Tereny Valfden > Dział Wypraw
Mądrość i Prawda
Hagnar Wildschwein:
-Oj widzę, że wiedzie ci się elfie i to dostatnio, ale wybacz, bo ja sukni nie przyodzieję- zaśmiał się życzliwie krasnolud. Aż miło było wspomnieć liczne wyprawy przebyte w towarzystwie tego długoucha, którego pamiętał jako elfa Gordiana, mistrza łuku, który zawsze gotów odstrzelić był to, czego topór krasnoludzki nie dosięgnął... Piękne to były czasy.
-Piękne to były czasy, ale czas żyć tym co teraz i nie rozpierzchać myśli niemrawych nad beczką miodu, co się rozlewa, a miód cieknący spijać...- niemal filozoficznie zaakcentował problem teraźniejszości ze wskazaniem na pustą sakwę.
-Gordianie, teraz zapytam jak przystało na starego wyjadacza, którego znasz od lat... Mówią wokół, że rzeź się szykuje, że magowie straszne wyprawy urządzają, a ty doskonale wiesz jak ja w takie gadania wierzę. Co innego, gdyby Gunses mi tak zaczął rozprawiać, bo przez szacunek bym wysłuchał. Wiadomo jednak nie od dziś, że ziarno prawdy, lub jak wolą goryczy w piwie pływa i na zbyt gorzki smak narzekać można. O co chodzi z tą zbrojną bandą i za czym ty nas prowadzisz kamracie?
Gunses:
- Mam gorsze przypuszczenie. ÂŚmiem twierdzić, że owa pracowania obłozona jest niewidzialną barierą lub znajduje się pod ziemią. Jednak języka nie zaszkodzi zasięgnąć. Te żywe demony, to przemienieni ludzie i elfy. Porwania nie wzrosły o pędź w ostatnich latach, a te osoby tam są przemieniane. Zapewne siłą. ktoś więc ich werbuje i to pewnie nęcąc miłym i dobrze płatnym zajęciem. I to mogą wiedzieć ludzie... - rzekł Gunses i skierował wzrok na wóz, z którego dobiegło go jego imię. Wyostrzone zmysły jak zwykle dawały duże pole do popisu - Kontynuując. Trzeba zmobilizować kogo tylko można. Najlepiej Wampiry i ewentualnie zaufanych Magów. Nie chcemy wszak rozgłosu, ale trzeba coś przedsięwziąć.
Vitnir:
- Też słyszałem wymieniane twoje imię na przedzie, może powinniśmy się tam zbliżyć, dowiedzieć się kto obgaduje - dodał z lekkim uśmiechem: a rozmowę, chyba lepiej dokończyć na łamach zaufanych w naszej siedzibie. Aerandir poczekał na ruch towarzysza zanim wyruszył.
Dragosani:
Flamel przyjął butelkę od krasnoluda i otworzywszy ją pociągnął solidny łyk. Milczał chwilę, olewając wypowiedź Reverta.
- Może i trochę racji masz. To znaczy, może twój mentor, miał trochę racji. - odpowiedział. - Lecz, po co się spieszyć? Ostatnio moje życie było nieco... zaganiane, więc teraz pragnę trochę stabilizacji. Gdy uznam, że warto iść dalej, z pewnością zrobię ten krok. Nie sądzę by było to trudne, skoro już dostałem propozycję święceń na maga... Zresztą, mniejsza z tym. - znów napił się chmielowego napoju.
- A co do Myrtany... Przyznam że nie mieszkałem tam zbyt długo. W wieku siedmiu lat musiałem opuścić rodzinne strony. Przez zrządzenie losu zostałem uznany za pomiot ciemności. - uśmiechnął się ironicznie. - Widocznie tępy, wiejski motłoch tkwił w zabobonach.
Altair:
Altair jechał równo z innymi, jednak zdawał się być nieobecny wśród nich. Był zamyślony i nie docierały do niego żadne sygnały z zewnątrz, a i również jego nikt nie zauważał. Kiedy jednak wyrwał się z zadumy i spojrzał w swoje prawo, zobaczył maurena, którego widział już gdzieś w karczmie.
- Malowany człowiek - powiedział głośno sam do siebie. - Czy pochodzisz z Varantu, maurenie?
Rzucił w kierunku Zeyfara, którego imienia wówczas nawet nie znał...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej