Tereny Valfden > Dział Wypraw

Czarcia Pieczara

<< < (26/30) > >>

Istedd:
Istota udanej perswazji Ergarda była prostą, jako drogi budowane w Valfden, a zawdzięczała to wszystko jego czerepowi pełnemu co najmniej nieetycznych pomysłów, w których co trzecie zdanie zawierało nieprzyzwoitą i niepoprawną ilość przekleństw tak wspaniale dźwięcznych, że fanatycy zakonnego stukania sygnetami w lak, a potem k' dokumencie z pewnością złapaliby się za głowę i uszy zatykali. Adaven wysłuchał go, puścił i pozwolił się oddalić i zniknął w zaułku.
- We dwóch ruszcie dupę w troki i za nim. Starajcie się, aby was nie zauważył, bo może jeszcze się nam przydać. - mruknął cicho do dwóch wojowniczych ślimaków, których mordy wyglądały na nieco rozgarnięte i mądrzejsze od innych. Reszcie grupy polecił rozejrzenie się po okolicy i ewentualnej akcji wpierdoleniu podejrzanym osobnikom. Nie martwił się tym nasz Istedd, że mogli dać łomot komuś, kto nie był zamieszany w sprawę grzybowego wywiadu. Ci, których miał pod sobą poznaliby grzyba tylko wtedy, kiedy w swych charakterystycznych kapeluszach wyszliby na ulicę, w wypadku innym nikłe były szansę, że sami szukaliby muchomorów. Sam zaś postanowił ruszyć z pytaniem o czerwoną szprycę. Tylko gdzie był Merlin Stary Siwy? Rozważając to i kilka innych prawd wszechświata doszedł do wniosku, że może być on tam, gdzie jest. Postanowił więc zapytać się pierwszej napotkanej osoby, a było to jakieś grube babsko.
- Gdzie mogę spotkać Merlina Starego Siwego? - zapytał.

Hagnar Wildschwein:
//Diomedes
-Dobra, niech ci już będzie, bo mam dość tego biadolenia.- powiedział i machnął ręką.
-John, Silny, ruszcie tyłki do zbrojowni, skrzyknijcie 7 chłopa i idźcie do Kwina.- rzucił strażnik do dwóch swoich kompanów, którzy aktualnie grali zażarcie w karty. Ci w jednej chwili odrzucili grę i runęli w głąb posterunku. Po chwili przed budynkiem stało 9 ludzi.
-Ty pójdziesz z nami, nie mam zamiaru obrywać za wariata...- powiedział i opuścił posterunek staży. Szybko znalazł się zmiennik, na nieszczęście przyszłych klientów, kompletnie tępy.

10/10 Strażnik

Strażnik
Uzbrojony w:

1.
Nazwa broni: Krótki miecz
Rodzaj: miecz
Typ: jednoręczny
Ostrość: 13
Wytrzymałość: 6
Opis: Wykuty z 55 sztabek mosiądzu o zasięgu 0,9 metra.
Wymagania: Walka bronią sieczną [50%]


Odziany w

Nazwa odzienia: Przeszywka
Rodzaj: zbroja miękka
Typ: strój
Wytrzymałość: 6
Opis: Uszyty z 100 kawałków bawełny.
Wymagania: Używanie zbrój miękkich

Specjalizacje:
Walka bronią sieczną 50%

Umiejętności nabywane:
Używanie zbrój miękkich


//Ergard
-Usłyszałeś dobrze, nie szukacie MERLINA tylko szukacie MELINY należącej do STAREGO SIWEGO  :).
-Dwóch twoich ślimaków ruszyło za ślimakiem, którego wypytaliście jednak ten szybko zniknął im z oczu w gąszczu uliczek, podwórek i muszelek.
-Ludzie się kręcą, ale znaleźli jedynie kramik obwoźny, którego właściciel miał trochę chlieba, zakwasu i żurku.

// Miła, gruba pani.
-A idź mje ty moczymordo chędożony! Co mje bedzie taki jak ty obdartus o rozpustników leże wypytywał! Zara zawołam starego to ci tak przetrzepie, że przez tydzień do mordy gorzoły nie weźmiesz!- z oburzeniem wrzasnęła kobiecina i pacnęła Ergarda torbą w twarz. Ciężką torbą...


Istedd:
Zdziwił się wielce siłą, jaką w głosie miała "miła pani", ale bardziej zadziwiła go siła jej uderzenia. O mało nie zwalił się z nóg, oczy zaszły mu mgłą, o dwa kroki się cofnął, zaklął paskudnie (po kraslonudzku, rzecz jasna) i chwycił się za twarz. Zaklął znowu i powstrzymał jęk bólu, który z uparciem chciał wyrwać się z jego piersi. Powiódł za nią mętnym wzrokiem, ale ból głowy oślepiał go na tyle, by widzieć tylko bezkształtne i bliżej nieokreślone kolorem bryły i plamy poruszające się dziwnie. Jęknął i podniósł się, przecierając czoło, wąsy i koniecznie brodę. Otarł się z kurzu i coś go olśniło. Czyżby teraz dopiero jego mózg począł pracować należycie. Zdał sobie sprawę, że źle usłyszał. Bynajmniej tak poczuł. Kimże był Merlin? Nikt go nie znał. No może poza tym jednym z żebraków przy świątyni, z tym właśnie imieniem... Może chodziło nie o niego, ale o melinę? Kryjówkę brudną? Nie wiedział, musiał to rozważyć. Przez chwilę więc głowił się nad tym masując obolały policzek i rozglądając się, czy nigdzie nie ma strasznej grubej kobiety. Postanowił więc zapytać się znowu pierwszego lepszego przechodnia. Zły był na samego siebie, za swój słuch i zmysł postrzegania i łączenia faktów. O ile cokolwiek tutaj mogło być faktem...
- Witajcie, przyjacielu. Nie wiesz, gdzie jest Melina Starego Siwego? - zapytał jednego, który przechodził najbliżej niego.

Hagnar Wildschwein:
//Ergard
ÂŚlimak popatrzył na Ciebie wzrokiem sugerującym zdziwienie
-Nowy, he? A suszy! A i zimno się robi powoli, bo rychtyk lato odchodzi, a słota idzie...- przechodzień skwitował. Zauważył jednak, pomimo zmęczenia, bo dziadkiem zapewne już był nie rok nie dwa, że dalej jakby Ergard nie kotaktował, a przynajmniej sygnały "weź idź swoją drogą" nie docierały.
-Ee panie... tamten szary budynek, tam pytaj, ale niech cię bogowie bronią nie nazywaj go Siwym, a co gorsza starym!- powiedział wskazując na drugą część alejki.

Eric:
- No, w końcu żeś pan zmądrzał - rzekł Diomedes i wyszedł z posterunku. Dziesięciu chłopa w lekkich przeszywkach jak raz ruszyło za nim. Kruk bez wahania ruszył w kierunku domostwa Kwina.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej