Tereny Valfden > Dział Wypraw
Tajemnice Starożytnych IV - Klucz ÂŻycia
Patty:
- Zasadniczo nie jestem z tego dumna. Lubię walczyć, ale nie zabijać. Teraz przeważyły instynkty. Ale dziękuję - Zapatrzyłam się w dal, rozmyślając nad nie tak dawną, choć niechętnie wspominaną wczesną młodością.
Eric:
Diomedes obudził się. Okazało się, że zasnął na polanie, tuż przy kociołku Zeyfara. Zaśmiał się zdając sobie z tego sprawę i rozglądnął się po obozie. Zajrzał też do kociołka. Na jego dnie było jeszcze trochę bulionu. Diomedes nałożył go sobie i skosztował. Mimo, że był zimny to wciąż był to raj dla podniebienia. Po zjedzeniu małej porcyjki posprzątał po sobie i wstał. Rozglądnął się za Flamelem, w końcu pozostali tu tylko po to, żeby zbadać świątynię, a to właśnie mag miał dowodzić ekspedycją.
Mogul:
Młody wampir obudził się. Jednak nie czuł się dobrze. Nastał dzień, najgorszy czas dla wampira. Chłopak ociągając się założył maskę i wyszedł ciężkim krokiem z namiotu. Dzień, czemu to słońce musi świecić - pomyślał. Jednak wiedział czemu ono świeci. Gdyby przestało oznaczało by koniec dla tego wszystkiego co zna. Rozejrzał się po obozie. Spotkał wzrokiem nieopodal stojęcego Diomedesa więc podszedł do niego.
-Witaj Diomedesie. Jak noc? Nie widziałem byś wchodził do namiotu...
Elrond Ñoldor:
Dziwną porę wybrali wszyscy do podróżowania. Według wampira powinni podróżować w nocy. Dla wampirów robiło to ogromne znaczenie, natomiast reszta równie dobrze mogła funkcjonować tak samo w dzień jak i w nocy. Oczywiście jedynym mankamentem była ograniczona dla nich widoczność.
Chcąc nie chcąc musiał przespać kawałek nocy by mieć siły na przymulone funkcjonowanie w dzień. Przed wyjściem na promienie upił trochę krwi z flakonu, a następnie założył maskę szczelnie okrywającą jego całą twarz. Sprawdził mocowania swojego całego pancerza. Każdą wzmocnioną płytkę, każdy pasek. Na koniec wypolerował miecz, sprawdził jego mocowanie na plecach i robiąc lekki ruch nadgarstka wsadził go na swoje miejsce. Zawsze wolał nosić go przy boku, ale umiejscowienie na plecach dawało przewagę.
Wampir ujrzał Domenica. Nie zważając na to czy śpi czy nie śpi, zaczął do niego mówić.
- Wiesz drogi krasnoludzie? My wampiry jednak lepiej potrafimy wyciągać informacje od innych. Niekiedy wystarczy samo spojrzenie by język naszego rozmówcy ruszał się szybciej od prędkości z jaką myśli...
Dragosani:
Z jednego z namiotów wygrzebał się Zeleris. Ostatniej nocy musiał być wyjątkowo zmęczony, gdyż nie pamiętał nawet kiedy się położył. Nie ma co się dziwić. Najpierw epicka wyprawa po zioła, a niemal natychmiast potem długa i mozolna jazda konna. I na końcu walka z konnymi napastnikami. Mag poprawił szatę i rozejrzał się po obozie. Wszyscy powoli dawali oznaki życia.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej