Tereny Valfden > Dział Wypraw
Mądrość i Prawda
Vitnir:
Aerandir siedział cicho ze swoimi myślami przez większą część czasu. Rozmowy o magii go nie dotyczyły, natomiast starość jest dziedziną której nigdy nie pozna. Wampir wtrącił swoje słowo do rozmowy:
- Siwe włosy nie zawsze idą w parze z rozumem i doświadczeniem Panowie. Nie było mi dane się zsiwieć jako elf, a tym bardziej jest to nie możliwe jako wampir... właśnie... wampiry i elfy trudno wśród nich rozpoznać doświadczonego, siwych włosów nie widać, dopiero po rozmowie z nimi ujawnią swoją wiedzę. Za czasów mojego życia w Elanoi wolałem nie spędzać czasu z leciwymi elfami, większość z nich była zadufana w sobie, a gdy przyszło zagrożenie nie umieli sobie z nim poradzić, wiele więcej o walce wiedzieli młodzi dowódcy oddziałów niż ich wyższym stopniem przywódcy. Człowiek może żyć sto lat nie robiąc nic oprócz pławienia się w luksusie, a może pięćdziesiąt walcząc o życie, zdobywając na tym doświadczenie.
Hagmar:
-Nie wspominaj o Elanoi bracie, bo nie ma o czym pamiętać. Tym krajem rządzili i rządzą idioci zapatrzeni w siebie. Odrzekł elf do tej pory w milczeniu słuchając konwersacji.
Vitnir:
Aerandir odpowiedział szybko:
- O Elanoi trzeba mówić jako przestroga dla władców, jak kraj może wymsknąć im się z rąk. Wampir dodał cichszym tonem jakby tylko dla siebie: Mam tylko nadzieje że ten kto wydał na nią wyrok jeszcze żyje bym mógł go dopaść i rozpłatać jego żałosne ciało. Ten żałosny elf powinien pomyśleć dwa razy zanim to zrobił. Marze o stanięciu z nim twarzą w twarz, zrównać z nim miecze... Nie dokończył zdania patrząc się na drogę przed nimi.
Gunses:
Podróż mijała bardzo szybko. Już po kilku godzinach kompania zapuściła się w jary na dnie wąwozu. Było tutaj wilgotno, unosiła się mgła, która spowijała kępy trawy i zamarznięte kałuże. Słońce szybko osiągnęło punkt horyzontalny i teraz znikło już koronami zielonych sosen prześwitując czasem i rzucając swe nikłe promienie. Szybko zmierzchało.
Kompania rozprawiała między sobą. Gunses zawsze szanował prawdziwą kompanię, prawdziwą grupę ludzi, wśród których nie usłyszysz niedorzeczności, kiedy takie nie są oczekiwane. Kompanię, której nie zawstydzisz się nigdy i przed nikim. Nawet w ostatniej godzinie przed majestatem śmierci. Magia. Honor. Doświadczenie. Miecz. Starość. Potęga. Tematy, które poruszała kompania, warte były rozmów i debat. Gunses stanął w strzemionach. Słońce szybko chyliło się ku zachodowi. Taka pora roku. Wampir wiedział, że niedługo będą musieli zjechać w lasy. Zapaść w matecznik, zniknąć z traktu. Ale jeszcze nie teraz...
Altair:
Altair spojrzał w kierunku Aragorna, po chwili przerzucił wzrok na Aerandira.
- Wampiry, wydaje mi się, że wy zasię jako tacy jesteście kosmopolitami. Choć Aragorn, który uważa bronienie swej ojczyzny za coś... głupiego? Nie powinien czuć się związany z niczym... Ale oczywiście mogę się mylić. Nie zwykłem oceniać czegoś, czego nie znam, a was, wampiry, nie znam. Swego czasu pokonałem dwójkę przedstawicieli waszej rasy, i jedyne, co o was wiem, to to, że niezwykle trudno was zabić.
Altair zmarszczył brwi, a kącik jego ust uniósł się. Patrzył z ciekawością na Aragorna, ciekawiło go, jak zareaguje.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej