Tereny Valfden > Dział Wypraw
Czarcia Pieczara
Hagnar Wildschwein:
//Diomedes
-A na co panu takie informacje?- zapytał strażnik. -Jeśli oczywiście mogę uniżonego pana pytać...- powiedział symulując ukłony. -Ale dobrze, jest to poważany obywatel tej dzielnicy. Nigdy nie miał konfliktów z prawem. Przynajmniej mi nic o tym nie wiadomo, a ja... ja wiem wszystko o tej dzielnicy.- powiedział z kpiną. Udała mu się.
//Zeyfar i Ergard
-Dzielnica biedoty nadal jest częścią Królestwa ÂŚlimaków więc jest oczywistym, że nie będzie to ufortyfikowany fort... Grzybole prowadzą swego rodzaju konspirację, podburzanie od podstaw - nie otwartą pacyfikację ludności niczym Kozłow podczas stanu wojennego. Weź pod uwagę gdzie jesteś, kim jesteś i z kim jesteś.
Eric:
- No to ja pana uświadomię, że pan gówno wiesz o tej dzielnicy. Jestem z Kruczego Bractwa panie. Niejaki Marcel Kwin miał dla nas zlecenie, mieliśmy się stawić w jego domu, jakiś bankiecik organizował i tam mieliśmy instrukcje otrzymać. No to przyszliśmy - bankiet elegancki, same szychy. No, ale czas upływał, ale Kwina jak nie było tak nie było. Trzech nas było - ja, imieniem Diomedes Nivellen, Ergard Istedd i Zeyfar... Nazwiska nie pamiętam, ale to mauren jest, więc raczej rozpoznawalny - uśmiechnął się - No więc wyszło na to, że spici w trzy dupy sobie przysnęliśmy. I nie było by w tym nic dziwnego, gdybyśmy rano nie obudzili się w jakiejś zatęchłej psiarni, na dodatek związani. Chwilę po tym wpadły do naszej izolatki Obijmordy tego Kwina. Nie omieszkali sobie pokopać leżących. No, ale nic. Wzięli nas do tego Kwina i tu się okazuje, że moi towarzysze najwyraźniej mózg zostawili na bankiecie, bo nie dość, że nic nie pamiętali to jeszcze dali sobie najgorszy kit wciskać. Ale Kwin najwyraźniej na to był dobrze przygotowany bo zaczął im tak prać mózgi, że aż włosy na głowie dęba stają. Kontynuować?
Istedd:
Przytłumiły go nie tylko kolejne promienie słoneczne, ale też dziwne uczucie ciężkości. Czuł osłabienie, jednak nie zamierzał machnąć ręką obojętnie na swoją misję. W końcu miał honor, a słowo dał, że dopełni polecenia króla. Obił się roztartą dłonią po policzkach i odetchnął. Wreszcie słońce schowało się za jedną z chmur dając błogi, upragniony cień na przypieczone główki grupy uderzeniowej. Najlepiej znosił to chyba Zeyfar, nie zaś z rosnącym mięśniem piwnym moczymorda, obecnie zaś jeden z 42 Jagerbóbrkommando - Bergard Bristedd. Zwrócił się do swych towarzyszy w słowach.
- Wojownicy ÂŚlimaczego królestwa i ty - mości bobrze. Poszukiwania nasze spełzną na niczym, jeśli stać będziemy tutaj. Ja niezbyt dobry w mowie, a w boju iście heroiczny, przyznam skromnie. Należy wyśledzić ślady ich pieprzonych zarodników wśród ślimakowej ludności. Podzielmy się może na dwoje, niechże każda grupa rozpocznie swe poszukiwania w innym miejscu. Więcej ślimaków uda się przepytać, a łatwiej tak wyśledzimy ślady po grzybach. Mości panowie, zgoda?
Hagnar Wildschwein:
//Diomedes
-Waść chyba też zmysły zostawiłeś na tym bankiecie. Marcel Kwin to szanowany obywatel... Idźże już lepiej swoją drogą panie.... Diomedesie, czy jak tam się pan zwiesz.- powiedział strażnik i machnął ręką.
//Ergard i Zeyfar
-Ok. Jak się dzielicie? Kto idzie z kim? Od razu napisz kto co przeszukuje, kogo pyta etc. (Oczywiście dowodzisz całą bandą więc możesz bez problemów kierować działaniem Wojowników ÂŚlimaka).
Tak na zdrowy rozsądek przeszukanie dzielnicy 1 grupą 12 osobową zajmie Wam jakieś 2 godziny. Do tego dochodzi fakt, że nie trudno, a szczególnie w takiej dzielnicy, nie dostrzec 12 chłopa pod bronią z zakazanymi facjatami.
Istedd:
Podzielił ich dość sprawnie, bo nie mieli obiekcji przed podporządkowaniem się bobrzej woli wspaniałego bohatera, jakim był nasz skromny pijaczyna. Nie był charyzmatyczny, ani gotowy do budowania wspaniałych planów godnych wielkich dowódców jak... jak z pewnością nie on! Potargał nieco czuprynę i przejechał dłonią po brodzie. W końcu wpadł na genialny pomysł złotego podziału.
- Rozdzielimy się na dwie grupy, każda po 6 osób. Ja wezmę pięciu z was - dzielni Wojownicy ÂŚlimaka. Bobrze, bracie mój, weź pozostałych i udaj się w przeciwnym od nas kierunku. Niechże woda zatamowana przez zapęd naszych żeremi prowadzi nas. - pobłogosławił i wyruszyli tak oto podzielenie. W końcu Zeyfar zniknął z pola widzenia, dość szybko więc rozpoczęto poszukiwania. Rozglądał się po mieszczanach, którzy unikaliby wzroku jego z przyczyny strachu... strachu przez odkryciem ich zdrady wobec Króla ÂŚlimaka. Zoczył tak pierwszego obywatela ÂŚlimakowa, którego gęba nie wskazywała na skutki nadużycia alkoholu, ale po prostu o wrodzonej chytrości. Zaszedł więc k' niemu i zatrzymał uściskiem żelaznej dłoni.
- Mości obywatelu, ÂŚlimaczego Królestwa. Nie wyglądasz dość... lojalnie wobec swej skorupki. Wobec tego wnoszę, napomnij przysięgę i prawdy, panujące w królestwie twym, abym jako Bobrzy Woj mógł wywiedzieć się, czy czasem żeś języka swego nie zdarł na lizaniu grzybowych ogonków. Wszak znana do prawda w świecie, że zdrajcy języka nie ujrzysz w powiecie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej