Tereny Valfden > Dział Wypraw
Tajemnice Starożytnych IV - Klucz ÂŻycia
Anette Du'Monteau:
Ludzie pierzchali z zamku wprost do lasu. A tam nasze ostrza tylko czekały, żeby nurzać się w ich krwi. Bractwo co prawda miało zasadę o równym traktowaniu wroga, ale dla tchórzy nie było miejsca. Ich miał spotkać jedynie zasłużony koniec. Właśnie w tym momencie wybiegłem przed jednego z nich i szybkim kopniakiem w klatkę pozbawiłem tchu. Nie zastanawiając się za bardzo nad kolejnym ruchem wbiłem ostrze prosto w jego gardło. Klinga przeszła na wylot. Mężczyzna zaczął się krztusić własną krwią. Pociągnąłem miecz do siebie wyjmując go z krtani biedaka.
Kolejny dezerter przyglądał się mojej walce z odległości jakiś czterech metrów. Nie mogłem pozwolić, a żeby uciekł dalej. Tym razem prostym ruchem celowałem w twarz. Mimo paniki cios został z łatwością odparty. Potem jego panika zmieniła się w niemal desperację dodając człowiekowi nadludzkiej siły. Nagle poczułem za sobą drzewo. W mgnieniu oka padłem na ziemię. Dało się usłyszeć na moją głową jak jego broń wbija się w twardą korę. Przesunąłem własną klingę tak, że sztychem była skierowana w stronę łokcia. Z tak ułożoną bronią wyskoczyłem w górę tnąc od pasa wzwyż. W chwilę potem nie czułem żadnego oporu stawianego mojemu mieczowi. Przeciwnik utkwił we mnie martwym wzrokiem i powoli opadł na kolana, a potem jego rozcięta twarz wylądowała w trawie.
27/75
Elrond Ñoldor:
Niko nie czekał długo na kolejnego przeciwnika, który o dziwo go zobaczył. Ale zamiast ruszyć do ataku na wampira, zaczął uciekać. Nikolai chcąc nie chcą musiał rzucić się w pościg za ofiarą. Ociężały żołnierz nie mógł być przeciwnikiem dla szybkiego wampira. Wprawdzie nie mógł go również słyszeć. Nikolai zgrał swoje kroki razem z krokami ofiary raz po raz znikając pod osłoną nocy. Uciekający nieszczęśnik raz po raz odwracał się by ujrzeć swojego zabójcę i to było dla niego przekleństwem. W pewnym momencie zahaczając o drzewo przewrócił się. Wampir wykorzystał to i przebił mu głowę sztyletem. Następnie usiadł w wygodnej pozycji, podciągną do siebie człowieka i wgryzł mu się w tętnicę szyjną pijąc życiodajną ciecz. Chwilowe zniknięcia nadwątliły jego siły...
Wojownicy zgromadzenia - 26/75
Mogul:
Do chłopaka podbiegł kolejny wojownik. W jego oczach było widać strach, przerażenie. Wampir uśmiechnął się. Już ma nad nim przewagę. Prawą nogą zrobił krok w tył. Złapał miecz w dwie ręce opuszczając ją. Wróg pędził na niego nie zdając sprawy co jego czeka. Gdy znalazł się na odległość broni chłopak ciął dołem z całej siły. Atak wrogowi rozciął lewą pierś i cały podbródek. Wróg upadł lecz nie zginął. Ocian podszedł do niego spokojnym krokiem chcąc go dobić. Tu był jego błąd. Kolejny przeciwnik natarł na niego barkiem. Chłopak upuścił miecz i stracił równowagę. Lecz na szczęście wojak nie skorzystał z okazji. Patrzał się na niego drwiącym wzrokiem czekając na ruch Ociana. Idiota pomyślał chłopak. Wyciągnął swój sztylet po czym błyskawicznie pojawił się przy wojowniku. Podciął mu nogę. Ten upadł. Chłopak nie czekając wycelował w szyję. Szyderczy śmiech był ostatnią rzeczą którą wojownik zrobił. Ocian podniósł swój miecz leżący nieopodal i wykończył wcześniejszego wroga...
Wojownicy zgromadzenia - 24/75
Eric:
Diomedes wykręcił mieczem w powietrzu i kątem oka zauważył małą grupkę wojowników. Doskoczył do nich w kilka sekund i wyprowadził prostopadłe cięcie na jednego z trzech przeciwników. Ten, nim zdążył się zorientować, że został zaatakowany, leżał już w kałuży krwi martwy. Dwóch pozostałych rzuciło się jednocześnie na Diomedesa. Mężczyzna zręcznie uskoczył przed oboma przeciwnikami i podłożył jednemu z nich nogę. Ten runął na ziemię bez żadnych ceregieli, a Diomedes korzystając z okazji przebił go na wylot. Wyciągnął miecz i spojrzał przenikliwie w oczy ostatniego z wojowników. Zanurkował pod jego młynkiem i uderzył z prawej strony na żebra przeciwnika. Ten zdołał uskoczyć, co jednak wytrąciło go z równowagi. Tym razem Diomedes również wykorzystał nadarzającą się okazję i przebił przeciwnika swym mieczem.
Wojownicy zgromadzenia - 21/75
Patty:
Zaatakowałam kolejnego przeciwnika, tnąc pewnie z góry. Klingi zadźwięczały, cofnęłam się lekko, nie chcąc walczyć tylko na siłę. Wywinęłam się piruetem, uderzając wściekle raz za razem. Kiedy stanął na przeciw mnie, szybko przerzuciłam broń do lewej dłoni. Wojownik, który właśnie zamierzał parować na prawo nie zdążył się zorientować, gdy ostrze rozpłatało mu czaszkę. Zalany krwią, zwalił się na ziemię. Bez czasu na odsapnięcie natarł kolejny członek zgromadzenia. Odruchowo przetoczyłam się po ziemi, znajdując się w znacznej teraz odległości od niego. Zaatakowałam gwałtownie, wyprowadzając serię szybkich, lekkich cięć. Wróg nie nadążał z tempem, zaczął się cofać. Kiedy złożył się do bloku, zmieniłam chwyt na rękojeści, wykonując sprawnie długie przejście. Zgrabnie wyminęłam paradę przeciwnika, potężnym sztychem wbiłam miecz w brzuch przeciwnika. Nie dając mu dodatkowego czasu, przekręciłam miecz, tnąc wnętrzności. Wróg stęknął, upadając na ziemię. Skrzywiłam się, rozglądając za następnym.
Wojownicy zgromadzenia - 19/75
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej