Tereny Valfden > Dział Wypraw
Mądrość i Prawda
Anette Du'Monteau:
Gdy wszedłem do namiotu na mojej twarzy rozkwitł szczery uśmiech. W końcu będzie można odpocząć od deszczu, zimna i całej drogi w siodle. W sumie byłem przyzwyczajony znosić niewygody związane z takimi podróżami, jednak żaden prawdziwy obieżyświat nie pogardzi odpoczynkiem i miejscem do snu. Po chwili znalazłem wolną przestrzeń przy ognisku i zasiadłem z kubkiem gorącego naparu. Kiedy się rozejrzałem po namiocie zauważyłem, że wszyscy próbowali złapać teraz trochę tchu. Faktem było, że na pewno kolejny taki moment szybko się nam nie trafi. Zdążyłem wcześniej położyć płaszcz aby nieco wysechł. Teraz pogrążony w myślach właściwie o niczym chłonąłem każdy promyk ciepła z ogniska.
Szarleǰ:
Peanut wszedłszy do namiotu omal nie podskoczył ze szczęścia. Ciepło wydzielane przez ognisko, stoły zastawione jadłem, miodem, nawet hamaki w których mógł odpocząć, a przede wszystkim schronienie od deszczu, dokładnie to czego mu było trzeba. Gdy tylko jego uszu dosięgła informacja, że mogą się rozgościć i częstować, od razu zrzucił z siebie przemoczony płaszcz i rozwiesił go nieopodal ogniska, a sam zasiadł przy stole i zabrał się do jedzenia i picia. Mięso i miód smakowały dziś wyjątkowo.
- Jeśli o Gordiana chodzi... - Rzekł w odpowiedzi dla Zelerisa. - Mam nadzieję, że zjawi się niebawem. W końcu to na jego polecenie tutaj jesteśmy i chciałbym mieć jasno określone cele, bo jak sam mówił, będzie na nas czekał - nie chce pracować w ciemno i bez jego wiedzy.
Vitnir:
Wampir wszedł do namiotu i popatrzał się na mięsa i napoje będące w zasięgu jego ręki. Głód krwi ugasił wcześniej, jednak trzeba było się czymś zająć, by czas do dalszych rozkazów umilić. Aerandir wziął kawałek pieczeni, a do kielicha nalał sobie wina po czym ruszył w zaciszne miejsce. Usiadł nieco dalej od ogniska, które nie było mu potrzebne, położył miecz obok siebie i zaczął jeść popijając płynem. Jedząc starał się zrelaksować, rozluźnić mięśnie, by były przygotowane na następną walkę.
Hagmar:
Wchodzącego do namiotu elfa uderzyło ciepło bijące od ogniska oraz zapach mięsiwa wszelakiego, Aragorn zdjął przemoczony płaszcz odkładając go by wysechł, widzą╔c wolny hamak natychmiast doń ruszył by chwilę odpocząć.
Gunses:
Do stołu dosiedli się i inni. Kobieta z toporami w kolczudze wbiła ostrza swych toporów jednocześnie w sąg drewna przy stole tuż obok Domenica. Wsparłszy się na trzonach toporów uniosła swe nogi i przekładając je przez drewno opuściła się siadając na sągu pomiędzy ostrzami toporów. Mężczyzna z mieczem dwuręcznym rzucił go na stół. Miecz był szeroki i masywny, z zębatymi ostrzami, pokryty różnorodnymi runami. Sam mężczyzna usiadł rozpinając kaftan pod szyją. Nalał sobie wina i chwycił pieczeń. Dwójka Elfów, kobieta i mężczyzna w finezyjnych skokach znaleźli się za stołem. Naleli sobie wina i zaczęli się głośno śmiać. Do śmiechu śmiechu dołączyła toporzyca, rzucając dość plugawe jak na kobietę żarty. Niewiadomo skąd pojawił się niziołek, ubrany z kaftan z bufiastymi rękawami. Zasiadłszy za stołem zaczął rozprawiać ze swoją kompanią. Elf w bieli uśmiechnął się.
- Pamiętam jak Tivir - rzekła toporczyni - Rozrąbał tamtego draba na pół! Ha! To było uderzenie!
- Można było uderzyć lepiej - rzekł ten od dwuręcznego miecza - Ostrze mi zlazło po naramienniku...
- Nie bądź taki skromny! - zawołał Niziołek - rozpłatałeś Bulbę jak się patrzy! Aż serducho wyleciało!
- Ha! A pamiętacie tego drugiego? Jak mu tam... Seril, jak mu było? - zawołała Elfka od strzał?
- Toresus de Felas, syn Hroida ÂŚmiałego i Elgelii Berth - rzekł beznamiętnie Elf. Dostał kuksańca w bok od Elfki i zaraz się zaśmiał - Hahaha... Fun mu było.
- Takoj! Fun! Jemu to nasz kurdupel uciachał pół twarzyczki! Piękny to był rzut... Siekierka?
- Sierp tatowyj - rzekł Niziołek - Dobry wiatr był hahaha - zarechotał
Kompania nie zważała na nowych gości zbyt wiele, chociaż często uśmiechała się i zachęcała do rozmowy.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej