Tereny Valfden > Dział Wypraw

Tajemnice Starożytnych IV - Klucz ÂŻycia

<< < (48/90) > >>

Eric:
Mężczyzna napawał się krótką chwilą, w której pokonał swego przeciwnika, ale wiedział, że nie może dłużej zwlekać. Odwrócił się na pięcie i pomknął w kierunku następnego konnego. Zaskoczył go atakiem z boku i zepchnął przeciwnika z konia, na którego sam skoczył. Kopnął konia mocno w podbrzusze. Rumak ruszył i stratował przeciwnika. Tym razem Diomedes obszedł się bez użycia miecza. Jednakże drugi przeciwnik już galopował w jego kierunku. Mężczyzna zostałby stratowany gdyby nie to, że rzucił swym mieczem w kierunku nadbiegającego rumaka. Ten - aby uniknąć śmiertelnych ran musiał gwałtownie zmienić kierunek galopu. Przy tym niemalże się wywrócił, zrzucając z siebie jeźdźca. Diomedes poderwał się i pobiegł w kierunku swojego miecza. Udało mu się go chwycić zanim napastnik zbliżył się dostatecznie aby doszło do walki. Diomedes na początku tylko parował ciosy i ich unikał - czekał na dogodny moment na kontrę. W końcu gdy nadarzyła się sposobność kopnął swego przeciwnika kolanem w brzuch i przebił go swym mieczem.

3/30 (poprawiłem)

Anette Du'Monteau:
Tym razem przeciwnik okazał się dość sprawnym szermierzem. Napierałem na niego celnymi i mocnymi uderzeniami. Brnąłem naprzód pewnym i wolnymi krokami gdy on się cofał. Widać ten człowiek nie czuł się już tak pewnie nie będąc na grzbiecie wierzchowca. Teraz! - krzyknąłem na członka zgromadzenia. Zdziwiony spojrzał na mnie. Wykorzystując tę chwilę konsternacji podciąłem go nogą. Jednocześnie sam wykonałem specjalnie upadek i z ziemi wykonałem uderzenie, które miało pozbawić go nogi. Jednak rozciąłem tylko tętnice ale i to wystarczyło. Pozwoliłem, żeby powoli się wykrwawił. Gdy wstałem ktoś mnie złapał za ramię i pociągnął w tył. Był to inny napastnik. Pamiętając słowa Aragorna podczas marszu postanowiłem go oszczędzić. Zdzieliłem go płazem w łeb. Nieprzytomny człowiek padł na ziemię.
1/30
Jeden jeniec

Mogul:
Chłopak rozejrzał się za kolejnym przeciwnikiem który stał kawałek od niego. Gdy go znalazł opuścił dłoń. Podbiegł kawałek i korzystając z rozbiegu walnął go butem w kolano. Ten padł na ziemie zaskoczony. Miał złamaną nogę. Chłopak pchnął go dokańczając dzieło. Wyprostował się dumnie rozgladając się.

0/30
Jeden jeniec

Hagnar Wildschwein:
//Na chwilę Was samych zostawić...
-Napierdalamy!- krzyknął krasnolud kiedy jeden z pozostałych konnych przeskoczył nad niewielką skałą, za którą odpoczywał po trudnym zadaniu rozbicia obozu. Jeździec z wprawą lawirował między namiotami aż zatrzymał się pod szeregiem wozów. Wtedy Domenic dopadł do niego i z trudem unikał sypiących się na niego ciosów przeciwnika. W większości miał więcej szczęścia, bo przez swój wzrost razy konnego nie dosięgały go. Zdobył się na cios i z potężnym zamachem znad lewego ramienia wyładował swoją energię na wierzchowcu niosącym jego przeciwnika. Zwierze nie było na tyle wytrzymałe by w konwulsji bólu nie zrzucić dosiadającego je wojownika. Kiedy ten gramolił się na ziemi brodacz z wyraźną radością i wyższością dobiegł. Nim biedak zdążył wstać Domenic dosłownie rozgniótł mu czaszkę, a obuch jego młota zabarwił się na bordowo...
2\30

//Do usunięcia, nie daliście nic zabić koksy...

Eric:
Diomedes otarł pot z czoła. Spodziewał się, że konni okażą się nieco lepszymi przeciwnikami. Podszedł do jeńca, którego obezwładnił Zeyfar. Przyjrzał mu się trochę po czym zwrócił się do przyjaciela:
- To może wrócimy do świntuszenia sobie? - po czym zaśmiał się.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej