Tereny Valfden > Dział Wypraw
Mądrość i Prawda
Gordian Morii:
Gordian ściągnął wodze i zrównał się z wozem na którym beztrosko podróżował krasnolud. - Pytasz co się ze mną działo? Zacznę od początku. Gdy się poznaliśmy byłem już magiem chociaż starałem się kryć swe umiejętności najlepiej jak się to tylko dało co jak sam możesz przyznać świetnie mi wychodziło. Gdy przybyłem na Valfden razem z moimi przyjaciółmi założyliśmy nieoficjalną Gildię magów i ruszyliśmy z tym do Isentora by poprosić o nadanie terenów na uniwersytet. Gdy otrzymaliśmy to co chcieliśmy ja postanowiłem przeczekać całe zamieszanie związane z budową gmachu, kryjąc się pod kapturem elfiego łucznika, jako którego mnie poznałeś. Potem była wojna jak sam wiesz i obaj współzałożyciele gildii zginęli pozostawiając gildię na mojej głowie a właściwie na głowie pewnego zarządcy, którego uczyniłem swoją prawą ręką do momentu ukończenia prac. Tak się nieszczęśliwie złożyło, że biedaczek zapadł na zapalenie płuc pół roku przed zakończeniem prac i zeszedł z tego świata nim mi o tym doniesiono. Od tego czasu Gildia została na mojej głowie. Gdy ją przejąłem pozostało mi tylko pełnić pieczę nad budową zabudowań dla służby i uroczyste otwarcie Gildii. Wtedy też ujawniłem się jako mag.- mówił - Moją skórzaną zbroję musiałem odrzucić przywdziewając szaty, które wbrew pozorom są bardzo wygodne.- uśmiechnął się.
-Zmuszony byłem porzucić Oterio, które beze mnie i bez Grisona, który dwa lata temu przepadł bez śladu po prostu padło. Puste zamczysko przejął Aragorn, który urządził tam sobie swoją siedzibę otrzymując nasze dawne tereny w lenno od króla podczas mianowania go na barona.
-Ja jako przywódca Gildii zostałem mianowany hrabią otrzymując tereny na wschodzie wyspy. Moje ziemie graniczą teraz z ziemiami Efehidonu i hrabstwa Revar należącego do jadącego z nami Gunsesa. Więc jak sam widzisz z elfa wędrowca w kilka miesięcy przekształciłem się w potężnego Arcymistrza Sztuk magicznych z dostojnym tytułem hrabiego Larkos.
Vitnir:
Aerandir prowadził konia na równi z towarzyszem rozmowy: Prosty lud uzna to za wampiry, mimo iż my pomagamy im. Chłop czy przeciętny mieszkaniec nie ma czasu na szukanie prawdziwych informacji w plotkach, ma już nadto zajęć, praca, nieraz opieka nad rodziną. Trzeba jak najprędzej zająć się tymi bestiami, bo może z tego wyniknąć coś co będzie dotyczyć nas bezpośrednio. Po tych słowach popatrzał się do przodu, by zmierzyć odległość od reszty.
Gunses:
- Do tej pory nie było o to obaw - wznowił rozmowę Cadacus - Kończy się jesień. Przez ostatnie trzy miesiące panowało słońce, dzięki czemu Nowonarodzeni wychodzili po zmroku na pola Atusel. Ludność nie mogła ich dostrzec, skradali się, zaskakiwali, napadali samotnych. Teraz przychodzi zima. Miesiąc ciemności. Obawiam się, że te monstra zaczął pojawiać się również w godzinach, kiedy ludzi będzie dużo. Wtedy mogą zostać rozpoznani. Jednakże zawsze towarzyszyła nam nadzieja, że są to osoby zarażone wampiryzmem. A więc umrą po kilku tygodniach. Towarzyszy im wielka wściekłość i nieograniczony głód, którego nie mogą zaspokoić nawet pijąc krew. Reasumując, ich organizm sam się zjada nie znajdując pożywienia nawet w spożywanej krwi. Nie zostawiają żywych ofiar, więc nie rozprzestrzenia się to na większą skalę. Ktoś nad nimi manipulował, przez to są zarażeni i tacy agresywni. Chyba, że ktoś potraktował ich srebrem... Niemożliwe. Ale masz rację. Trzeba się tym zając czym prędzej. Zwłaszcza, że za swoje stanowisko łowieckie obrali Atusel. Przypuszczam, że właśnie w okolicach tego miasteczka znajduje się jakieś laboratorium...
Anette Du'Monteau:
Spokojnym tempem przemierzałem odległość, która dzieliła nas od celu. Trwając tak w ciszy wsłuchiwałem się w słowach innych. Historie z przeszłości, polityczne myśli, inne wymiary. Można by tak wymieniać bez końca. Szkoda, że większość ludzi nie potrafiła się wsłuchać w to co ich otacza. Być może wtedy by więcej zrozumieli. Nie tylko swoje środowisko ale także samych siebie.
Pogrążony w dalszych rozważaniach nie specjalnie przejmowałem się resztą. Byłem jedynie ciekaw co nas czeka już na miejscu. Mądrość i prawda...te słowa mogły znaczyć tak wiele...
Vitnir:
- Okolice Atusel z powodu lasów nie są łatwym miejscem do poszukiwań, jeśli nie ma się jakichkolwiek wiadomości o możliwym miejscu pobytu tego rodzaju naukowca, ale z drugiej strony jesteśmy na wyspie ciężko tu być przez dłuższy czas niezauważonym. Myśliwi i rybacy mogą być najlepszymi informatorami, dużo widzą w swej pracy, jedni wśród lasów, drudzy przybrzeżne jaskinie. Aerandir ciągnął rozmowę dalej, patrząc od czasu do czasu na wóz przed nimi i na sylwetki towarzyszy.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej