Tereny Valfden > Dział Wypraw

Czarcia Pieczara

<< < (8/30) > >>

Hagnar Wildschwein:
Zapytana przez Zeyfara osoba uniosła głowę ponad horyzontem, którym w rzeczywistości była miska chłodniku, a spojrzenie swoje utkwiła w facjacie maurena.
-Ja?- zapytał nie kryjąc zdziwienia. Mocno alkoholowego zdziwienia rzecz jasna. -Ja jestem Euzebiusz Trywałd- przemówił bez zająknięcia się, najwyraźniej dobry zawodnik przy kieliszkach, kuflach i wiadrach -I muszę ci powiedzieć, że pod moją opieką są wszelkie listy krążące po Efehidonie.- zakończył z dumą.

//Tymczasem na salę wjechał, ku uciesze szczególnie waszego stolika, olbrzymi pieczony schab. Wśród dodatków były sosy, tłuczone ziemniaki, niezliczone rodzaje warzyw i w końcu diablo kusząca jajecznica na grzybach.

Eric:
Diomedes popatrzył na ogromny pieczony schab i jego dodatki. Wszystko wyglądało wyśmienicie i roztaczało wspaniałą woń. Kruk jak zahipnotyzowany, lekko się chwiejąc, podszedł do ogromnego mięsiwa. Nagle oprzytomniał. Wśród dodatków była jajecznica! Diomedes nigdy nie mógł przełknąć ani kęsa tego 'przysmaku'. Natychmiast zniknął jego apetyt, a zastąpiło go obrzydzenie. Westchnął cicho pod nosem, nożem ukroił sobie spory kawałek schabowego, nałożył na talerz kilka apetycznie wyglądających tłuczonych ziemniaczków, a całość oblał jakimś nieznanym sosem, który jednak wytaczał przyjemny aromat. Jajecznicę ominął szerokim łukiem. Wrócił na swoje miejsce, położył talerz i wziął się do pałaszowania zdobyczy. Woń, którą roztaczała jajecznica nieco go mdliła, jednakże starał się skupić na wyśmienitym schabowym. Gryz za gryzem pochłaniał ogromny ochłap mięsa. Złocista skórka kruszyła się w jego zębach. Schab był przyprawiony znakomicie, działał na kubki smakowe Diomedesa z taką samą finezją jak nie jeden krasnoludzki trunek. Ziemniaczki stanowiły przyjemny dodatek, a sos okazał się równie znakomity co i schab. Gdy już skończył pałaszować posiłek, przetarł usta chusteczką i chwycił butelkę jakiejś stojącej nieopodal gorzałki. Wyglądała na nie byle jaki trunek. Diomedes odkorkował butelkę i powąchał zawartość. Zapach podrażnił mile jego nozdrza. Polał kilku siedzącym obok szlachcicom do kieliszków i wzniósł toast. Oparł się wygodnie o krzesło i znów uderzył go widok jajecznicy. Uderzył go jej zapach. Nalał więc sobie wódki do kolejnego kieliszka. I kolejnego. I kolejnego. Zakręciło mu się nieco w głowie. Teraz odruchy wymiotne miał nie tylko od jajecznicy, ale i od alkoholu.
- K-kuurwaa... hh-yyk. - czknął cicho. Kilkoro z obecnych gości nakładało sobie owej jajecznicy na grzybach. Diomedes patrzył na nich z niemym podziwem i zdziwieniem. Stłumił beknięcie pięścią i odwrócił głowę od tacy. Był pijany. Zaklął po raz kolejny pod nosem. Już nawet zapomniał o tym, w jakim celu znalazł się na bankiecie. Odsunął od siebie flaszkę z gorzałką, coby go nie kusiło. Oparł głowę na otwartej dłoni i zmrużył lekko oczy. Zeyfar nawiązał najwyraźniej rozmowę z jakąś szychą. Diomedes żywił szczerą niechęć do ludzi zamożnych, obnoszących się z tym jak Domenic ze skrzynką gorzałki. Z tym, że Domenic obnosił się z pewnego powodu, a ludzie zamożni tylko dla samej przyjemności obnoszenia się ze swoim bogactwem. Zaklął po raz kolejny.

Anette Du'Monteau:
-Miło mi Euzebiuszu. Ja jestem Zeyfar Navarre, pochodzę z rodziny kupieckiej wprost z Isgharu, tu za to jestem majorem XVI Komturii Kruczego Bractwa. Mając w ręku pieczę nad wszystkimi listami w mieście posiadasz nie lada wiedzę na różne tematy. Te bardziej interesujące i mniej. Zaiste ciekawa to musi być praca. - mówił mauren prowadząc dalej konwersacje.

Hagnar Wildschwein:
//Diomedes. Najadłeś się... Upiłeś się... Teraz się prześpisz... Przyjemnie tak... Dla ciała i ducha... Dla kieszeni też, bo wszak nie za swoje pieniądze//
//Zeyfar
-Ano tak... Trochę tego przechodzi przez nasze, hic, ręce. Przykładowo wczoraj z samej zapchlonej wioski rybackiej do miasta dowieziono 100 listów! Rozumiesz panie... panie maurenie?! 100, a przecież oni nawet pisać nie potrafią! ÂŹle się dzieje, że chłopstwo wchodzić zaczyna na bruk miejski w innym celu niźli pokłon dla cywilizacyji!- odrzekł, coraz bardziej rozwiązłym tonem, Euzebiusz. Najwyraźniej również nie do końca przejął się słowami Zeyfara, bo prędko powrócił do swojego kieliszka z czerwonym winem.

Eric:
Diomedes poczuł jak ogarnia go senność. Wypił mnóstwo alkoholu, napełnił brzuch zacnym jadłem. Miłe ciepło rozgrzewało jego ciało. Powieki stawały się coraz cięższe. Mrugnął kilka razy, oparł się o krzesło i zasnął. Mruczał coś przez sen o jakiejś obrzydliwej jajecznicy, poruszając niespokojnie barkami. Kopnął nawet kilka razy w stół, ku przerażeniu zgromadzonej śmietanki. Kieliszek, który trzymał w dłoni powędrował na podłogę i rozbił się z głośnym trzaskiem tłuczonego szkła.


//Nie omieszkacie tego wykorzystać, jak sądzę...

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej