Tereny Valfden > Dział Wypraw
Zemsty smak
Elrond Ñoldor:
Nie było innej możliwości teraz jak uszyć za elfem. Ruszyć szybko, biegiem, wykorzystując całą swoją wampirzą naturę. Nieśmiertelni puścili się ze zamaskowanym. Wilkołaka o znanym nazwisku nie było sensu szukać, natomiast Strażnik Równowagi i księga którą dzierżył mogli być przydatnymi informacjami.
Nikolai wiedział w duchu, że pętla zła zacieśnia się wokół Sabatu, że ktoś pragnie ich zniszczyć. Trzeba było się tylko dowiedzieć kto. A jak i to nie uda się Wampirom, trzeba niezwłocznie poinformować o wszystkim Gunsesa...
Gunses:
Postać przesuwała się pośród drzew niczym duch. Tylko dzięki waszej naturze i nocnej porze mieliście szanse, by nie zgubić go z zasięgu wzroku. Wasza natura pozwalała wam na szybkie i ciche przeczesywanie lasów. Postać wkroczyła w małą kotlinkę. Zauważyliście, że spomiędzy traw wystają resztki murów. Po środku stała mała i obtłuczona dawna fontanna. Było sporo spękanych i samotnych kolumn, kilka krużganków. I dość dużo jam i grot, dawniej będących zejściami do piwnic. Mężczyzna stanął po środku i zaczął nucić melodię. Skryliście się za drzewami. Zauważyliście jak z nor i jam zaczynają wychodzić mutanty. Były mocno zmarnowane. Zmęczone, słaniające się na nogach. Przypatrzyliście się im. Większość na nadgarstkach, kostkach i wokół głowy miała silnie poparzone miejsca. Wszystkie mutanty były brudne od krwi i błota. Włosów nie miał żaden. Wszystkie były nagie. Powoli z zaufaniem i życzliwością zbliżały się do nucącego mężczyzny jak do ojca. Czarna księga zawirowała i uniosła się w górę. Mężczyzna wyłamał palce i gwałtownie wyprostował ręce. Pierwsza dwójka mutantów wręcz eksplodowała wybuchem od środka. Następnie ręce wyrzucone zostały na boki, a z środków dłoni wybuchł strumień ognia trawiący kolejną trójkę. Mężczyzna odwrócił się w stronę wystraszonych i szukających ucieczki mutantów. Ruszył jedną dłonią. Podmuch wiatru zdmuchnął kolejną trójkę i uderzył ich ciałami o reszki muru uśmiercając całą trójkę. Jeden z mutantów upadł na kolana tuż przy zamaskowanym. Mamrotał coś nieskładnie. Mężczyzna wyciągną ku niemu dłoń i gwałtownie rozłożył palce. Trzask wszystkich łamanych kości przeszył was na wskroś...
Na placu pozostały trzy mutanty. Jedna kobieta i dwójka mężczyzn. Kiedy to zdradziła was kuna, która wyczuwając waszą naturę z piskiem uciekła. Postać na środku rozpłynęła się w powietrzu, kilka listków niesionych powiewem dotknęło waszych stóp, po czym mężczyzna znowu się pojawił na swoim miejscu.
- Zapraszam... - zawołał.
Elrond Ñoldor:
Nikolai ruszył. Czujnym wzrokiem omiatał wszystkie postacie. Mutanty, które nie zdążyły jeszcze uciec i Strażnika Równowagi. Nieśmiertelny wiedział, że nie sposób było z nim wygrać. Wystarczyłoby że tamten złoży w dziwny sposób ręca, a tkanki Wampira upięknią ruiny, zanim ten zdąży zrobić trzy kroki...
Mogul:
Ocian ruszył bez słowa za Nikolaiem Był czujny i zaczął rozmyślać. Było by za ciężko gdyby spróbować walczyć. Trzeba teraz bardzo uważać. W czasie marszu zastanawiał się nad tym wszystkim. Wilkołak, nigdy wcześniej nie widział takiego. Pewnie nie miałby szansy w starciu z jednym z nich. Jeszcze ten mag. Niewątpliwie był potężny.
Gunses:
- Nikolai i Ocian - rzekł głosem modulowanym przez maskę - Miło mi was znowu widzieć. ÂŻe też wy musieliście za mną podążać. Tak mało o mnie wiecie. Tak bardzo mało... - księga lewitowała dookoła postaci. Mutanty nie wiedząc co robić ruszyły do ataku na Wampiry, jednakże zamaskowany władczym ruchem ręki zabronił im ataku. Czekał na waszą reakcję.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej