Tereny Valfden > Dział Wypraw

Tajemnice Starożytnych IV - Klucz ÂŻycia

<< < (8/90) > >>

Hagnar Wildschwein:
-Zelerisie... Ja żyję w przekonaniu, że do własnego gniazda się nie sra, ani srać się nie pozwala.- odparł krasnolud.
-Nie ucz mnie kurwa jak żyć i w co wierzyć. Nie mów co to jest śmierć z honorem jeśli ty honor utraciłeś. Z tego co widzę na dobre- rzucił do młodego wampira i rozpiął pas, by podczas wybijania kłów Ocianowi nie rozbić swojego miodu

Patty:
- Diomedes, czyż nie? - Spytałam raczej retorycznie - Używając tego określenia, słownie ujęłam to, czego Ocian nie zrobił. Po prostu określiłam pewne... można by rzec, niedopowiedzenie. Ale nawiązując do twych słów, mianowicie mierzi mnie twa postawa. Nie odrzucasz człowieczeństwa? Jeśli tak, to w imię czego?

Mogul:
Chłopak chciał odpowiedzieć milczeniem. Nie ruszył się o cal. Po chwili nie wytrzymał i rzekł:
- Nie Tobie dane oceniać czy straciłem honor czy nie. Jeśli tak twierdzisz wytłumacz mi jak honor utraciłem i co to dla Ciebie honor?

Eric:
- Powiedzże zacny krasnoludzie kto Cię tu uczy jak żyć? Ocian wyraził jedynie swój światopogląd. Nie bądźże taki krytyczny wobec wszystkiego co nie jest zbliżone do krasnoludzkich obyczajów... - rzekł spokojnie i z szacunkiem Diomedes, po czym zwrócił się do Patty
- Panienko - bądź co bądź człowieczeństwa nie da się odrzucić całkowicie nawet stając się wampirem. Możesz nazwać mnie słabym człowiekiem, ale pragnę potęgi, nieśmiertelności i kompanów, którym będę mógł życie powierzyć. Nie odrzucam człowieczeństwa, a przynajmniej nie całkowicie. Człowieczeństwo to nie tylko przynależność do tejże rasy, ale charakterystyczne cechy. Zdziwiłabyś się jak wielki ogrom ludzi tychże charakterystycznych cech się wyzbywa, byleby tylko powiększyć swój majątek i wpływy... To smutne, acz prawdziwe, przyznasz mi rację?

Hagnar Wildschwein:
-Honor wampirze? Cieszy mnie, żeś mnie zapytał o wytłumaczeni. Oto jest kwintesencja honoru i obyczajów, które kocham i wyznaję- mówił zbliżając się do Ociana. Po drodze zrzucił z rąk rękawice i wyszczerzył zęby. Kiedy już parł, zdecydowany i całkowicie zdeterminowany, na wampira rozprostował ręce, aby stawy i mięśnie lepiej pracowały. Nie wahał się długo więc jak tylko zbliżył się do krwiopijcy, który dumnie reprezentował poglądy, które według brodacza zatracił w swej przemianie i ostatnich słowach, wyprowadził cios pod żebra, nie wkładając weń dużych pokładów siły. Kiedy Ocian zgiął się wpoły Domenic ostentacyjnie walnął prawą pięścią w twarz rozmówcy...

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej