Tereny Valfden > Dział Wypraw

Czarcia Pieczara

<< < (25/30) > >>

Hagnar Wildschwein:
//Diomedes.
-Strażnik spoglądał na Ciebie z coraz to większym zdziwieniem. ÂŚmiałbyś nawet stwierdzić przejęciem. Nie zawiesił jednak głosu, bo wcale nie zamierzał go dobyć. Słuchał...
//Zeyfar
-Nie napotkaliście żadnego grzybola. Dzielnica też nie wykazywała większego burdelu niż zwyczajnie.
//Ergard
-Kolejny przechodzień spojrzał na Ciebie miną wskazującą na głębokie zdziwienie. Próbował się wyrwać.
-Kolejny kurwa świr! Ludzie, totalnie już straciliście głowy dla tych Czerwonych?- szarpał się i wyraźnie obawiał Ergarda.

Istedd:
Wyrywanie się nie dało nic, albowiem Ergard mocniej prawicę zacisnął na jego ramieniu i wertował go przenikliwym spojrzeniem, jakoby żul doszukujący się grubej sakiewki w kieszeni nieuważnego przechodnia. Wystarczył jeden szczegół, aby przypuścić atak, wyrwać pieniądze i zniknąć w tłumie korzystając z łupu. Tak samo Adaven zauważył to, co być może podświadomie chciał zauważyć. Zdziwienie. A wedle jego była ta przykrywka dla dziwnego lęku i obawy przed nim - Bobrzym Bohaterem! Potrząsnął nieco trzymanym i zmrużył groźnie oczy.
- Czerwoni? Któż to, gadaj, kozojebco! - rzekł podniesionym głosem, nieco teatralnie, ale prawdziwie. Nie mógł doszukać się, któż to są owi "Czerwoni", aż w końcu zrozumiał. Muchomory! Specjalne komando grzybowych wojsk, wysyłane w celach podburzania ludności, siania zarodników, a przede wszystkim... nielegalnej produkcji kapeluszy! To było zbyt wiele, Istedd, przez właśnie wzmiankę o czerwień nabrał pewności, że coś z personą, którą trzymał jest nie tak.
- Twoje zachowanie i słowa, co mi przykre, wykazują współpracę z grzybolami. Wytłumacz się z tego, albo wykastrujemy cię, a wtedy piszczeć będziesz ciszej, niż kurwy z tej ulicy. Więc jak, co wiesz, o grzybkach tutaj, przyjacielu? - zapytał nie puszczając go i dając znak swym przydupasom, aby go okrążyli i byli gotowi.

Eric:
- Wróćmy do tej sprawy... Coś co było podawane na bankiecie musiało źle zadziałać na moich towarzyszy. Ich mózgi są pewnie teraz gładziuteńkie jak jedwab. Ja, cóż... zasnąłem dosyć wcześnie, mogłem owego specyfiku nie ruszyć. Gdyby zaś raczyli nas tym czymś już po bankiecie, to najpewniej by mnie tu nie było. Wracając do tego prania mózgu... Kwin zaczął coś pieprzyć o grzybolach, ślimakach, mówił o sobie jak o królu, a nas jak o rycerzach... Rycerzach sprawiedliwości, których powinnością jest zmiażdżenie wszystkich grzyboli. Nie wiem czemu miały służyć te imaginacje grzybów, czy ślimaków, ale jak się pan pewnie domyśla - moi towarzysze łyknęli to bez żadnych oporów. Nie byłem w stanie ich powstrzymać, jednakże udało mi się ich na chwilę zatrzymać. Wróciłem wtedy do meliny Kwina żeby się z nim rozmówić... Co najlepszym pomysłem nie było. Aby uciec musiałem rozpieprzyć pół jego mieszkania tą różdżką - rzekł, poklepując kawałek drewna. Strażnik najwyraźniej zaczął go słuchać, mimo, że nie obyło się bez pomocy psychicznego znęcania się nad nim. Historia mogła wydawać się nieco dziwna i niewiarygodna, ale strażnik nie miał chyba większego wyboru jak zaufać Diomedesowi. - Oczywistym jest, że Kwin prowadzi jakieś szemrane interesy. Po pierwsze - masa ludzi, których wynajmuje. Czy przeciętny szlachcic byłby w stanie sobie na coś takiego pozwolić? Albo inaczej - czy zwykłemu szlachcicowi potrzebna by była armia obijmordów? Nie sądzę - uśmiechnął się - Na dodatek zgłosił zlecenie do Bractwa... Najwyraźniej chciał mieć pewność, że otrzyma wsparcie najznamienitszych wojowników. I cóż, otrzymał... Choć raczej wojowników półgłówków - skrzywił się - Jedno jest pewne. Jeśli teraz nie powstrzymamy Kwina - poleje się krew. Krew niewinnych ludzi, którzy w jakiś sposób zawadzają Kwinowi w jego szemranych interesach. Grzyboli - dodał z przekąsem i niejakim zawistnym uśmiechem - Na dodatek... Wizerunek Bractwa - spuścił głowę i obniżył ton - Wizerunek Bractwa zostanie... Szkoda, kurwa, gadać... Liczę na pana. I resztę straży również. Tylko nie dajcie się omotać temu kurwiemu synowi....

Hagnar Wildschwein:
//Sorry za przerwę, ale mam ostatnio przejebane w szkole
//Ergard
-Eoeoe....- zawahał się człowiek po usłyszeniu słów bobra Ergarda. Widocznie przerastało to jego wszelkie wyobrażenie o sile psychiki i perswazji.
-Co ci do...- chciał zbyć temat, ale wtem spostrzegł 5 par rąk za plecami Ergarda, a i same imadła stojącego przed nim bohatera. I nic nie dało usilnie "nie mieszanie się" i "nie narażanie się" na wp... konsekwencje ze strony organizacji.
-Idź do Meliny Starego Siwego, zapytaj o czerwoną szprycę... Sam, bez tej bandy. Nie musisz nawet udawać, wyglądasz jak śmierć.- powiedział chłodnym głosem. Wraz z jego słowami i tępym zaangażowaniem Ergarda, osłabł uścisk osiłka i człowiek się wyrwał. Odszedł spokojnie i zniknął w pierwszym zaułku.
//Zeyfar - słowem: więcej pomysłu i pasji :*
//Diomedes - uwaga strażnika, którą zdobyłeś swoimi argumentami opadała z każdym, niewiarygodnym słowem. Historia była chyba zbyt skomplikowana jak na jego fantazje. Mimo to słuchał i czekał na dalsze argumenty, które pozwalałby mu wkroczyć..
-Wiesz, to wygląda tak: mówisz strażnikowi, że nakurwiliście się z kumplami na jakimś bankiecie, wyglądasz marnie, co tu gadać. Ponad to przyznajesz się do demolki czyjegoś domu podejrzanym sprzętem, a teraz prosisz o wsparcie (najpewniej ochronę przed rewanżem). Musisz się jeszcze postarać, aby go przekonać :).

Eric:
Diomedes popatrzył w oczy strażnikowi, któremu zdawał relacje. Zdawało się jakoby jego uwaga po każdym wypowiedzianym przez Kruka słowie malała i uciekała w odmęty rozmyślań o tym jak to mu niedobrze w tej robocie. Diomedes zastanawiał się jak teraz zagrać.
- Panie strażniku kochanieńki. Jakieś tam minimum dedukcji wam chyba kiedyś wpajali, nie? No to pan posłuchaj. Bogaty, poważany Kwin nagle ni stąd ni zowąd zamawia zlecenie w Kruczym Bractwie. Nie byle jakie zlecenie. Czy wygląda on na kogoś kto ma kłopoty? Nie. Na dodatek zaprasza nas na bankiet, na którym miał rzekomo podać nam instrukcje. Nie pojawia się na nim. Poza tym ma ogromną armię ciemnej masy. Czy pozornemu Kwinowi taka armia byłaby potrzebna? Nie sądzę. Pierze mózgi moim towarzyszom, tak by stali się bezmyślnymi maszynami do zabijania. Najwyraźniej prowadzi szemrane interesy, i jakaś szajka, czy ja wiem co mu w tym przeszkadza. By nie brudzić sobie rąk i nie wzbudzać niepotrzebnych podejrzeń zamawia zlecenie u tak poważanego Bractwa. I teraz przechodzimy do sedna. Jeśli panu uda się zdemaskować jego działania, ujawnić jego brudne zagrywki to okryje się pan chwałą i sławą. Nie wspominając o sowitym, królewskim wynagrodzeniu i przysłużeniu się miastu, Bractwu i samemu Królowi!

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej