Tereny Valfden > Dział Wypraw

Mądrość i Prawda

<< < (52/74) > >>

Altair:
Altair wybałuszył oczy na rozmówcę, zaskoczyło go samo pytanie, jak i bezpośredniość w jego zadawaniu.
- Wiesz, Silverhold, w Myrtanie jest taka tradycja. Zostałem mianowany na rycerza, a więc i otrzymałem ziemię, chcąc nie chcąc, zostałem myrtańskim szlachcicem, a ponieważ praktycznie wszyscy panowie ziemscy muszą mieć małżonkę, bo, jak twierdzą, tak przystoi, ja również miałem. Dlatego w większości dokumentów podaje się jako wdowiec. Miała na imię Anesse, była siostrą pewnego hrabiego, którego uratowałem. Zginęła w oblężeniu Vengardu i to niedługo po ślubie. Szczerze mówiąc, było to małżeństwo czysto formalne - Altair zawsze kończył swoją wypowiedź w taki sposób, jakby chciał jeszcze coś dodać, ale nigdy nie dodawał. Ku zdumieniu Peanuta spojrzał jednak na niego i dorzucił: - a ty, Silverhold? Przecież urodziłeś się z tytułem, zatem też powinieneś mieć babę.
Altaira wzrok był ostry jak brzytwa, przeciął Peanuta lodowatym sztychem...

Gunses:
- Ile razy mam powtarzać - rzekł Gunses mocą swego wampirzego głosu do kompanów z tyłu nie oglądając się nawet przez ramię - że obcy dla siebie jesteście w mieście. Każdy w swym domu jest swym panem. Tutaj na wyprawie nie wymagam od was rzucania się w ramiona, ale macie zachować należytą dyscyplinę. Tworzymy grupę. Kompanię, w której teraz każdy może liczyć na drugiego - głos brzmiał wśród ciszy nagich drzew, jakoby głos samych bogów - I to, że jestem Hrabią, nie wyklucza tego, że wziąłem udział w niedawnej bitwie pod dworem. Teraz nikt z nas nie jest tu urzędowo i formalnie. Jesteśmy prywatnie w celu pomocy naszemu przyjacielowi Gordianowi - chwilę milczał. Milczeli też inni. Ostatecznie, chcąc zakończyć dyskusję rzekł
- Wy. Ludzie, Elfy kiedy nie macie nic sensownego do powiedzenia, mówicie rzeczy, które mają w sobie tyleż sprzeczności i nienawiści oraz dumy i poczucia wyższości, że aż mi nieprzyjemnie was słuchać.

Szarleǰ:
- Powinienem, czy nie, fakt faktem, że nie mam i nie miałem. Małżonki znaczy się. Rzekł uśmiechając się do siebie. - Z tytułem, może i się urodziłem, jednak tam, w Myrtanie. Tutaj jestem jak każdy inny, a to z grzeczności i szacunku do ojca przedstawiam się jako de Silverhold. Zaznaczył, gdyż nie chciał by uważano go za kogoś, kto obnosi się z tytułem, a nie osiągnął nic, czym można było by się pochwalić.
- Swój dom rodzinny jak i ziemię sprzedałem, więc szlachcic ze mnie taki jak ze świni krowa. Jeśli kiedyś zasłużę na ten tytuł, może i będę mógł powiedzieć, że jestem szlachcicem, póki co moje urodzenie nie świadczy o niczym - przynajmniej dla mnie. Powiedział z podniesionym czołem.

Hagnar Wildschwein:
  Mało zakłopotany krasnolud wzniósł toast na cześć słów Gunsesa, który parł przed siebie na czole pochodu. Pochodu, którego temperatura troszkę wzrosła, a ilość kurzu wzmogła się pomimo, że kopyta końskie i koła wozu wcale nie pobudzały traktu i wiatru do tworzenia większych pokładów pyłu... I znając brodacza nie przejmowałby się głosami i racjami współtowarzyszy, wszak sprawdzi się lub nie ich gadanina, kiedy przyjdzie rzeczywistemu wrogowi we ślepia zajrzeć, gdyby nie to, że do wrzawy dochodziło bez jego udziału.
-Wyżej dupy nie podskoczysz...- skwitował krasnolud.

Altair:
Altair gniewnie spojrzał na Gunsesa.
- Gunsesie, proszę o konkretny przykład, w innym wypadku proszę nie wyogólniać! Bo wypraszam sobie, bym kiedykolwiek mówił to, co przed chwilą raczyłeś stwierdzić. Wypraszam sobie to wszem i wobec, gdyż takimi właśnie osobami gardzę! A tak w ogóle, to nie wiem, dlaczego ktokolwiek wtrąca się w naszą dyskusję. Wszak nie skaczemy sobie do gardeł, lubić się nie musimy, a przecież zachowanie nasze jest zupełnie w granicach rozsądku. Wielcy obrońcy pokoju, psia mać, tylko nie wtedy, kiedy potrzeba. To, że Aragorn chce być tytułowany, to jego sprawa, a to, że ja nie mam zamiaru spełniać jego zachcianek, to moja sprawa. Słowem, nie róbcie z igły widły. Bo wcale nic się złego nie dzieje. Kiedy trzeba będzie stanąć z orężem w dłoni, ramię w ramię, nie zawaham się ze względu na jakieś tam niesnaski. Robicie z igły widły! - krzyczał niemal. Zdenerwował się, ponieważ prawda jest taka, że wcale nie uważał się za wyższego (faktycznie gardził takimi osobami), a ostatnia rozmowa pokazała, że to raczej jego rozmówca należy do takich, którzy to czują się wyżsi, a nie odwrotnie. Był sfrustrowany za to, że Gunses ocenił go wielce niesprawiedliwie, choć de facto nie był wcale do niego nastawiony negatywnie. Żachnął się więc i po chwili odwrócił do Peanuta, uspokoił ton.
- Nasze tytuły nic nie znaczą, to tylko ozdoba. Ale wszak tradycje rycerskie i zwyczaje szlachty... nie wszystkie są takie złe. Niektóre wręcz bardzo ciekawe. A twoja matka? Stary Silverhold nigdy nic nie mówił o żonie.
Altair spojrzał z ciekawością na Peanuta.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej