Tereny Valfden > Dział Wypraw

Mądrość i Prawda

<< < (59/74) > >>

Anv:
Anvarunis jadąc obok Zeyfara, spojrzał na zachowanie Peanuta. Zastanawiał się dlaczego ulega on każdemu słowu Altaira. Dlaczego ma to aż taki wpływa na jego decyzje, ograniczając nawet jego pragnienie zwyczajnego piwa. Młodzieniec uniósł na chwilę brwi i powrócił do rozmowy z Zeyfarem.
- Dokładnie. Wszystko jeszcze przed nami. Być może właśnie tam? - rzekł Anv wskazując ręką na miejsce ku któremu zdążają, uśmiechając się lekko przy okazji.

Vitnir:
- Wybacz na chwile Aragornie, ale muszę Cie narazie opuścić, ciekawość mnie zżera. Aerandir opuścił brata i przyśpieszył konia by przejść na przód kolumny i podjechać obok Gunsesa, zanim cokolwiek powiedział rozejrzał się dookoła po mrocznym krajobrazie który go otaczał: Cicho tu... a cisza nigdy mi nie pasuje, żadnych odgłosów prócz naszych, co to za miejsce?

Gunses:
Gunses wsłuchany z ciszę wręcz przestraszył się Aerandira. Cisza. Skała. Mgła...
- Urokliwe miejsce, prawda? - rzekł do swego Syna - To Wilczy Jar. Poległo tu wiele istnień. W czasach starego Numenoru w tych jamach gnieździły się całe watahy Wilkołaków. Tunele ciągną się setkami metrów. Jamy, nory, gniazda. To dawny dom Klanu Wilka. Tu była ich pierwsza 'siedziba' o ile można to tak nazwać - Wampir trochę się rozluźnił. Widział sceny z tego kanionu w Krwawym Krysztale. Jednak to było tak dawno... Tak dawno...
Kroczący gdzieś z tyłu Krasnolud rozrzucał kamyki kopnięciami buciorów.
- Śmierci mokrym psem. Twu! - rzekł i splunął. Mokrym psem. Psem. Gunses zaciągnął się powietrzem. Zapach sparaliżował jego ciało. Wyostrzył zmysły i aż westchnął. A potem spojrzał w górę. Ze szczytów jaru patrzyło na dół 17 sztuk Wilkołaków

Hagnar Wildschwein:
-Patrzaj kurwie w oko!- krzyknął krasnolud kiedy do jaru wskakiwały Wilkołaki. Jeden po drugim, cuchnące śmiercią, pochłonięte magią walki i szału krwi. Brodacz w kilku susach znalazł się przy wozie, którego woźnica wstrzymał konie i nie bardzo wiedział co robić.
Jeden z wilkołaków wyszedł na czoło tej szarżującej masy, a gniew swój skierował na Domenica, który dopiero co dobył swego młota.
 Potwór, który dopiero co dopadł do obrońcy piwa i miodu zamachnął się potwornie. Domenicowi aż ciarki przeszły po plecach oblanych zimnym potem, a broda, rzekłbyś, stanęła dęba, o ile to możliwe. Nie było jednak chwili wahania co do utrzymania pozycji, bo i jakże pierzchać przed stworzeniem stukroć szybszym? Rozgrzmiało pękającymi deskami, tłuczonym szkłem i szaleńczym wyciem oszukanej bestii, która chybiła głowy krasnoluda druzgocąc ciężko ładunek.
-Heja!- zagrzmiał brodacz kiedy uniósł swe lewe ramię ponad poręcz w potężnym zamachu. ÂŻeleziec z niewiarygodnym impetem opadł na kark Wilkołaka wygrzebującego się spomiędzy rupiecia. Tym razem przeraźliwy odgłos obwieścił, że cios był lodowatym soplem w ognisku serca napastnika.
  Cały majestat wilkołaka ukazał się Domenicowi, kiedy ten począł napierać na wroga od lewej flanki. Już po kilku krokach, niemal niesłyszalnych we mgle walki, dotarł brodacz, o wiele niższy od przeciwnika, do boku rozbestwionego wilkołaka. Ten popędził na poszukiwacza przygód z obnażonymi kłami i pazurami gotowymi do pomsty za odniesione rany. I tym razem krótszy młot i krótszy krasnolud stanęli na wysokości zadania zatrzymując bestię ciosem wymierzonym w brzuch. Działanie podobne do wypicia szczyn orka... Zgięty i pochłonięty trudną czynnością złapania oddechu Wilkołak nie myślał nawet o odpędzeniu brodacza, który wyprostował napastnika ciosem w plecy i druzgocąc kręgosłup. Zdezorientowany gradem uderzeń wilkołak począł machać na oślep włochatymi łapami i szamotać się głową. Odbił co prawda opadające nań kończące tą walkę uderzenie, tak że jedynie kolec rozdarł skórę na ramieniu, ale nie miał szans na zblokowanie kopniaka. Bestia opadła na wóz, całkowicie prozaicznie... Całkowicie prozaicznie też krasnolud roztrzaskał jej czaszkę.

Ranne/Zabite/Całość
0/1/17

Anv:
Anvarunis także bardzo szybko, bowiem także bardzo wyczuł obecność wilkołaków, dzięki zmysłom bestii.
- Chodź tu do mnie. - rzekł Anv i zrzucił jednego potwora nią ziemię za pomocą telekinezy. Zaskoczony wilkołak był łatwym celem. Młodzieniec szybko do niego podszedł i zadał mocne pchnięcie w klatkę piersiową, leżącego jeszcze przeciwnika. Aby upewnić się o śmierci potwora, odciął jego łeb. Gdy już uporał się z tym jednym, znów spojrzał w górę. W tym samym czasie wyciągnął rękę przed siebie i wyskandował.
- Ishuoshan - młodzieniec za pomocą energii magicznej zaczął wytwarzać tarcie w górnych partiach atmosfery. Po jakimś czasie dało się usłyszeć charakterystyczne trzaski w chmurach. Nagle z jednej z nich spadło na ziemię wyładowanie elektryczne z towarzyszącym mu ogromnym hukiem. Dotarło bezpośrednio do jednej z bestii, na której Anvarunis był głównie skupiony, zwęglając jej ciało wręcz natychmiastowo. Wszyscy mu pobliscy zostali ogłuszeni.
Grom - Naurangol; Telekineza
Ranne/Zabite/Całość
0/3/17

//Rannych będzie tyle ile MG wyznaczy, grom ogłuszył wszystko w odległości 15m.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej