Tereny Valfden > Dział Wypraw
Zemsty smak
Gunses:
//Tak tak. Na tym polega zadanie, że sami je wykonujecie. Ja piszę tylko o znaczących faktach. Ocian, prowadź.
Mogul:
W dziurze było dosyć ciemno, słabe światło które dostawało się przez dziurę nie dawało praktycznie nic. Lecz z oczywistych powodów wampirom to nie przeszkadzało. Chwilę drogi naprzód i trafili na stertę ubrań i połamanych beczek. Ocian spojrzał się na Nikolaia, podszedł do rzeczy szukając czegoś ciekawego. Po chwili "plądrowania" wstał, wzruszył ramionami i podążył dalej ze swoim bratem. Skręcili. Korytarz teraz biegł prosto. Podróż przez niego był bardzo nie przyjemny jak to w kanałach bywa. Zapach zgnilizny, butwiejacych desek i szczątek szczurów był szczególnie dokuczliwy przy wyczulonych zmysłach wampirów. Do nieprzyjemnych uczuć dochodziło wrażenie że nieśmiertelni nie są sami. Woda siegala wampirom po kostki. Po chwili dokuczliwego marszu znaleźli się na rozstaju. Ocian szeptem powiedział:
- No, ten tunel z prawej wiedzie na zewnątrz, stamtąd przyszedłem. Idziemy prosto. Usłyszałem tam brzdęk metalu. I ruszyli dalej przed siebie ostrożnie stawiając każdy krok...
Elrond Ñoldor:
Nikolai ubezpieczał tyły. Był czujny, często odwracał się za siebie. Miecz już przed wejściem do kanałów spoczywał w jego dłoni. Cichy chlupot ich stup odbijał się od kamiennych ścian. Mącił w głowie, w nozdrzach, niemiłe uczucie ogarniało Nieśmiertelnych. Bo czy miłym można nazwać uczucie moczenia nóg w brudnym i cuchnącym szmale? Wampiry wyczekiwali na najgorsze...
Gunses:
Korytarz do którego wkroczyliście był suchy. Kilka dodatkowych stopni wyniosło was ponad poziom wody. Nie było tutaj czuć zgnilizną i fekaliami, tak mocno jak w poprzednim odcinku drogi. Zatknięte w żelaznych ramionach paliły się pochodnie rzucając rozchwiane promienie na dość dobrze zadbany korytarz. Było tutaj dziwnie przyjaźnie. Ocian pamiętał, że dźwięk dochodził z odległości około 30 kroków od rozwidlenia. Po przebyciu takiej odległości w ścianie bocznej podziemnego korytarzyka zamajaczyły się w blasku pochodni drewniane drzwi. Ku waszemu zdziwieniu drzwi były ciosane z nowego drewna...
Mogul:
- Mniej, więcej z tej odległości dobywał się dźwięk metalu. Dziwne, te drzwi wyglądają na nowe. Sądzę że jesteśmy na dobrym tropie. Znikamy i wchodzimy? - Powiedział Ocian szeptem, po czym od razu rozpłynął się w powietrzu...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej