Tereny Valfden > Dział Wypraw
Młoty i kilofy
Anette Du'Monteau:
-Gordianie, zdecyduj w takim razie czy aby pomóc naszym nowym towarzyszom mamy czekać na posiłki z Valfden czy sami to sprawdzić. Wolałbym mieć jakieś zajęcie i pewność, że nie zgnuśniejemy siedząc w miejscu. Domyślam się iż musisz zastanowić się nad planem. Z całym szacunkiem jakim Ciebie darze i naszego gospodarza nie miałem nic złego na myśli. Po prostu bezczynność w takiej sytuacji źle na mnie wpływa. - mówił mauren.
Patty:
ÂŁyknęłam miodu, rozkoszując się smakiem. Jeśli jest jakaś rasa, która osiągnęła mistrzostwo w gorzelnictwie to są to właśnie krasnoludy. A z pewnością nie Turdnaszanie..., przemknęło mi przez myśl. Przypomniałam sobie, co pijano w Ketofie, a także z czego to pędzono. Skrzywiłam się momentalnie i wychyliłam jednym haustem zawartość kufla, odchylając głowę do tyłu.
- Spokojnie, maurenie. Nigdzie się nam nie śpieszy. Doceńmy gościnność naszych gospodarzy i wypijmy za nich! - Uniosłam ponownie napełnione naczynie, oczywiście wyśmienitym, krasnoludzkim miodem.
Anette Du'Monteau:
-Doceniam ich gościnność Patty, jednak jak już wspomniałem lubię działać. Niech Gordian zdecyduje czy próbujemy na własną rękę czy czekamy na posiłki. Wtedy będziemy mogli przygotować jakiś plan. - odpowiedział poważnie kruk.
Gordian Morii:
Krasnolud usiadł i rzekł do Zelerisa. - Nasze pierwsze spotkanie ze Złym miało miejsce kilka wieków temu, i to nasi ojcowie jakimś cudem pokonali bestię, która przez długi czas nie dawała oznak życia i mimo, że wiedzieliśmy że nie zginęła nie lękaliśmy się jej. Nie jestem jednak w stanie odpowiedzieć Ci jak została pokonana gdyż nawet wnuki tamtych wojowników już od dawna śpią snem wiecznym w kurhanach. Atak przed pięcioma laty był już nieco inny. Bestia stanęła u wrót Hudina próbując wejść do środka. My zabarykadowaliśmy się lecz z racji tego, że drzwi nie sposób było otworzyć nie mogliśmy nic zrobić. W pewnym momencie słychać było tylko huk i po jakimś czasie głuche uderzenie o dno jaskini. - na pochwałę barona krasnolud tylko uprzejmie skinął głową.
-Nie ma mowy Zeyfarze, nie zejdziemy w czeluści bez odpowiedniego zabezpieczenia będę musiał poradzić się króla i prosić go o pomoc. Wtedy wrócimy i będziemy mogli sprawdzić czym jest bestia. Oczywiście nie mogę zabronić nikomu samotnej eskapady, ale żal byłoby narażać twe młode jeszcze życie maurenie.
Lees:
- Dobry wojownik to żywy wojownik - mruknął Lees pod nosem. Wysączył ze swojego pucharu łyk miodu i zaczął delektować się jego smakiem. Atmosfera była bardzo luźna jak to na ucztach. Bestia z którą prawdopodobnie będą walczyć będzie nie lada wyzwaniem, ale mając po swojej stronie takich zaprawionych w bojach poszukiwaczy przygód Lees wiedział, że łatwo skóry nie sprzedadzą.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej