomościa, gdyż, jeżeli grono podejrzanych zawęzić jedynie do uczestników biesiady - to najpewniej każdy po hucznej uczcie śmierdział podobnie. Głowa bolała go niemiłosiernie - wczorajsze picie dawało mu się ostro we znaki. Na dodatek wyczuł dziwne ciepło w kieszeniach i dobywający się z nich zapach. Ten zapach rozpoznałby wszędzie i o każdej godzinie. To była jajecznica! Gwałtownie poruszył rękami w celu wygrzebania jej ze spodni i wyrzucenia jak najdalej. Na przeszkodzie stanęły solidne więzy, które jeszcze raz uświadomiły Diomedesa o swojej obecności.
- Cholera... - wydobył z siebie, ni to szepcząc, ni to czkając. Wbił wzrok w ciemność starając się odnaleźć chociażby zarys sylwetki drugiego spętanego nieszczęśnika. Znów przeszył go niesamowity ból głowy. Syknął pod nosem i skierował swe słowa w ciemność.
- Te, panie. ÂŻyjesz pan? I tak przy okazji. Kimżeś pan jest?

Hagnar Wildschwein:
//Ergard: słyszysz wypowiadane przez Diomedesa kwestie i wiesz, że go znasz, ale za cholerę nie wiesz jak się nazywa. Wiesz też, że jesteś panem.

//Słowem: zaczyna się mielenie :D.

EDIT: Aby ułatwić Wam wczucie się Wasze postaci załączę obrazek, który (a szczególnie postać muchomora) obrazuje poziom inteligencji i rozwoju umysłu Ergarda i Zeyfara w tej chwili
http://b62.grono.net/49/135/gallery-76748280-500x500.jpg

Istedd:
Pustka, zupełna pustka jak w brzuchu do rzeczywiście epickiej biesiadzie, w której kosztowano tylko taniego bimbru. Jakkolwiek nie było nie wiedział praktycznie nic. Rzeczywiście musiało stać się coś gorszego, od pospolitego picia. Chociaż nie mógł tego wiedzieć... Wydał z siebie jęk, którego jednak nie usłyszał i nie wiedział, że w ogóle brzmi jakowaś nazwa dla tego dziwnego zjawiska. W końcu jednak powracały zmysły, z których przydały mu się tylko trzy nie używane obecne w swej pełni i zatracone na skutek cywilizowania człowieka i mu podobnych istot. Węch, dotyk i słuch... Czuł zapach, którego nie potrafił jeszcze nazwać, ani tym bardziej go zwyzywać. Coś mu śmierdziało. Miał świadomość, że nie pozwala mu się ruszać nie tylko ociężałość, ale także coś innego, czym były więzy. Poruszał się kilka razy, jednakże bezskutecznie. Słowa innego, wraz z nim tutaj obecnego Diomedesa, o istnieniu którego obecnie nawet nie pomyślałby za skarby chociażby najlepszej wódki, mimowolnie napełniły go chociażby płomyczkiem nadziei. Podświadomie wiedział, że zna tą osobę, jednak za cholerę nie mógł nic więcej nawet pomyśleć. Wtem padło słowo, które uznał za swoje imię: "Pan".
- Jestem sobie Pan...
I siedzę nad swój dzban... - wyśpiewał, co raczej przypominało połączone głosy krasnoludzkiej kobiety i mężczyzny o problemach natury duchowej. Tylko tyle mógł wypowiedzieć powtarzając coś, co zatliło mu się w głowie, by zniknąć w chwilę potem, jako zdmuchnięta świeczka. Nie wiedział, że zanucił tło pięknej pieśni biesiadnej. Wydał z siebie kolejny jęk i bezsilnie postanowił nie zamęczać się dalszym wysiłkiem, a spokojnie sobie poleżeć i starać się zebrać myśli.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej