Tereny Valfden > Dział Wypraw

Mądrość i Prawda

<< < (44/74) > >>

Anette Du'Monteau:
Każdy zaczął jeść i pić w lekkim pośpiechu. Byli też tacy którzy po prostu chcieli chwilę odpocząć i drzemali usadowieni w wygodnych kątach karczmy. Wziąłem szklankę wody i również zająłem zaciszne miejsce. Pociągnąłem łyk dla orzeźwienia po czym naciągnąłem nieco kaptur. Tak odizolowany zacząłem odpoczywać.
Nie trwało to jednak długo. Gunses wydał komendę, a jego trzeba było słuchać. W końcu przejął dowództwo. Skończyłem swoją wodę i z barku zabrałem jedno ładne jabłko. Powolnym krokiem opuściłem karczmę. Spojrzałem na podwórze w poszukiwaniu mojego konia. Dość szybko go odnalazłem.
-Masz za wytrwałość. - powiedziałem do wierzchowca dając mu jabłko. Należy Ci się.
Koń wesoło zastrzygł uszami i spojrzał się jakby chciał o coś spytać.
-Tak koniku, już ruszamy. Gotowy? - spytałem, a koń parsknięciem odpowiedział. Wydawało mi się, że rozumie każde moje słowo.

Dragosani:
Flamel dopił szybko miód i wstał.
- Zatem w drogę, Peanucie. - rzekł do towarzysza. Jako ze wampir kazał "zebrać ludzi" mag wydarł się na całą salę.
- Słyszeliście, moczymordy! Jedziemy! - ruszył w stronę drzwi. Gdy wyszedł na zewnątrz, udał się do stajni, by wyprowadzić swego konia. Bydle parsknęło na jego widok.
- No dobra. - rzekł mag do konia. - Wiem że mnie nie lubisz, ale ja ciebie też nie lubię. Byśmy sobie nawzajem nie narobili wstydu i bym nie przysmażył ci zadu, masz się słuchać. Jasne? - powiedział Flamel, na co koń parsknął.
- Dobrze więc. - młody mag wskoczył na wierzchowca i wyjechał na nim ze stajni. Koń był grzeczny. Najwyraźniej zrozumiał przesłanie.

Vitnir:
Aerandir zerwał się z krzesła i ruszył przed karczmę: gdzie jesteś skubańcu - powiedział pod nosem i ruszył w stronę swojego wierzchowca. Wampir pogładził czuprynę na karku zwierzęcia, po czym wskoczył na siodło.
- Mam nadzieje, że się najadłeś i odpocząłeś kolego. Szepnął do konia i kazał mu odejść od reszty koni, by nie przeszkadzać innym wyjeżdżającym. Jeździec pokłusował przed karczmę do reszty gotowych.

Altair:
Altair skłonił się potwierdzająco w kierunku Gunsesa, zanim jednak zdołał się wyprostować, trąciła go barkiem jedna z osób wychodzących z karczmy.
- Hej... jak le... - urwał, gdyż kolejna osoba nie zauważyła go na swej drodze.
Kurwa, wszak nie kurdupel ze mnie, widać mnie chyba. Nie zastanawiając się długo poszedł do stajni odebrać konia. Ujrzawszy w kącie swoją karą klacz, głaskaną troskliwie przez stajennego w towarzystwie dwójki maluchów, rzekł:
- Przykro mi, małe draby, ale zabrać muszę swojego konika - uśmiechnął się do dzieci. Choć chciał wyjść na dobrego człowieka, jego ton był wysoce indyferentny. Starał się być przyjazny, jednak blizny i ślady po walce na całym ciele nie wyłączając twarzy i głowy nie sprzyjały chyba łagodności jego aparycji. Spojrzenie dziewczynki i chłopca na jego zimne, matowe, ciemne oczy wywołało u nich nie lada strach, przytuliły się szybko do nóg stajennego i zrobiły Altairowi przejście - dziękuję za opiekę nad koniem. W drodze powrotnej też zawitam z klaczą - pogładził zwierzę po szyi i chwyciwszy wodze wyprowadził na dwór, dołączając do reszty...

Gunses:
//Decydujcie. Chcecie dzień czy noc?

Większość opuściła już karczmę, chociaż z tęgich przekleństw dobiegających z karczmy można było wnioskować, że nasz znajomy krasnolud nadal tam siedzi. Wampir wsiadł na klacz. Zaraz miał zamiar wyruszyć...

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej