Tereny Valfden > Dział Wypraw

Czarcia Pieczara

<< < (9/30) > >>

Anette Du'Monteau:
-Ciekawe...owszem chłopi powinni znać swoje miejsce. Nie każdy jest zdolny czymś zarządzać, prawda? Ale jednak gdyby nie potrafili pisać to miałbyś już mniej roboty, a i zawodowi skrybowie zaczęli by w biedę popadać. Chłop, który chce napisać do rodziny zapłaci wiele drogi panie. - odpowiedział Zeyfar pijąc wino w dość wolniejszym tempie od drugiego rozmówcy.

Istedd:
Nie odpowiedział na zaczepne, jego uznaniem, słowa maurena. Gdy rozbrzmiewała pieśń, a przyłączali się do niej inni weselej robiło się dokoła, szczególnie zaś jemu - prostemu pijaczynie, nowo pasowanemu w Kruczym Bractwie. Diomedes, twórczo dośpiewując kolejne zwrotki nie tylko u Ergarda wywołał jeszcze większą wesołość i wybuch rubasznego śmiechu. Grono śpiewających powiększyło się a głosy, ryczące coraz bardziej nieskładną pieśń stawały się bardziej niezrozumiałe, niż będące tutaj bogate możne panie. Istedd nie lubił takich wrednych, oszukańczych i gotowych wbić nóż w plecy, bez honorowych pań. Wolał kobiety bardziej harde... I nie krasnoludzic, oczywista. Kątem oka dostrzegł, że mauren z kimś sobie rozmawia, z jakowąś znowu personą majętną. Wnet podano wielkie danie, a kompan jego zabrał się do żarcia. Sam także zapełnił sobie talerz sporym kawałem mięsa i ziemniaka. Oczywiście, pierwej podlał sobie gardło gorzałką, jednak zaledwie trzy razy wznosząc napitek i opróżniając kielich. Teraz też już lekko się podchmielił przyniesioną gorzałką, ale wina nie tknął. Nie miał zamiaru zepsuć sobie smaku. Nagle kompan jego runął. Ergard zawiódł się na nim. Wszak wedle jego opinii Diomedes mógł wytrzymać dłużej! Niespodzianie huk zdał się obok niego, a spity niedawno kompan spał słodko jak kraslonudzkie komando najemników i to od trzech dni abstynentów. Do tego drugi raz zdzielił go kopniakiem. Kiedy rozbił kieliszek jeden z nobilitowanych przestraszył się i omal nie zepsuł sobie w pocie czoła przygotowywanego uczesania i pludrackiego makijażu. Dyskretnie starał się oddalić, co udało mu się po potrąceniu jednego z kelnerów. Moczymorda poklepał przyjacielsko śpiącego kompana i wypił za jego zdrowie.

Anette Du'Monteau:
-Jeśli chcesz Ergardzie możesz mi spłatać psikusa. Sam komandor będzie wielce wesoły przez to zadość uczynienie. Na prawdę, możesz wierzyć słowom majora. A regułę chyba znasz? Nigdy pierwszy nie zasypiaj na biesiadzie. - zwrócił się mauren do towarzysza z nadzieją obejrzenia oryginalnego żartu.
-No dobrze, na czym to skończyliśmy Euzebiuszu? - powiedział Zeyfar wracając szybko do poprzedniego rozmówcy. Gdyby dłużej rozmawiał z Isteddem można by to uznać za pewien nietakt, a etykieta jednak od czegoś była.

Eric:
Diomedes poruszył się niespokojnie przez sen, jakby dosłyszał słowa Zeyfara. Jego żołądek miał nie lada problem do strawienia. Mnóstwo gorzałki, spory ochłap schabu, tłuczone ziemniaczki, a wszystko to oblane znakomitym sosem stanowiło mieszankę wybuchową. Jego umysł szalał, ukazując mu przed oczami coraz to nowe wizje. Czasami przerażające, czasami zabawne, czasami niesmaczne, czasami interesujące. Diomedes obrócił się na drugi bok i znów kopnął w stół. W jego snach majaczyła jajecznica wcinana przez stado koników polnych... Kruk wzdrygnął się. Oblały go poty. Wiercił się jak rażony prądem, raz po raz kopiąc po nogach gości, nie omijając przy tym swoich kompanów. Wybudzić się jednak nie mógł. Spał dalej, pogrążony w przedziwnych snach.

Istedd:
Odłożył kieliszek i z trudem stłumił beknięcie, które przerodziło się chwilę potem w pierdnięcie. Na szczęście ciche, ale smrodliwe, za co winą obarczyć miano śpiącego, który tak począł we śnie mamrotać. Słysząc słowa majora zaśmiał się rubasznie. Jego prikaz byłby i tak wykonany, choćby bez polecenia, czy nawet przeciwnie - pod groźbą kary. Wszak złota wolność prawami swymi się rządziła, a i ona kierowała poczynaniami Istedda.
- Zasady te są jak prawdy we wszechświecie. Poczynię wszystko, co przyjdzie mi teraz do głowy, o ile przez ten niedobór... bimbru się zaćmi cokolwiek. - dodał ciszej i począł myśleć o prawdach wszechświata. Powstał z miejsca. Nagle olśnienia dostał. Oglądał przecież, że nie tylko nie tknął Diomedes jajecznicy, ale wręcz z dala od niej trzymał się. Czyżby nie lubił tej mdłej potrawy? Ergard posmakował owego dania. Nie było najlepszym. Wziął chochlę, nabrał spory kawałek i w kieszeń śpiącego kompana nakładł. W tej chwili nie miał innego pomysłu, jak ten chamski dowcip. Wypychając kieszenie jego starał się nie obudzić go. Raz jeden musiał się jedynie posilić w tym trudzie niedopitą buteleczką wódki, po czym gdy skończył usiadł sobie obok, jakoby nigdy nic i szturchnął go, aby go obudzić.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej