Tereny Valfden > Dział Wypraw

Mądrość i Prawda

<< < (15/74) > >>

Gunses:
- Każdy ma swą przeszłość, która usilnie rozlicza nas z każdej nowej decyzji. Każdy jest więc więźniem swej przeszłości. Najważniejsze, żebyśmy umieli żyć tak, aby nie wstydzić się swej historii - rzekł Wampir

Gordian Morii:
Gordian jechał osamotniony drzemiąc w siodle. Równy chód konia bardzo uspakajał i wyciszał toteż elf mimowolnie przymknął oczy i zaczął zapadać się w ramiona sennych marzeń... Widział las. Ogromny dziewiczy bór tętniący życiem mieszkających tam istot. Ptaki wiły gniazda w koronie rozłożystego grabu spod korzeni którego na powierzchnię wybijało się źródełko. Omszały głaz zupełnie nie pasujący do otoczenia nosił na sobie ślady uderzeń mocą. Tak. To tutaj młody elf ćwiczył swe uzdolnienia starając się ze wszystkich sił zniszczyć kamień, który jednak pozostawał stały i nieugięty. Gordian uświadomił sobie, że ktoś znajduje się w pobliżu i starając się zlokalizować osobę zaczął przeczesywać najbliższą okolicę. Poszukiwania spełzły na niczym i elf wrócił do źródełka zastając przy nim coś co wzbudziło w nim prawdziwe przerażenie. Tuż obok szerokiego pnia leżała odziana w biel postać kobiety z piersi której wystawała tylko brzechwa strzały. Obraz zaczął się rozmazywać i elf zdążył tylko wyciągnąć rękę w kierunku ciała i krzyknąć - Ettariela - ocknął się w siodle widząc przed sobą myśliwego, który podtrzymywał go za ramię i przyglądał mu się ze strachem w oczach. -Nic Ci nie jest mistrzu? Niemal wypadłeś z siodła.- rzekł Arves ciągle przyglądając się elfowi.
-Nie. To tylko koszmar, wybacz że Cię zaniepokoiłem. - odparł i odwracając wzrok spojrzał ku zasnutemu chmurami niebu. Na horyzoncie zaczęły pojawiać się światła, prawdopodobnie kraczmy do której zmierzali.

Hagmar:
-Nie wstydzę się jej, jestem z niej dumny. Może kiedyś tam wrócę i dokończę co zacząłem. Każdego wieczora myślę o tym co się dzieje w Elanoi. Krążą plotki wśród myśliwych że na Valfden ukrywa się grupa elfich uchodźców...Przepraszam, zdarza mi się myśleć na głos.

Hagnar Wildschwein:
-Hej panie tego!- zakrzyknął wyraźnie podchmielony po wielu-wielu kuflach opróżnionych, wszak od decyzji o wyruszeniu nic innego nie robił, Domenic.
-Pijcie śmiało!- dodał i przekazał, w mniej lub bardziej wyrafinowany sposób, butelki piwa. Sam natomiast zabrał się za pierwszorzędnie, bo osobiście, schłodzony miód. Podróż trwała na dobre, kompania pogrążona w rozprawach o rzeczach zapewne ważnych jakoś nie doświadczała jej trudów. Wóz podskoczył na kamieniu, który ukrył się pośród niewielkiej hałdy śniegu. Krasnolud zaś od czkawki podskoczył, aż ponad wóz...

Gunses:
- Filozofujemy - rzekł pojednawczo Gunses - Jest noc, a ja Cię męczę rozmową. Powinieneś odsapnąć. Zostawiam więc Cię. Jeszcze nie raz porozmawiamy - rzekł Gunses po czym zjechał koniem na pobocze traktu. Poczekał aż większa część kolumny minie go i dopiero wówczas wrócił klaczą na trakt, zajmując miejsce na tyłach orszaku.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej