Tereny Valfden > Dział Wypraw
Czarcia Pieczara
Eric:
//Domenic nie budź mnie. Błagam.
Hagnar Wildschwein:
//Wszyscy: bankiet powoli zmierza ku końcowi, wszak już niemal 4 nad ranem. Pozostałe niedobitki, jak Zeyfar gwarzą z innymi ocalałymi, śpią jak Diomedes i szukają szczęścia w wędrówce ekstazy jak Ergard
//Zeyfar
-A czy kończyliśmy? Liczę, że pana nie zanudzam swoją sprawą o poczcie, ale proszę sobie wyobrazić, że wszyscy, tak! Wszyscy, przybierają sobie, że wszelka korespondencyja docierać musi tuż, tuż po wysłaniu! Czy jest to możliwym, by w jedną chwilę tyle listów dostarczyć? Gdzież ja znajdę tyle złota, by opłacić wszystkich gońców i powierników?- ciągnął Euzebiusz. Wydawał się był całkowicie nieporuszony chwilową przerwą, oraz wypadkami z bankietu. Szczerze mówiąc nie był poruszony niczym, nawet tym, że Zeyfar na siłę ciągnął z nim rozmowę, bo przynajmniej mógł wyrzucić troski człowieka poczty w miejscu rozmowy ze samym sobą.
//Diomedes, śpisz sobie słodko, koniki odskoczyły w miejsce gdzie uciekła i jajecznica, tak więc sny z koszmarów przerodziły się w piękne elfki oblewające swoje ciała mocnym piwem.
//Ergard - troszkę Cię zakręciło po tym co wypiłeś, ale bawisz się nadal dobrze. Kręcisz się i wychylasz kolejne kieliszki na pohybel wszystkiemu co rani uczucia człowieka. Ciekawe jest jak wielu ludzi o "troszkę" wyższym mniemaniu o sobie przez majętność podczas podobnych, przedłużających się bankietów zamienia się w zwykłe pijaczyny.
Podczas Twojego lawirowania między stołami, a wychodziło ci to w iście tanecznym stylu, podszedł do ciebie jeden z kelnerów z tacą, na której spoczywała kusząca, nie mniej niż wcześniej, jajecznica.
-Panie rycerzu, naprawdę polecam, bo grzechem, a wręcz dyshonorem dla pana Kwina, którego to pomysłu owe danie jest, byłoby nie spróbować kunsztu kuchennego- powiedział prosząc o zajęcie miejsca przy stole.
Eric:
Diomedes jak na rozkaz przestał się wiercić. Na jego twarz wstąpiły rumieńce, a usta wykrzywiły się w błogim uśmiechu. Czort jeden zgadywać mógł co mu się śnić mogło. Choć odpowiedź prosta była: ponętne elfki piwem oblewające swe zgrabne ciałka. Diomedes zgiął nogi unosząc kolana do góry i pogrążył się we śnie. Czuł podświadomie jakieś ciepło w kieszeniach, ale nie przeszkadzało mu ono. Widząc błogo wykrzywioną twarz Kruka, pewnie i cyniczny do bólu mag - Zeleris Flamel by się przeraził. Diomedes spał jednak dalej, nie docierał do niego wszechobecny gwar i piosenki śpiewane przez mocno podchmielonych jegomościów, z koszulami rozpiętymi niemalże do samego pasa. Smród potu i alkoholu roztaczał się po całym budynku, jednakże zabawa nadal wrzała.
Istedd:
Po wychyleniu przez niego zapomnianej tak szybko dziwnej liczby ilości wódki rzeczywiście się nieco rozbestwił, jak jednak przystawało na pijaczynę. Dumny był naprawdę z siebie, że wielu nobilitowanych pyszałków pociągnął za sobą, ku drodze poprawności zachowania na biesiadach. Wielu nie zdzierżyło mu - doświadczonemu w tych sprawach moczymordzie, który w końcu został brutalnie wyrzucony z rytmu przez kelnera. Wykrzywił twarz w iście teatralnym geście obrzydzenia i zmierzył go wzrokiem nie tyle pijanym, co wręcz nieobecnym i przesadnie pustym. Z słów, które miały być grzeczną odmową nie dobyło się nic, poza jedną z przedłużonych samogłosek. Sugerując jajecznicę do posmakowania w pozostałej części nienaruszonego przez opary alkoholu umysłu zakwitła myśl, że jest to dziwne. Bynajmniej, jako zagryzka. Usiadł nieco ociężale i o mało przy tym nie obalił się z krzesłem, ale zasiadł. Miecz ciążył mu na plecach. Ujął w dłoń łyżkę i z obrzydzeniem do samego wyidealizowanego kelnera, pludraka wyrodnego, posmakował dania. Było zupełnie bez smaku, zapachu, czy właściwości chłonących chęć odlania się.
- Bardzo dobre. - powiedział z pełną buzią plując (przez przypadek, jednak celowo) na kelnera. Wyprostował się jakoby w rzyć wchodziła mu rohatyna i starał się sprawiać wrażenie mniej podchmielonego, niż jest. Jednak z ciekawością oglądał, jak śpiący przed nim szlachcic dzieli się na dwoje, a po jego ramionach biegają białe krasnoludy z kapustą zamiast głowy.
Eric:
A Diomedes nadal śni o półnagich elfkach w skąpych strojach, lejących na swe ciała pokaźne ilości złocistego trunku.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej