Tereny Valfden > Dział Wypraw

Mądrość i Prawda

<< < (62/74) > >>

Hagnar Wildschwein:
ÂŚmigają, latają, huku kurwa robią, jakbyśwa się dupczyć mieli! pomyślał krasnolud komentując sytuację. W międzyczasie zdążył wyrwać stylisko młota z paszczy wilkołaka, który przywarł wraz z krasnoludem do ściany jaru. Kamienie, pył i ziemia posypały się na głowy kochanków krwi i wojny. Odskoczył na bok wcześniej waląc z ramienia w pysk wilkołaka, który w jednej chwili zwrócił się w stronę Domenica i wziął potężny zamach, który zmiótłby brodacza i powalił na odległej o kilka metrów ścianie tak, że ten nie myślałby wtedy o bloku lecz raczej o dryfowaniu między chmurami na gigantycznej pieczeni... Słonej i oblanej tłuszczem, takie jak najbardziej lubił.
W akcie desperacji syn Zirgina wyprowadził cios skierowany w łapę agresora. Trzask kości, przeraźliwe wycie i głębokie zniesmaczenie na widok zwisającej bez ładu, zgniecionej, choć trafniejszym słowem byłoby zmasakrowanej, łapy były tak poruszające i nieznośne, że trzeba było ten paskudny element naprawić lub wyrzucić. Co wybrał Domenic? Rzecz jasna, jako dobroczyńca, chciał doprowadzić wszystko do naturalnej i wyjściowej pozycji. Szybkim pchnięciem odrzucił przeciwnika rozdzierając skórę zwisającej łapy ostrym kolcem młota. Wilkołak otrząsnął się z szoku i bólu i rzucił się w chaotycznej szarży na swego okaleczyciela. Zamachnął się łapą i gdyby nie to, że Domenic chcący zgładzić bestię potężnym uderzeniem od góry zasłonił twarz prawym ramieniem, które pazury, choć na pozór tylko je drasnęły, rozdarły do żywego mięsa, to zapewne padłby w konwulsjach na suchą i usłaną najróżniejszego pochodzenia materią ziemię. Jednak i tym razem jednoręczna broń wzięła górę nad trudną do opanowania jednym ramieniem dwuręczną wcieloną śmiercią, bo druzgocące uderzenie opadło na głowę bestii. Głowa bestii upadła na grunt. Grunt po chwili zagrzmiał. Grzmiał młot dobijający przeciwnika, którego zakrwawiony pysk splamiła krew cieknąca z krasnoludzkiego ramienia.

0/11/17

Grison:
Mag obserwował otoczenie lekko dysząc. Towarzysze i bestie ścierali się coraz to obok niego. Revert spoglądał coraz to w inne miejsce upewniając się, że żaden z wilkołaków nie zechce wyskoczyć ze szczeliny w skale. Mag mimo gwaru i wrzasków skoncentrował się niebywale szybko. Chwilę potem zaczął wymawiać inkantację zaklęcia spalenia wymierzonego w jedną z bestyj.
- Iziaash Gresh Arishesh!
Rozpędzający się wilkołak zwolnił po czym niespodziewanie przewrócił się na glebę. Bestia zaczęła trząść się w konwulsjach, żyły nabrzmiały, zaś z jego skóry zaczęła wydzielać się para. Potwór padł.

0/12/17

Szarleǰ:
Kruk przetarł czoło. Ostatnia walka niemal go wyczerpała, zimny pot spływał po jego plecach. Każdy z obecnych starał się przeżyć i uśmiercić swojego przeciwnika. Nic innego nie było teraz istotne. Bitwa zdawała się nie kończyć, za każdym razem gdy kolejna bestia padała trupem, z jam wydrążonych w skałach jaru wychodziły dwie następne. Bitwa przeniosła się nieco wgłąb kanionu zostawiając Peanuta nieco z tyłu. Nagle z jednej z nor potwór wyleciał niczym ptak. "Poszybował" w stronę Kruka. Ten gotowy do odparcia ataku zaparł się nogą, by i tym razem nie paść na ziemię pod ciężarem stwora. Miecz trzymał opuszczony. Jego szybkość, pozwoliła na to, że gdy przeciwnik znalazł się ni mniej, ni więcej metr od niego ciął ostrzem przez pysk wilkołaka. Bestia przekręciła się w powietrzu po czym padła na wóz stojący obok, który był już niemal całkiem zniszczony. Jedno z kół, które odpadły pod naporem bezwładnego cielska bestii potoczyło się wzdłuż wąwozu. Stwór nie czekając na kolejny ruch przeciwnika skoczyła w jego kierunku ze szponami wyciągniętymi przed siebie. Peanut ponownie machnął mieczem przecinając łapę potwora. Tym razem jednak wilkołak zdołał dostać się do Kruka. Złapał go za ramiona po czym ścisnął najmocniej jak się da. Kruk jęknął, nie mogąc wykrztusić z siebie nic więcej. Lewy bark wojownika został wybity, a on sam się dusił. Wilkołak rozwarł paszczę pokazując Silverholdowi swe okazałe kły, oblizał się, jakby czekała go wspaniała uczta i przystawił je do szyi Peanuta. Kruk w akcie desperacji począł z całą siłą kopać przeciwnika po genitaliach. Atak okazał się skuteczny. Nagle uścisk zwolnił się, a Peanut opadł, z początku na równe nogi, jednak wysiłek na jaki się zdobył i wyczerpanie spowodowane długą chwilą braku tlenu zadecydował o tym, że nie utrzymał równowagi. Padł bezwładnie na ziemię. Zamroczyło mu się w oczach, jedyne co widział to kilka kolorowych plam na niebie. Zamknął oczy. Nagle poczuł na twarzy ciepłą ciecz, która okazała się śliną wilkołaka stojącego nad nim i przygotowującego się do zadania śmierci przeciwnikowi. Wilkołak przygniótł Kruka, niemal się na nim kładąc i ponownie podjął próbę wbicia kłów w szyję Silverholda. Adrenalina nie pozwoliła mu umrzeć - w ostatniej chwili szybkim ruchem sprawnej ręki dobył sztyletu po czym zadźgał bestię, wbijając ostrze w jego tułów może dziesięć, może dwadzieścia, a może nawet więcej razy. Posoka trysnęła Krukowi na twarz, a jego ubranie pokryła szkarłatna barwa krwi. Martwe, bezwładne ciało bestii przygwoździło Peanuta do podłoża, nie dając mu szansy na uwolnienie się. Waga jego martwego przeciwnika sprawiła, że musiał teraz walczyć o każdy oddech i nie mając już sił na nic więcej czekał w ciszy aż ktoś wyswobodzi go z tego "więzienia".

0/13/17

Altair:
Altair teraz zwalił z siebie cielsko stwora, a ledwie podniósł swoje własne, by sięgnąć miecza.  Jako, że na świecie w którym przyszło mu żyć nic nigdy nie idzie do końca po myśli, ułamek sekundy wcześniej usłyszał warknięcie, a w kolejny ułamek sekundy - powietrze przedarł wrzask Altaira. Jednak nie wściekłości, którą miał zwyczaj wyrażać, a raczej rozpaczy i frustracji. Nie miał w dłoni ani miecza, ani swego sztyletu, a ubiór, razem z zewnętrzną warstwą skóry ustąpiły niestety pod ostrymi pazurami bestii. Przeturlał się wojownik kilka metrów, klnąc w narastającym gniewie. Wstał na ugiętych nogach, bestia stała naprzeciw niego. Kilka susów poprzedziło szybkie, równoległe do ziemi uderzenie wilkołaczego ramienia. Chybienie poprzedził szybki unik Altaira, który nauczywszy się technik akrobatycznych wykonał kozła pod ramieniem bestii. Teraz, gdy bestia poszła za siłą uderzenia, odsłoniła dolne kończyny, a szczególnie interesującym punktem był staw kolanowy. Altair wyprowadził potężne kopnięcie tak, by trafić ów staw z boku. Przeraźliwy wizgot wilkołaka poprzedził chrzęst jego kości. Zadowolony ze swego dzieła wojownik nie opuścił nogi i natychmiast po tym kopnął bestię w udo, zwalając je na kolana. Nie tracił czasu, ruszył po swój miecz, łuk, i sztylet. Zawinął się szybko niczym kieszonkowiec. Zanim jednak zdążył skonstatować co w ogóle się dzieje wokół, wilkołak z dotkliwie poszkodowanym układem kostnym postanowił odwdzięczyć się wojownikowi. Ten już nie krzyczał, nie dodawał sobie odwagi. Nie miał siły? Widząc go w walce nikt by tego nie powiedział. Był poobijany, zakrwawiony, ale na pewno nie wyczerpany. Trzydzieści przeszło lat boju nie zabiło go, więc mogło go tylko wzmocnić. Skoku bestii uniknął z nie lada gracją, trzymając miecz pionowo, wzdłuż klatki przy ciele. Odsunął się, jakby unikał przechodzącego obok człowieka. Wilkołak jednak wytoczywszy ogromne ilości piany z pyska, ruszył na swego przeciwnika. Ten, o dziwo, ruszył w kontrnatarciu, zbiegli się zatem w jednym punkcie. Był pewny swego, ponieważ bestia wyraźnie utykała na prawą nogę. Pewny mógł, oczywiście być, jednakże tym razem pewność jego nic nie dała. Wilkołak dosłownie zmiótł go z podłogi, wywalił na ziemię, wierzgał i gryzł na oślep. Miecz, zdawało się, pozostał w tym samym miejscu, gdzie był podczas kontrnatarcia, gdyż dzierżący go wojownik został z takim impetem zmieciony z nóg. Na barkach wilkołaka zaciśnięte były silne ramiona Altaira, mimo to jednak pysk bestii coraz bardziej zbliżał się do wykrzywionej w grymasie twarzy wojownika. Noga - pomyślał. Każdy mądry człowiek wie, że przeciwnika należy atakować nie tam, gdzie jego najmocniejszy punkt, a tam, gdzie najsłabszy. Tak więc Altair sprytnie założył swą lewą kończynę dolną na prawej nodze bestii i przekręcił z chrzęstem. Wizgot był przeraźliwy, a napór na jego klatkę piersiową wyraźnie wzrósł, w ostatnim chyba rozpaczliwym zrywie. Nie miał, niestety, wojownik wyboru. Puścił jedną rękę, wydobył z nogawki sztylet. Nieszczęśliwie, zęby przeharatały jego czoło i część kości policzkowej. W rewanżu, wsadził bestii nóż w bebechy. Po samą rękojeść, albo i dalej. Z zaciśniętymi zębami wręcz poderwał nóż ku sobie, przecinając cały tors i ukazując flaki wilkołaka. Ostatkiem sił zrzucił z siebie ciele potwora. Lewą część twarzy miał całą we krwi, nie widział również na lewe oko. Podniósł się powoli, po chwili znalazł swój miecz, dalej, niż przypuszczał. Ujrzał ku swemu zdumieniu, że około trzydziestu kroków od niego leży ciało wilkołaka, spod którego wystaje jakiś okrągły, purpurowy kształt. Podszedłszy bliżej skonstatował, że ten okrągły, purpurowy kształt to twarz Peanuta, który zdawał się albo nie żyć, albo przynajmniej być nieprzytomny. Cząstką swych sił padł na kolana i z najwyższym trudem zgarnął część truchła bestii na nogi Silverholda.
- Kurwa... - wydyszał - jakby cię tak ojciec widział...
Nie dokończył, uderzył otwartą dłonią w policzek leżącego i podniósł jego głowę. Okazało się, że łapał trochę oddechu, jednak był niemal już nieświadomy, w związku z czym nie zauważył, że może oddychać już całą piersią. Kiedy Peanut otworzył oczy, wojownik rzekł, a raczej wydyszał do niego:
- Do walki, kurwa... bo jakby cię ojciec...
Ponownie nie dokończył. Pomógł wstać leżącemu i odwrócił się w kierunku walki, która miała się ku końcowi...

0/14/17

Szarleǰ:
- Ojciec... Wysapał Peanut ledwie łapiąc oddech. - Dał się zabić. Ja nie dam. Powiedział. Jego mięśnie zdążyły nieco odpocząć, mimo, że leżał przygwożdżony cielskiem bestii. Poderwał się szybko na równe nogi i otrząsnął nieco. Wziął głęboki oddech, po czym poczuł przeszywający ból w lewym ramieniu. Bark był wybity. Szczęściem podczas nauk w Efehidon udało mu się posiąść umiejętności medyczne, więc wiedział co robić.
- Altairze. Zagadnął. - Gdy ci powiem, szarpnij mnie za lewą rękę. Po tych słowach chwycił się za ramię i zacisnął zęby, chwilę później kość Peanuta zdawała się 'chrupnąć' w żelaznym uścisku jego prawej dłoni, a on sam przez zaciśnięte zęby powiedział: - Teraz. Altair mocno pociągnął jego lewą rękę, a bark wyglądał już zwyczajnie. Pomimo tego, że jego oczy łzawiły z bólu ucieszył się, że udało mu się odzyskać ramię. Bez ręki byłby bezużyteczny. Chwilę później Altair oddalił się szukając kolejnego przeciwnika, a Peanut, już prawie w pełni sił chwycił miecz leżący na ziemi. Piasek zmieszany z zeschniętą krwią na klindze miecza wyczyścił o futro leżącego obok wilkołaka, po czym rozglądnął się w poszukiwaniu kolejnego napastnika. Następna bestia okazała się obserwować go od dłuższej chwili z wnętrza jednej z jam. Bestia rzuciła się na Kruka i w kilku susach była już koło niego. Ten jednak, dzięki doświadczeniu zdobytemu podczas ostatniej walki znał już ruchy przeciwnika, więc wykonał przewrót w przód, gdy wilkołak skoczył do jego gardła, tak że znalazł się tuż za nim. Nie mający pojęcia o tym, co zamierza przeciwnik wilkołak odwrócił się szybko w celu wyprowadzenia następnego uderzenia. Uprzedził go jednak świst miecza przecinającego powietrze. Wilkołak z rozpłatanym gardłem zatoczył się i ledwo ustał na nogach. Ostatkiem sił próbował zaatakować, lecz Peanut doskoczył do niego i przebił go mieczem, po czym dobył sztyletu, który wcześniej schował za pasem i wetknął go w krtań bestii. Chwilę później leżała ona u stóp Kruka i przeszywała go swym martwym wzrokiem.

0/15/17

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej