Tereny Valfden > Dział Wypraw

Czarcia Pieczara

<< < (3/30) > >>

Anette Du'Monteau:
-Więc ktoś poznał miejsce zamieszkania? Bo w innym wypadku to po cholerę się tu włóczymy. W celu odnalezienia domostwa zaczepiłem zwykłego przechodnia.
-Przepraszam pana, może wie pan gdzie znajduję się dom Marcela Kwina? - spytał uprzejmie mauren.

Hagnar Wildschwein:
//Człowiek zmierzył Cię podejrzliwym spojrzeniem, które mówiło mniej więcej "pojebało?!". Jednak po chwili zreflektował, że chyba nie do końca orientujesz się w okolicy, a ponad to wyglądasz na w miarę porządną osobę. Ot taką, z którą Marcel może mieć układy.

-Oczywiście szanowny panie, idąc tą aleją dotrze pan niezawodnie do alejki Brzozowej, a w niej samej piąte domostwo od prawej, jeśli mnie pamięć nie myli, to siedziba pana Kwina.- rzekł przechodzień i skłonił się nisko. Spojrzeniem zapytał czy to wszystko.

Istedd:
- Najlepiej jeszcze, jakby biegały skąpo odziane. - dopowiedział do wypowiedzi swojego kompana i zawtórował mu śmiechem. Kolejne jego słowa z wielką powagą zatwierdził kiwnięciem głowy i przytaknięciem tym samym. Przy czym innym wszak można było wznosić tak filozoficzne dysputy i wszelakie inne rozmowy, niż pełnej flaszeczce?
- Ja nie znam tego adresu, zapytać trza. - mruknął do Zeyfara. Widząc, jak ten zabrał się do roboty uznał, że sam też musi coś zrobić i zakręcił sobie wąsa. W końcu dzięki ich wspólnemu wysiłkowi dowiedziała się kompanija, gdzie wyruszyć.
- Chodźmy już, towarzystwo. Dzięki za pomoc, drogi człowieku, a teraz bywaj. - rzekł i ruszył w drogę wskazaną do alejki Brzozowej nie bacząc, coby oni chcieli zapytać jeszcze coś łyczka.

Anette Du'Monteau:
-Dziękuje panie, to by było wszystko. - odparł mauren i również się skłonił. Kompania szła tak jak mówił mieszczanin, prosto aleją przed nimi, aż do wspomnianej Brzozowej. Przyjrzeli się domom i sprawdzili, który to będzie piąty od prawej.

Hagnar Wildschwein:
//Wedle wskazówek człowieka dotarliście do owej alejki. Domów było tutaj od zatrzęsienia, większość dobrze utrzymana, a nawet zalatująca przepychem. Ach, jeśli coś zalatywało przepychem to piąty dom od prawej, mówiąc brzydko, cuchnął przepychem. W miarę zbliżania się do domniemanego domostwa Marcela Kwina dobiegał was stonowany gwar.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej