Tereny Valfden > Dział Wypraw
Mądrość i Prawda
Altair:
Altair widział hulajpartię i pełen był podziwu dla wykonawcy miecza. Ponieważ jednak najgorszym grzechem wśród wojowników było ostrza dotknięcie choćby, nie mówiąc już o braniu do rąk, z pewną dozą nieśmiałości zasiadł blisko wojownika posiadającego to wspaniałe ostrze. Z zaciekawieniem słuchał opowieści, w pewnej momencie jednak nie wytrzymał.
- Gdzie była wykonywana ta broń? Jestem więcej niż pewien, że znam ten szlif zębatych ostrzy. Jeśli można, oczywiście, wiedzieć. I czy mógłbym podzierżyć to wspaniałe arcydzieło przez moment w dłoniach?[/ii] - zapytał patrząc swymi martwymi, ciemnymi oczyma prosto w ślepia wojownika.
Gunses:
- Głownia elfiej roboty. Mieczy był przekuwany. Jednakże samo ostrze pochodzi z dalekiej północy kontynentu. Miało być bronią przeciwko demonom i jak mówi legenda w takim pojedynku zostało złamane. Trzon ma ponad pięćset lat - mówił mężczyzna nazwany Tivirem - Ostrze jest już młodsze, czterysta. Odnalazłem je przeszło dwanaście lat temu, podczas penetrowania wraz z tą oto kompanią starych pogańskich świątyń. Ostrze przekuto w Nordmarze, przez znajomego nam Arcykowala. Niech mu ziemia lekką będzie. Wyostrzona w Elanoi, przez Elfów. Runy jak mówią Magowie wygasły już dawno, chociaż przez tyle wieków nie zatarły się... Nie rozstaję się z nim odkąd go odnalazłem, czemu miałbym Ci do dawać choćby na chwilę?
Altair:
Altaira odpowiedź wcale nie zaskoczyła. Wręcz zdziwiłby się, gdyby była inna.
- To było pytanie, można powiedzieć, retoryczne. Z pewnością miecz jest tak stary, jak potężny, a legendę jego już gdzieś słyszałem... w Klanie Młota w Nordmarze. - Pokiwał głową z respektem zwiesiwszy wzrok na klindze - raczej nie trzeba ci tego mówić, mimo wszystko jednak bardzo dobrze robisz nie pozwalając go dotykać nikomu. Miecz powinien mieć jednego właściciela i jednego wojownika. Różne ludzie, a nie tylko ludzie, rzeczy potrafią zrobić, jak poczują choć trochę zaufania... - zadumał się na moment, po czym ponownie głęboko wejrzał w oczy wojownika.
Gunses:
- ÂŚwięte słowa - rzekł mężczyzna - Widać po Tobie wojownika. Jestem Tivir. Pochodzę z Myrtany. Z kraju Turdraszan. Od dziecka ciągnęło mnie do miecza. Nigdy nie przypuszczałem, że dane mi będzie posiadać taki cud jak ten miecz. Nie zamieniłbym go na nic innego.
Hagnar Wildschwein:
Krasnolud najadłszy się do syta aż poklepał się po bandziochu, który pokaźnie rozszerzył się i guziki białej koszuli, w której siedział, rozsuwały się od naporu. Wstał prędko, bo i siedzenie w samych gaciach mu zbrzydło, szczególnie w kontekście do jego podłych, acz przewidywalnych planów, toteż ruszył do improwizowanej suszarni i podjął swój kubrak. Wysechł już całkowicie, pachniał świeżością traktu, choć zalatywał troszkę dymem ogniska przez chwile spędzone w namiocie. Założył więc Domenic swój strój podróżny i powrócił rześkim krokiem do ławy. Pochwycił czym prędzej stojący niedaleko dzban miodu i wzniósł go w powietrze patrząc na zagadanego Altaira.
-Wiem żeśmy w drodze mości Altairze, ale jeśliś tak zachwycony tym mieczem, a i mnie się widzi, że dobra to robota, to wypijże na jego przyszłą chwałę i zwycięstwa!
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej