Tereny Valfden > Dział Wypraw

Mądrość i Prawda

<< < (64/74) > >>

Altair:
- Najlepszy byłby mag, jak mówię, kto zna magię Naurangol niech wykorzysta czar leczenia. Ciężko zatamować krwotok, poza tym nie wiem co z okiem. Jest ktoś taki?
Spojrzał z nadzieją zdrowym okiem na resztę zgromadzenia.

Vitnir:
Aerandir schował miecz do pochwy rozglądając się po pobojowisku, wziął głęboki wdech, by poczuć zapach krwi unoszący się dookoła. Wampir szukał swojego konia, który odbiegł dalej od walki, podszedł spokojnym krokiem do niego i pogładził go po grzywie. Prowadził wierzchowca do wozu: Jednego mamy. - powiedział do Gunsesa, po czym odpiął jedną z buteleczek krwi dyndającej przy pasie i opróżnił ją, by odnowić siły. Następnie podszedł do dwóch koni zaprzęgu i wyzwolił je od ciężaru. Wampir ciągnąc za lejce wozu powoli go obrócił, by móc zaczepić do niego swojego wierzchowca, czekał teraz tylko na drugie zwierze.

Gunses:
Gunses zeskoczył w dół kanionu i wylądował na prostych nogach. Podszedł do Altaira w między czasie zdejmując prawą rękawicę. Naciął mieczem swe żyły na przegubach i łapiąc szponem za twarz Altaira skroplił jego twarz swą krwią. Krew Wampira weszła w reakcję z krwią człowieka. Jednocześnie krew Nieśmiertelnego zaczęła regenerować uszkodzone tkanki wojownika, tamować krwotok i leczyć. Wampir odjął swą rękę ścisnął się za nacięty przegub na kilka sekund a później kiedy już puścił są dłoń po nacięciu nie było śladu
- Tyle zapobiegawczo - rzekł do Altaira - Nie mam zamiaru się wykrwawić. Wybacz, że w taki nieceremonialny sposób, ale sam wiesz jak jest na wojnach. Szybkość i sprawność jest najważniejsza. Resztę niech dokończy któryś z Magów[/ii] - po czym podszedł do Aerandira
- Nie musiałeś Synu ofiarowywać swego wierzchowca, jednak już postanowione. Pojedziesz na wozie z Krasnoludem. Miej na wszystko baczenie. Wóz odniósł duże straty - po chwili rzekł do wszystkich - Wynośmy się stąd jak najszybciej.

Hagnar Wildschwein:
Krasnolud od dłuższego czasu mocował się i trudził z resztką rękawa oraz kawałkiem szmaty przywleczonej z wozu. Jego opatrunek, zakładany jedną i do tego drżącą ręką wyglądał mizernie, choć powstrzymywał krew przed obfitym wypływaniem. Kiedy założył kolejny prowizoryczny bandaż, będący w rzeczywistości białą koszulą woźnicy, która swoją drogą w jednej chwili zabarwiła się na czerwono, zaklął przez przeszywający ból. Przyszło mu zakląć ponownie, bo węzeł ześliznął się z rany, a cały, inspirowany kawalerską fantazją, opatrunek poszedł się kochać w pył i ścierwo. Ostatnie klątwy opadły na pusty dzban przywleczony w ramach znieczulenia i odkażenia, również tego wewnętrznego...
-W rzyci to mam! Pokrwawi i przestanie...- rzucił kiedy wstał spomiędzy skał i wyłonił się zza nowo zaprzężonego wozu. Podjął butelkę piwa, odkorkował tylko sobie znanym sposobem zębowym i przechylił do ust. Kiedy emocje, a na pewno piwo, opadły do zera, rzucił się na wóz aż ten zaskrzypiał i ponownie począł opatrywać powoli krzepnącą ranę...

Szarleǰ:
Peanut po chwili odnalazł wzrokiem swojego wierzchowca. Szczęściem nie odniósł ran, poza kilkoma niegroźnymi zadrapaniami. Wskoczył na niego i wkładając miecz do pochwy przymocowanej do jego boku popędził konia w stronę towarzyszy. Gdy znalazł się przy kompanach rzekł zmęczonym głosem.
- Mieliśmy dużo szczęścia. To silni przeciwnicy, mam nadzieję, że nie wrócą. Myślę, że Gordian nie byłby zadowolony z fakty, że po drodze rozszarpało nas kilka wilkołaków. Po krótkiej chwili oczekiwania na odpowiedź doszedł do wniosku, że chyba nikt nie ma już nic do dodania. Przynajmniej na razie. Podszedł więc do wozu, na którym krasnolud trudził się z opatrunkiem i zaoferował.
- Jeśli chcesz, mogę pomóc. Trochę się na tym znam.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej