Tereny Valfden > Dział Wypraw
Czarcia Pieczara
Eric:
- No ja panie kolego nie wiem, czy pan chcesz na siebie gniew barona Tacticusa ściągać. - powiedział Diomedes uśmiechając się złowieszczo.
Hagnar Wildschwein:
/Ergard
-ÂŚlimak popatrzył na Ciebie z nie lada zdziwieniem. Zastanawiałeś się chwilę czy za to spojrzenie dać mu w twarzy czy zapytać kompanów o wygląd zewnętrzny.
-ÂŚwir!- odparł oburzony człowiek, wyrwał się z uścisku Ergarda i ruszył swoją drogą. Jakoś nie chciało się wam go gonić.
//Zeyfar
-Zeyfar przeszukuje skrupulatnie dzielnice...
//Diomedes
I te słowa miały być punktem zwrotnym w rozmowie... Miały wzruszyć w strażniku punkt psychiki, który bezzwłocznie poinformował mózg, aby ten myślał o wykreowaniu błyskotliwej odpowiedzi, która by przepraszała, oferowała swoje usługi i przepraszała kolejne dwa pokolenia. Myśl miała zmusić do czynu kończyny, które powinny zacząć trząść się. Pot winien oblewać ciało, a zęby szczękać...
-A ty na siebie samego króla Isentora?- odparł strażnik. Co nie zmienia faktu, że patrzył na ciebie już troszkę inaczej i jakby... jakby cię słuchał.
Istedd:
To spojrzenie... wzrok tego chłystka był dziwny, jakoby wyrwany z rzeczywistości. Ergard, nieco rozkojarzony, że ów obywatel tak zareagował. Nie widział w oczach jego jakiejkolwiek oznaki kłamstwa i obłudy. Poznał tylko dziwną mieszankę niezrozumienia i istnej dosłowności. Cóż... kultura ślimaków widać pozostawiała wiele do życzenia. Machnął na niego obojętnie ręką.
- A w rzyć mu job. To nie zakażona tym osoba, kierujmy się dalej, kompanio dzielna. - mruknął do towarzyszy i ruszyli dalej. Długo nie zajęło im, kiedy napotkali kolejną, wzbudzającą jego przenikliwość personę.
- Obywatelu, rzeknij mi nieco o waszym kontakcie z grzybolami. - zaczął rozmowę i gotów był do ewentualnego uderzenia tamtego w pysk, gdyby potrzeba taka zaszła.
Eric:
- Panie kolego... Pomyśl, kto ma lepsze znajomości z królem Isentorem? Ty, baron Tacticus, czy choćby nawet ja? Radziłbym niezwłocznie rozpatrzyć tę sprawę...
Anette Du'Monteau:
Kolejne chwile mijały na szukaniu popapranych grzyboli. Kryli się w domostwach porządnych obywateli czekając tylko, a żeby wypuścić paskudne zarodniki i rozsiać ziarno strachu w przepięknym ÂŚlimaczym Królestwie. Mając pod wodzą pięciu dzielnych ÂŚlimaczych Wojów przeszukiwałem każdy zakamarek tej dzielnicy. ÂŁapaliśmy także bardziej podejrzanych obywateli. Ktokolwiek mógł mieć konszachty z grzybolami, a do tego dopuścić nie mogłem jakem Zeyfar Bubarre!
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej